sobota, 28 marca 2026

 


Gorce

Turbacz 1310 m

14.03.2026r.



Ha!

Młodszej siostrze, aka "Troliczek", spodobało się ostatnie wspólne wyjście i znów, zapragnęła hasania po górkach.

Tylko, że to "ostatnio", to było dawnoo temu. Nie wezmę na jakąś wyrypę, bo nie wprawiona, ale coś mniej "wyczynowo", z schroniskiem po drodze. Ba, nawet dwoma!
A dawno nie byłem na Turbaczu, to pójdziemy tam, przez Stare Wierchy.

Trasa mapy.com


Zajeżdżamy prawie na sam koniec Obidowej. Jest tu sporo parkingów, ten największy, za 10zł.
Nawet, żartowałem do pani, co tak tanio🙊😉 Ale żeby tradycji stało się za dość, to i tak czuliśmy się oskubani 😂, bo wszędzie dookoła, te mniejsze po 5zł 😛  


Zaczynamy podejście zielonym szlakiem.
I bam!



No już są!😍

Idziemy dalej. Jest miejscami stromo, ale to krótkie podejście.
Idą gwiazdy 😉

Jest i już pierwsze schronisko.

Ciekawy wystrój, poświąteczny 😝

Robimy mały popas przy stoliczku, na zewnątrz.
A z drugiej strony, taka fajna miejscówka, była wolna. Jednak, mogła by za bardzo rozleniwić, a trochę jeszcze przed nami.

Ruszamy
Nawet jaka roweżystka się zapodziała, ale na elektryku 😛

Mijamy miejsce katastrofy samolotu.

Pierwsze widoczki na Tatry.

Zakochana para 😉

Idziemy dalej w kierunku Turbacza.
Aż tu nagle, zza drzew wychodzi banan!😂
Ktoś przegrał jakiś zakład, czy ki diabeł?😆

Jest i Diablak.

Docieramy na szczyt.
Nie byle jaki, bo najwyższy w Gorcach!

Siadamy nico poniżej, z widokiem na Taterki, aby chwilę odsapnąć, napić się herbaty.

Zoomik w głąb Słowacji.


Jeszcze trochę człapu, człapu...

Kama niczym kibolka-patuska. Siostra, też jakaś "bojowa". Może się im błotko nie podoba i chcą mi naje... nastukać sęków😆

Idą sobie, zajmując się rozmowami wszelakimi i pyk cyk. Mamy schron.

No to jedzonko!
Ja zamówiłem sobie kwaśnicę z żeberkiem.
Dziewczyny pierogi, ruskie i z borówkami. Obsługa sprawna i szybko wydają jedzenie.

Pojedli, popili, czas ruszać, co by nas zmrok nie zastał.

Ładna chatka tuż obok schroniska.

Widoczek z rozgałęzienia szlaków, polany zwanej Długie Młaki.

No ładny tu widoczek, ładny.



Odbijamy żółtym szlakiem.

Kaplica Matki Bożej Królowej Gorców.


I pan Jezus "Liberatoriański" 😆

Powoli słonko coraz niżej.
Jeszcze jedno ujęcie na Babią Górę.

Błoto, śnieg, lód, wszystko było 😁

"Idę sobie dziarsko!"
Uważaj, bo ślisko. W niektórych miejscach przydały by się raczki, ale większość, to jednak lepiej bez nich.

Ostatni rzut obiektywu na Tatry.

No tu, przed samym parkingiem, to na pewno by się przydały owe raczki.
Ja miałem 😛 Jednak po latach, guma (mimo prób klejenia), nie wytrzymała i szedłem, z założonym jednym 😆 Lepsze to, niż nic.
Troliczek dostał kija i boczkiem, boczkiem

Fajny to był, można rzec, rodzinny, spacerek.

Jeszcze coś wspólnie wymodzimy, bo siostra chętna na kolejne eskapady. Może jakie wyjście z ogniskiem i zachodem słońca? Kto wie, kto wie.



Kącik kulinarny


Zupa Shreka


Składniki:

- Brokuły

- Szpinak

- Groszek mrożony (świeży :D )

- Cebula, czosnek

- Plastry boczku

- Pistacje

- 1L bulionu warzywnego lub w ostateczności, rosołu

- Grzanki (najlepiej ziołowe lub czosnkowe)


Na patelni podsmażamy pociętą w pióra cebulę i wciśnięty czosnek.
Do bulionu wrzucamy brokuły i gotujemy do miękkości. Następnie dorzucamy usmażoną cebulę z czosnkiem, szpinak i groszek. Zagotowujemy i ściągamy z kuchenki, aby przestygło.
Blendujemy na jednostajną masę, doprawiamy solą, pieprzem. Jak za gęste, można dolać trochę wody, lub lepiej, bulionu jak nam zostało. Oby nie było za rzadkie 😛 
Podsmażamy na chrupiąco boczek. Który ląduje w zupie na talerzu, do tego pokruszone pistacje, grzanki i trochę groszku, dla przystrojenia 😉

I gotowe.

Smacznego i pozdrawiam.


środa, 4 marca 2026

 


Holica 828m
+

punk widokowy poniżej Lužná skala 770m

20.02.2026r.


Naszło mnie na Pieniny, ale po słowackiej stronie i... tak, no na dzikca😈


Główny cel to, bardzo charakterystyczna góra, Holica 828m. A potem, na zachód słońca na punkt widokowy.

Ruszam. Zajeżdżam do wioski Lesnica. Na je końcu, parkuję przy ostatnich domostwach.
Krzątała się jakaś dziewoja,2 to spytałem, czy mogę zostawić samochód. Spytała tylko na ile.
Jak się później dowiedziałem, bo na mapach internetowych, tego jeszcze nie widać, przy kościele zrobili mur oporowy i parę miejsc parkingowych. Myślę, iż poza niedzielą, można tam zaparkować na te parę/naście godzin.


Przy drodze wszędzie zabudowania, ogrodzone, którędy tu przejść przez rzeczkę na drugą stronę?
A pierdzielę, idę "wpław"😜
Później, było głębiej, ale jak się nie przeleje od góry, to jest ok 😎

I podchodzę wzdłuż starego wyciągu.

Hę? Jakie tu Narodny Park - jak tu ziemię uprawiają, drzewa ścinają.

Do polany, znajdującej się na wschodnich stokach Holicy, jest droga leśna. 
Powyżej polany, zaczyna się mocno stromo.


Tuż przed osiągnięciem celu. Grań szczytowa 😉

Jest i szczyt!

Z kapitalnym widokiem na Trzy Korony.


I w sumie, tyle widać 😛
Przebija jeszcze Sokolica. Ale jak się zazieleni, to prawie nic nie będzie widać.

Żeby zobaczyć ją lepiej, należy zejść nieco niżej na prawo (trzeba być ostrożnym, bo stromo tam).

Jeszcze coś "artystycznie".

Cel osiągnięty. Poszło nawet sprawnie. Trochę dłonie zmarzły od focenia na szczycie. Zakładam grube rękawice i w dół.

Jeszcze parę słów o głównym celu - Holica 828m.
To ten szczyt, widziany z Sokolicy. Robi wrażenie.
fot. mapy.com

Od słowackiej strony, też jest charakterystyczny, ale nie aż tak stromo 😛
Nie ma tam oficjalnie szlaku, ale do polany jest droga leśna, gdzie tubylcy się zapuszczają (widziałem w miarę świeże ślady quada). Na sam szczyt, ktoś tam od czasu do czasu się zapuszcza, ale nie jest popularny. Wszak to Narodny Park i można dostać (teoretycznie) pokutę. Ale jeszcze w 2020 roku, była tam nawet ławeczka!
Wychodziłem od wioski Lesnica, wzdłuż starego wyciągu. Schodząc, będąc już dość blisko domostw, widzę starszego gościa, żywnie interesującego się moją tu obecnością. Mogłem odbić i nara 😉
Ale co mi tam. Podchodzę, witam się, podaję rękę.
I trafiłem na okolicznego, co zaczął mi opowiadać. Że on tu chodził, robił zdjęcia (pytał o moje) dla “parku narodowego”(?). I wtedy było 20% zalesienie. Teraz, po 50-ciu latach, 80%. I pamięta, że jak za młodu krowy paśli, to chodzili na ten szczyt i była… wieża. Ale nie zrozumiałem, czy taka widokowa, ale raczej duży punkt triangulacyjny.
Pan niemal z łzami w oczach wspominał. Ja mu mówię, że ładna góra, ale bez szlaku, a to Narodny Park i że tak do końca nie wiem, czy można, czy nie można. Żeby pokuty nie dostać. A ten się uśmiecha do mnie i gada, że on tu jest gospodarz na tym okręgu.
Uśmiechnąłem się również, bardzo szeroko, poklepując po ramieniu: “No to nie będzie pokuty!” 😃
Jak bym miał jakiś bimberek ze sobą, to byśmy pewnie zostali najlepszymi przyjaciółmi 😆
Dla takich chwil i spotkań, warto zagadywać do tubylców 🍻

Ale... niezły z niego obaczajacz. Tak jeszcze przed odejściem pytam, czy jest tu jakaś kładka, czy wszystko prywatne posesje, zamknięte. To mi odpowiedział:
-Idź tak, jak przyszedłeś, widziałem cię z okna 😆
Uważny ten gospodarz, uważny.

Do zachodu słońca mam jeszcze sporo czasu. Zachodzę do wioskowego sklepiku, uzupełnić elektrolity 😉 Bajdurzę trochę z właścicielką.
Piwko wypite na miejscu, na ławeczce przysklepowej. Uwielbiam ten ich wioskowy folklor😁

Człapię przez wioskę.




Kolejne pozaszlakowe drogi i pola.
Tu ciekawie widać Holicę, na której byłem przed chwilą.



Docieram do pasma granicznego.

Ujęcie na najwyższy szczyt Beskidu Sądeckeigo - Radziejowa 1266m.

Docieram na owy punkt widokowy - nawet nie czujesz, kiedy rymujesz😆
Panoramka.

Trzeba zjeść obiad. Jeszcze trochę czasu do zachodu.

Kolorki robią się coraz ciekawsze.
Może i miejsce to, nie zapewnia tak szerokiego widoku na Tatry, jak z Wysokiego Wierchu, ale stamtąd są setki zdjęć 😛 



Słońce coraz niżej, pięknie oświetlając okolice wychodni skalnej na której jestem😊


Zaczyna się spektakl.



Wtem, na dole, ktoś jeździ kładem.
Zatrzymuje się. Odjeżdża.

Dostrzegam zwierzynę.
Swoje focę, potem słyszę strzał, a raczej huk.
Zwierzaków już nie ma, quad, jeszcze krąży. Ciekawy ten Narodny Park 😜

"Kolorki"

Odległe tatrzańskie szczyty, skitrane za lasem.

Ponownie Holica i Trzy Korony.

Na odchodne, z księżycem.

Trzeba zmykać na dół. 


Urozmaicony wypad. Taki jak lubię. Pozaszlakowo, ciekawi ludzie, piękne widoki. To było dobre!😁




Kącik kulinarny


Pierś z kurczaka w mleku kokosowym i maśle orzechowym, z zasmażanym ryżem.


Składniki:

- Pierś z kurczaka

- Masło orzechowe

- Mleczko kokosowe

- Ryż

- Marchew, imbir, cytryna (limonka), czosnek mrożony

- Curry, płatki chilli


Kurczaka podsmażamy z czosnkiem, imbirem i curry, dodajemy mleko kokosowe (ok. 200-400ml), masło orzechowe (1-2 łyżki), sos sojowy i sok z limonki (cytryny). Dusimy całość do zgęstnienia sosu i podajemy z ryżem.
Ryż smażony w wersji tajskiej, był ostatnio. Na zdjęciu brakło mrożonego groszku i czosnku! (niezbędnych składników - oj ja ciapa).

I gotowe!


Smacznego i pozdrawiam!