wtorek, 12 czerwca 2018



Beskid Niski
Magura Małastowska
9-10.06.2018 r.



Paluszek zepsuty, rower odpada :( Co tu wykombinować pieszego na weekend? Aaa, a może by tak odwiedzić Grzegorza na Magurze. Odebrać kubeczek, zobaczyć jak idą prace. Czemu nie!

Szybkie pakowanie, biorę namiot, co by moje niedźwiedzie chrapanie nie było uciążliwe dla schroniskowych gości ;)
Jeszcze rano się dopakowuje, nie śpieszy mi się bardzo, bus Voyager odjeżdża mi dosłownie spod bloku :D
Patrzę przez okno, a ten już stoi na przeciwległym przystanku, o skubaniec, pośpieszył się coś! Napełniam w pośpiechu camelbak_a i wybiegam z domu. Ehhh i tak na niego czekałem, pojechał na pętlę i się spóźnił buahaha. Ale to jakiś starszy Ukrainiec prowadził, chyba jeszcze nie obcykał trasy. Gdzieś przed Grybowem, uświadamiam sobie, iż w  tym pośpiechu nie zabrałem żadnego polarka. Kruca, może być zimno wieczorem. Co ja zrobię, co ja zrobię?!
Może by gdzie kupił jakąś szmatę, ale gdzie przed 9-tą w sobotę?
Sytuację uratował ot taki zacny ;) przybytek, nazwijmy go na potrzeby opisu, "Lumpeks Grażynki" ;)
Zakupiłem tam piękny polarek, który pomogła mi wybrać sprzedająca (widząc moje nieogarnięcie wśród półek :p ), za całe 12zł hehe.

Sytuacja opanowana. Człapie przez Gorlice, szlakiem żółtym.
Beskid Niski usiany cmentarzami z IWŚ, po drodze...
Na tym cmentarzyku pochowano łącznie 204 żołnierzy, trzech narodowości. Niemców, Austriaków i Rosjan.


Stare domostwo.

Dalej... smaży niemiłosiernie. Fest lampa i jeszcze daje od asfaltu.

Hłe, no i gdzie ten szlak? Słabiutko coś przedeptane :p

Jedno z ostatnich domostw.

Czyżby ta, hen tam największa góra to Magura Małastowska? Daleko trochę ;)

W lesie już chłodniej. Na przełęczy chwila przerwy i wchodzi banan.
Jeden kij, bom jednoręki bandyta ;)

Auuu! Ślad dużego i małego wilczka :D

Cóż tam dalej. Las, krzaki, las, błoto, krzaki, błoto. Ot Beskid Niski :p
Jak ktoś nie lubi takich klimatów, to będzie dla niego nudno. A ja chłonąłem otaczającą mnie naturę. Choćby powyższe zdjęcie, z którego jestem bardzo zadowolony. Mała rzecz, a cieszy :)

I docieram na najwyższy punkt owego wypadu.

Będąc tu już parokrotnie, robię jeszcze tylko jedno, szybkie zdjęcie, na znany cmentarz z innej niż zwykle perspektywy i pędzę dalej.

Jest i schron. Coś tam już powstało od mojej ostatniej wizyty.

Betoniara jest, robota wre ;)

Dobra, na inspekcję przyjdzie jeszcze czas. Trzeba się nawodnić, bo smaży okrutnie.
Piesior chlipie, aż mu woda leci z pyska :p

Koteł leniwie.

To uzupełniam elektrolity i rozbijam namiot.
Taa, super szpilki w kształcie "Y". Takie miały być wytrzymałe, a pod butem się poddało. No dobra, co innego, że to trep 1,2kg hehe.

Jest i stoi. Prawie jak schronisko ;)
Ale nie dla sierściuchów! Zdupcaj kocie, bo jak zwietrzysz mojego koteła i mi najszczasz do środka to cie przerobię na pasztet!

Jest tam trochę sirściuchów. Przynajmniej mysiorów nie ma. 

A i posilić się trzeba. Na talerzu ląduje porcja pierogów "chłopskich". Kasza, pieczarki i mięso. Dobre... eee... czy to nie są te, co "gdzieś" obok, tzw "Łemkowskie"? :p
Wati, nie łam się, przełam się. Jedz, jedz, bo to sobotunio i nie wiadomo co wieczór przyniesie hehe.

Popite, pojedzone, zaczynam inspekcję.
Na górze będzie taras. Nie pozwolili zrobić dachu. Hmm, może i to na dobre wyszło.

Dwa nowe kibelki.

Prysznic.

Wejście. Będzie miejsce na narty, buciory inne szpeje.

Stary środek, bez zmian, klimatycznie. Słynna winda jest i oczywiście zostaje :D

Prace idą powoli, ale do przodu. Brak rąk do pracy, PTTK Gorlickie, nie pomaga nic!
Na szczęście od maja jest parka (nie, nie dwóch gejów :p ), co pomaga Grześkowi i sporo zrobili.

Kolejny kotecek. Najmłodszy z familii. Czteromiesięczny.

Odpalamy strefę kibica. Zacna jest!


Ahhh, idealnie schłodzona. Choć ulepek niezły, to wchodzi jak soczek.

Wpadają lokalsi :D

I kolejny, trunek o prawidłowej zawartości procentowej i temperaturze :D

Nagłośnienie to też jest... nie w kij dmuchał  ;)

Gospodarz czyni honory.

A znajomi Grześka, przyjechali na takich brytfankach! Wcale nie trzeba karbonów, xtr_ów czy ki uj wie czego :p



Zabawa trwa!

Ok, cza iść w kimę.
Pierwsze wstają... nie, nie koty, pierwsze zawsze budzą się "piżmoki" haha.
Kotecki potem ;)

No to coś na rozruch. Fee kopciciele, no ale popielniczkę mają fajną.

Noo, żebym nie zapomniał. Odbieram fanty. Kubek jest naprawdę fajny, podoba mi się grafika.

Kurcza, piwerko tego dnia nader dobrze wchodzi. Mimo, iż już spakowany, to odwlekam odejście z tego kultowego miejsca. I tak leci jedno za drugim ;) Koło 14, nachodzi mnie jednak postanowienie opuszczenia zacnego towarzysza rozmów. Fajnie się bajdurzyło, no ale to do Krynicy jakoś trzeba jeszcze wrócić. Burze zapowiadali, wprawdzie po 19, jednak przede mną wg znaków to jakieś 4:30h :p Startuję.
Idziem sobie lasem.

Czasami to żal aż dupę ściskał, że nie na rowerze. Ale by się tu pruło, Hej!

Jest i przełęcz.


Dalej trzeba w lesie uważać, jest stara studnia. Po ciemku można tam wylądować!

To gęsty las, czy już krzaczoring ;)

Jeszcze fota w tył, na przełęcz i okoliczne pasmo. Słychać już fest burzę. Łee daleko jest.


A przy szlaku, podgrzybki. Oczywiście wylądowały w plecaku :D

Schodzę na Siary.
Widać już ścianę deszczu. Tu mam jeszcze świetny humor, bo tam napieprza jak wściekłe, a ja sobie idę suchutki i się śmieję :D

Eno, kurwa! To idzie w moją stronę! Robi się źle, chowam aparat do środka plecaka i wyciągam kurtawkę.

Do Siar schodzę już nieźle przemoczony. Tzn kurtawka z "kaczuchy" typu Rain Cut spisała się ok, ale spodenki, i reszta, w tym buty co mi po nogach do nich ściekało i miałem basen. Może jednak trochę zelży? Kitram się pod Domem Ludowym, gdzie poznaję tubylców, którzy to na spokojnie przy piwku czekają na lepsze... czasy ;)
Jegomość w koszulce PUMA, to leśny człowiek (pracuje przy wycince drzew). Ba, puma nie puma, ale opowiadał mi to, jak rysica, mając ze sobą młode, rzuciła się na wilka!
I tak gadka szmatka o wilkach, rysiach i innej zwierzynie.
Drugi lokals, miał fajny rowerek :)

Ooo, ale pierdolnęło! Blisko!

Dzwonię do Janusza. Twierdzi, że mieszka 300m stąd. To sobie myślę, 300m w takim deszczu jakoś przejdę. I... nieźle mi się pojebało hehe. Wiedziałem, że przy głównej drodze trzeba iść w lewo. Myślałem, że to już jestem przy tej głównej. A do niej trzeba było odbić w prawo i była za 50m :p
To mnie przymroczyły te browary z Magury + ściana deszczu i idę od razu w lewo. Idę i idę. Napierdala deszczem tak, że mi się z butów wylewa :p
Dzwonię do Janusza z wkurwem.
-Tee, coś dziwne miary macie w tych Gorlicach. Jakie kurwa 300m jak ide i idę i ni chuja nie ma twojego domu!.
 *Ale gdzie ty jesteś?! Idziesz już chyba godzinę!
Eee, zachodzę na przystanek
- "Siary leśniczówka".
*Eee?
-Czekaj odpalę GPS-a. O kurwa, nie ta droga. Polazłem w kierunku Owczar. Buahaha.

I była ewakuacja samochodowa.
Dzięki Janusz za wszystko! Musze kiedyś wpaść na dłużej, to posiedzimy trochę ;)

Co jest w niemal każdym polski domu w niedziele. Rosół!
Ahh, piękna sprawa po przemoczeniu :D
Nie wiem kto gotował,  czyżby teściowa kumpla? Jak tak, to pochwalić trzeba, bo na pewno nie chce go otruć. Wręcz przeciwnie!

Są i moje zbiory. Poszły na gulasz.
Tak, tak, mają jeszcze piec kaflowy. Piękna sprawa na zimę!
Pora już taka, że z tej wioski nie ma czym się wydostać :p Zostaję na noc. A na 5-tą rano Janek organizuje mi transport Tir_em hehe.

A tam rosół srosół ;) :p
Kiełbe zjesz, grilla zrobimy!

Ooo paczajcie, jak mu się mordka cieszy na sam widok kiełbasy. Prawdziwy Janusz :D
Nie no, nie prawdziwy, białych skarpetek do sandałów/klapek nie założył ;)

 Fak! Znów zaczyna padać. No to turbo kiełbasa hehe.

Piesior by też co zjadł.

Jeszcze raz dzięki za zacne przyjęcie i transport. Pozdrowienia dla całej rodzinki!




Kącik kulinarny:
"Francuska zapiekanka z mięsem mielonym"

Składniki:
- Mleko.
- Pomidory w puszce - bez skórek.
- Przyprawa - Ta Kamis jest bardzo dobra.
- Ziemniaki.
- Masło.
- Cebula.
- Mięso mielone - co kto lubi/preferuje.
-Ser - nie kupujcie najtańszego, bo zepsuje całą przyjemność z tej zapiekanki.

P.s
Ekhmm... co tu się odpierdala?! Baran wącha dupę świni!

Troszkę tu roboty jest, jednak polecam, naprawdę warto. Świetna sprawa. Jedzonko boskie!
Ziemniaki gotujemy. Następnie podsmażamy je w rondelku na dużej ilości masła. Tak, żeby je chwyciło. Potem dodajemy mleko i część przyprawy i miksujemy na pure.
Na patelni podsmażamy cebulkę z mięsem. Dodajemy pomidory i resztę przyprawy.
Kolejny krok, to wrzucenie wszystkiego (mięso na spód, potem pure i na wierzch ser) do żaroodpornego naczynia.
Zapiekamy ~30min.

Gotowe :)

Smacznego i pozdrawiam!