wtorek, 5 maja 2026

 


Čergov - Minčol 1157 m. 




Uwidziało mi się, podskoczyć tam na focenie zachodu słońca. Najszybszym/najkrótszym, znanym mi podejściem. Jakieś 4 km. Jedziemy do końca drogi w Livovská Huta, za kościółek. Tam zostawia się samochód i żółtym szlakiem w górę... około 466m 😋


Ujęcie ze wsi.


Noo, początkowo, strome to podejście. Zagotowałem.

Im wyżej, tym rzadszy las. Ale, szaro buro i ponuro...

Kapliczka przy rozejściu szlaków - Lazy.

Chmur coraz więcej, a słońca coraz mniej. Jednak i to ma swój urok. 
Taki widoczek po drodze i od razu, łapię drugi oddech 😁

Szaro buro i ponuro cz2.

Docieram na Kríž pod Minčolom.
Niepokoją coraz gorsze warunki. Dużo chmur i słaba przejrzystość, no ale cóż, jest co jest.

To jeszcze trzeba było zaliczyć właściwy szczyt.

Nawet jakieś ptaszysko załapało się na zdjęcie.

W oddali Jaworzyna.

Ogólnie, to śniegu nie za dużo. Przed samym szczytem nieco więcej. Spodziewałem się gorszych warunków.
Zmykam pod krzyż, stamtąd lepsze widoki, w szczególności na Tatry 😃

Słońca mało i wieje!
Za to, ciekawie przebijające przez chmury, promienie.
W oddali Ľubovniansky hrad i Pieniny, w tym Trzy Korony.

Ujęcie na drugą, narodową górę Słowaków - Kráľova hoľa 1946m.

"God rays".

Ojj zeszło mi z czekaniem na zachód.
Trochę wcześnie byłem, bo liczyłem na lepsze warunki, które szybko i tak się pogorszyły.
Wiało mocno, więc kuchenkę schowałem za kamiennym stołem/ołtarzem.
NA obiadek Curry Chicken - chyba najabardziej mi podeszło z liofizów od Adventure Food.

Gdzieś tam, trochę przyświeciło.

Jest czas, aby dokładnie przeanalizować owy rozkład szczytów.

Szlak, którym przyszedłem.

Szerzej...

Nieco pod szczytem jest utulnia. Ze źródłem. Z tego co pamiętam zamykana, ale można zdobyć klucze po kontakcie z chatkowym.

Idą ciemne chmury😯

Upss, coś popadało deszczem i zmrożonym śniego-deszczem.
Nawet tęcza wyszła 😀

A któż to wbił pędzel do ziemi? 😉


Zanim nadejdzie zachód, kręcę się po szczycie i szukam ujęć.



Z ruinami zamku w Kamienicy.


Charakterystyczny Šarišský hrad.



Słońce powoli zachodzi.
Łapię jego ostatnie promienie.



Nic więcej, już nie zobaczę. Mimo cienkiej puchówki, na to jeszcze bluza, jest tak no... rześko.
Zmykam na dół. Ooo, zaczyna padać. Uskuteczniam marszobieg, co nie jest ani miłe, ani łatwe w krasnoludzkich butach😆
Na szczęście, nie padało mocno, a mi dość szybko udało się dotrzeć do samochodu.



Kącik kulinarny

Pinsa z chilli z kurczakiem.

Składniki:
- Pinsa
- Pierś z kurczaka - wcześniej przyprawiona w curry, ziołach prowansalskich i chilli
- Rukola
- Mozzarella
- Kukurydza konserwowa
- Passata


Pierś z kurczaka podsmażamy na patelni.
Smarujemy placek passatą, układamy na to kurczaka, kukurydzę i mozzarellę.
Do rozgrzanego piekarnika na 8-10min.
Po wyciągnięciu, na wierzch rukola.

Smacznego i pozdrawiam.



sobota, 28 marca 2026

 


Gorce

Turbacz 1310 m

14.03.2026r.



Ha!

Młodszej siostrze, aka "Troliczek", spodobało się ostatnie wspólne wyjście i znów, zapragnęła hasania po górkach.

Tylko, że to "ostatnio", to było dawnoo temu. Nie wezmę na jakąś wyrypę, bo nie wprawiona, ale coś mniej "wyczynowo", z schroniskiem po drodze. Ba, nawet dwoma!
A dawno nie byłem na Turbaczu, to pójdziemy tam, przez Stare Wierchy.

Trasa mapy.com


Zajeżdżamy prawie na sam koniec Obidowej. Jest tu sporo parkingów, ten największy, za 10zł.
Nawet, żartowałem do pani, co tak tanio🙊😉 Ale żeby tradycji stało się za dość, to i tak czuliśmy się oskubani 😂, bo wszędzie dookoła, te mniejsze po 5zł 😛  


Zaczynamy podejście zielonym szlakiem.
I bam!



No już są!😍

Idziemy dalej. Jest miejscami stromo, ale to krótkie podejście.
Idą gwiazdy 😉

Jest i już pierwsze schronisko.

Ciekawy wystrój, poświąteczny 😝

Robimy mały popas przy stoliczku, na zewnątrz.
A z drugiej strony, taka fajna miejscówka, była wolna. Jednak, mogła by za bardzo rozleniwić, a trochę jeszcze przed nami.

Ruszamy
Nawet jaka roweżystka się zapodziała, ale na elektryku 😛

Mijamy miejsce katastrofy samolotu.

Pierwsze widoczki na Tatry.

Zakochana para 😉

Idziemy dalej w kierunku Turbacza.
Aż tu nagle, zza drzew wychodzi banan!😂
Ktoś przegrał jakiś zakład, czy ki diabeł?😆

Jest i Diablak.

Docieramy na szczyt.
Nie byle jaki, bo najwyższy w Gorcach!

Siadamy nico poniżej, z widokiem na Taterki, aby chwilę odsapnąć, napić się herbaty.

Zoomik w głąb Słowacji.


Jeszcze trochę człapu, człapu...

Kama niczym kibolka-patuska. Siostra, też jakaś "bojowa". Może się im błotko nie podoba i chcą mi naje... nastukać sęków😆

Idą sobie, zajmując się rozmowami wszelakimi i pyk cyk. Mamy schron.

No to jedzonko!
Ja zamówiłem sobie kwaśnicę z żeberkiem.
Dziewczyny pierogi, ruskie i z borówkami. Obsługa sprawna i szybko wydają jedzenie.

Pojedli, popili, czas ruszać, co by nas zmrok nie zastał.

Ładna chatka tuż obok schroniska.

Widoczek z rozgałęzienia szlaków, polany zwanej Długie Młaki.

No ładny tu widoczek, ładny.



Odbijamy żółtym szlakiem.

Kaplica Matki Bożej Królowej Gorców.


I pan Jezus "Liberatoriański" 😆

Powoli słonko coraz niżej.
Jeszcze jedno ujęcie na Babią Górę.

Błoto, śnieg, lód, wszystko było 😁

"Idę sobie dziarsko!"
Uważaj, bo ślisko. W niektórych miejscach przydały by się raczki, ale większość, to jednak lepiej bez nich.

Ostatni rzut obiektywu na Tatry.

No tu, przed samym parkingiem, to na pewno by się przydały owe raczki.
Ja miałem 😛 Jednak po latach, guma (mimo prób klejenia), nie wytrzymała i szedłem, z założonym jednym 😆 Lepsze to, niż nic.
Troliczek dostał kija i boczkiem, boczkiem

Fajny to był, można rzec, rodzinny, spacerek.

Jeszcze coś wspólnie wymodzimy, bo siostra chętna na kolejne eskapady. Może jakie wyjście z ogniskiem i zachodem słońca? Kto wie, kto wie.



Kącik kulinarny


Zupa Shreka


Składniki:

- Brokuły

- Szpinak

- Groszek mrożony (świeży :D )

- Cebula, czosnek

- Plastry boczku

- Pistacje

- 1L bulionu warzywnego lub w ostateczności, rosołu

- Grzanki (najlepiej ziołowe lub czosnkowe)


Na patelni podsmażamy pociętą w pióra cebulę i wciśnięty czosnek.
Do bulionu wrzucamy brokuły i gotujemy do miękkości. Następnie dorzucamy usmażoną cebulę z czosnkiem, szpinak i groszek. Zagotowujemy i ściągamy z kuchenki, aby przestygło.
Blendujemy na jednostajną masę, doprawiamy solą, pieprzem. Jak za gęste, można dolać trochę wody, lub lepiej, bulionu jak nam zostało. Oby nie było za rzadkie 😛 
Podsmażamy na chrupiąco boczek. Który ląduje w zupie na talerzu, do tego pokruszone pistacje, grzanki i trochę groszku, dla przystrojenia 😉

I gotowe.

Smacznego i pozdrawiam.