sobota, 16 maja 2026

 


Haligovské skaly

02.05.2026r.



Weekend majowy, no ten długi. Więc dobrze omijać zatłoczone miejsca. W dodatku, nie chcieliśmy robić fest trasy, a po prostu odpocząć na łonie natury.

Grzebałem i grzebałem po mapach. Aż w końcu mi się przypomniało o tej miescówce. Tyle razy jadąc w Pieniny (od słowackiej strony) intrygowały mnie ta skały.


Jedziemy do wsi Haligovce. Da się dość daleko podjechać (wąska, bita droga w końcówce).

Parkujemy na skraju, w polu.

Idziemy.
Trasa mapy.com


Mijamy ostatnie zabudowania i zaczyna się strome podejście.


Cały czas w górę, wąską ścieżynką.

Już widać pierwsze skałki.

Docieramy na pierwszy punkt widokowy, taki bardzo łatwo dostępny, zaraz przy szlaku.
Pogoda siadła. Mimo, że na punkcie jesteśmy stosunkowo późno, to przejrzystość (w końcu, zdecydowanie nie mam co marudzić 😉).
Więc szeroki kąt (20mm).

I max zoom (200mm).
Całkiem nieźle widać obserwatorium astronomiczne na szczycie Łomnicy 😁

Artystycznie 😉

Odbijamy wydeptaną ścieżką, na najładniejszy, mocno odsłoniętą wychochnie skalną.

A w dole, piękna zieleń na łąkach. Jednak, na drzewach, liście jeszcze słabo rozwinięte.

Okoliczne skałki.

Najwyższe szczyty Belianskich Tatr.

Wiosna vs zima.

Tam dalej jest skalna brama, do której zamierzamy dojść.

W dole Veľký Lipník a w oddali Magura Spiska a któryś ze szczytów to będzie Veterný vrch 1113m.

Łowiecki wyszły na hale.

Prowadzące, duże byki, zrzuciły poroża.

Idziemy na bramę skalną, mijając tak pięknie porośniętą skałkę.

Przechodzimy ostrożnie przez żlebowisko.

I jesteśmy na miejscu. Jest wydeptana ścieżka, choć może czasem nie aż tak oczywista.

W oknie widać Tatry😁

Idę na poszukiwanie jaskini. Są dwie, jedna zamurowana, druga obszerna.


Brama z niższej perspektywy.

No cóż, jaskini nie znalazłem. Jak się później dowiedziałem, jest zaraz koło Skalnej Bramy. Już wiem gdzie, to kiedyś wypada tam wrócić. Miejsce nader ciekawe.

Jest tam też palenisko, ba, nawet drewno było przyszykowane. Hmm, nie polecam palić w takich miejscach, bo można pokutę wyłapać 😜 no ale, każdy odpowiada za siebie.

Nowe rękawice z koziej skórki, do prac biwakowych, spisały się bardzo dobrze.

Kiełba z ogórem małosolnym 😊

Mimo, że było naprawdę ciepło, to i tak do obiadku, fajnie napić się gorącej herbaty.

Po posiłku, postanowiłem, że przeniesiemy się na posiodówę, nieco wyżej, żeby było lepiej widać Taterki.
Brama w pełnej okazałości z widokiem na Tatry.

Bajecznie porośnięte, okoliczne skały.

Owce zaszły już wysoko na hale.

Siedliśmy w takim miejscu

A cóż to?
Jakaś parka "idzie", a raczej czołga się, na ten bardziej eksponowany punkt widokowy.
Gość łapie ją za nogę, kierując gdzie ma postawić, a ta na czworaka schodzi. Ja rozumiem, że tam nieco stromo było ale... no kurwa sieroty. Strasznie niepewnie zachowywali się w tym terenie. Ale czego nie robi się dla zdjęć na instagramka 😜 Sesja trwała chyba z kilkanaście minut, w różnych pozach. Dobrze, że się nie spierdzielili na dół.

Pora wracać.
Jeszcze raz, ciekawa skała z kwiatuszkami.

Stare zabudowania przy szlaku.

Kamcia prężnie maszeruje.

Ot jeszcze takie "artystyczne" ujęcie, na które uwagę zwróciła mi moja muza😘

No to jest na pewno bardzo stare 😉

Docieramy do buraczkowozu.
Ostatnie spojrzenie na okoliczne górki i wystające spoza nich, Tatry.

Mało chodzenia, więcej chillout_u, ale było bardzo miło. Piękne warunki na foteczki, słonko grzało w mordki, ahh.
Trzeba wyszukiwać więcej takich perełek i oby pogoda wam i nam, dopisywała.




Kącik kulinarny

Orzechowy kurczak po tajsku z kokosowym ryżem


Składniki:

- Pierś z kurczaka

- Mleczko kokosowe

- Ryż

- Masło orzechowe

- Marchew, imbir, limonka/cytryna, cebula i czosnek (zabrakło na focie)

- Chilli, curry, sos sojowy (w ostateczności "magi")

- Szczypiorek

- Groszek (oczywiście może być mrożony)

Gotujemy ryż do miękkości. Na rozgrzaną patelnie z oliwą, dodajemy posiekaną cebulę, czosnek oraz starty imbir, oraz marchewkę startą na długie paski. Kurczaka przyprawionego w curry (wcześniej), pokrojonego w kostkę  wrzucamy do tego i smażymy przez około 5-7 minut, aż lekko się zarumieni. Sos: Zmniejsz ogień. Na patelnię wlewamy mleczko kokosowe i dodajemy masło orzechowe, dokładnie mieszając, aby składniki się połączyły. Dodajemy sos sojowy, sok z cytryny/limonki oraz przyprawy (curry, chili, można jeszcze kurkumę). Dokładamy groszek. Dusimy na wolnym ogniu przez 5-10 minut, aż sos odpowiednio zgęstnieje i oblepi mięso.


Gotowe😀



Smacznego i pozdrawiam.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz