wtorek, 13 listopada 2018



Branisko.
Sľubica 1129 m.n.p.m.


Kolejny wyjazd na Słowację. Tym razem pasmo Branisko.
Startujemy z przełęczy Branisko.

Idziemy najpierw, zobaczyć dziurę w ziemi, gdzie znika lokalny potoczek.

I siup pod ziemię.

Ok, to idziemy z drugiej strony, obczaić jak to wypływa :D


Potok ów, tworzy fajny, mały wodospadzik.

Takie tam artystyczne ;)

Ruszamy zielonym szlakiem w kierunku naszego głównego celu.

Po drodze, wieża telekomunikacyjna.

Narzucam tempo. Trochę odskakujemy głównej grupie.
Dobra, poczekamy. Co by zabić nudę...
no to chlup!

No to dla kolejnego.

Szybko się skończyło :p Jednak z ratunkiem przychodzi nam kolega, z żelaznym zapasem, całkiem niezłego bimberku :D

Pokrzepieni, pełzniemy dalej.



Eee, że jak, Rajstopki? ;)

Tutaj robimy mały popas.

Ze skałki nieco wyżej, ładny widok.
Nieco w oddali Spiski Hrad.

A niżej, fajna jama. Można się tu schować w razie ulewy.

A zaraz obok, świetna skalna brama.

Ciekawa polanka, blisko szczytu. Są obok ławeczki. Grupa zaczyna się rozsiadać.
Ejj no! Idziemy, bo nas noc zastanie. Znów narzucam tempo.


Jest i główny cel naszej wycieczki.
Sľubica 1129 m.n.p.m.

I panoramka ze szczytu.
Te promienie słońca, przebijające się przez chmury, tworzyły przepiękny spektakl.

Myślałem, iż to jakiś astronauta czy co. A to paralotniarz. Faktycznie ciekawe miejsce na start. Polatać tu, z widokiem na zamczysko, okoliczne pasma i Tatry... coś niesamowitego.

Po drodze źródełko wody mineralnej. Mocno żelazista.

Wpada do strumyczka, a następnie takimi drewnianymi rynnami do sztucznych stawików.

Schodzimy do asfaltu i wioski. Większość, miała nadzieję nadzieję, że to już tu będzie czekał autobus. Miejsce nie najgorsze, jest nawet jakiś wioskowy bar :D
Jednak nie dane nam było, z kosztować w nim złotego trunku. Jeszcze przez jedną górkę, Do kolejnej wioski.
Znów narzucam tempo. Śmieją się, iż lecę tak, bo mój nos tropi lokal z piwem ;)
Po drodze.

W końcu docieramy do autobusu. Niestety żadnej piwiarni nie ma, z potravin też nici. Trudno, przeżyjemy. Jakoś strasznie daleko nie ma do Krynicy.
Fajny, szybki wypad w dość mało znane, małe pasmo. Oby więcej takich!


Kącik kulinarny.

Papryki nadziewane serem owczym z oliwkami.

Składniki:
- Papryka.
- Ser owczy.
- Oliwki, czarne i zielone.
- Chorizo paprykowe.
- Czosnek i świeża bazylia.


Moja asystentka ;) Agata, uchwyciła mnie przy pracy. Co będę stał, wczoraj zrobiłem ponad 80km na szosie i nieźle cisnąłem :p

"Mistrz patelni".

Ser kroję na małe kawałki, dodaję trochę pieprzu, czosnek przez praskę, bazylię, oliwki, oraz nieco oliwy z oliwek. Wszystkoo rozdrabniam blenderem na taką a'la pastę do nadziewania.

Papryki owijam chorizo. Do naczynia żaroodpornego i na godzinę do piekarnika.


I gotowe :D



Smacznego i pozdrawiam!


czwartek, 1 listopada 2018




Wschód słońca 
na Jaworzynie.
01.11.2018 r.

Dzień wolny, święto. Na grobek trzeba iść. Ale przecie taki diabeł jak ja, nie będzie cały dzień modlił się na cmentarzu :p ;) 
Może by tak skoczyć na Jawo, na wschód? Szybki wyskok, to i ksiądz zdąży na poranne modły hehe.

Ekipa zwerbowana dzień wcześniej. Hiczkok, ja i Józek.
4:30 pobudka. O 5 startujemy spod gondoli. Zimno, bryy. Jednak szybko się rozgrzewany. Ścianka na nartostradzie robi swoje :p

Docieramy. Mamy jeszcze 20-25min zapasu.

Łoo jezusicku, ale dmucha na szczycie. Józek kitra się na tarasiku koliby od kuchni.

Ekipa czeka.

Taaa daa!
Mam CIE!

Cud! "Buzię widzę w tym Słońcu!" ;)

I pierwsze promyczki.

Jeszcze rzut obiektywem na Tatry.
Tu można by się było legnąć i lekko huśtając, oddać w objęcia Morfeusza :D

Jednak schodzimy na dół. Resztki Halnego, jak i zimno w łapska od statywu i aparatu, zniechęcają do dłuższego posiedzenia.

Dzięki za wspólne wyjście. Do następnego!


Aktualizacja.
Było nam mało, tośmy poszli jeszcze na szosę. Nie obyło się bez przygód. Znajomy załatwił przednie koło :p
Link do STRAVA

Rzozef aka JAJO! Biedakowi strzeliła szprycha. Takie jajo z kola się zrobiło, że tarło o widelec!
Artek ma marną minę. Raczej nie wierzy, że to się uda ;)

Tyle głów!

Tyle rąk!

Potrzebna była ewakuacja samochodowa. Mimo starań ekipy :p

Ot tak czasem bywa ;)

poniedziałek, 29 października 2018



Muszyna Baszta-nad Jastrzębikiem-
Bystry Wierch-stara cegielnia-Deptak :D
28.10.2018r.


Pogoda nie zawchwycała, jednak naszło mnie na rower i małe krzaczorowanie w najbliższej okolicy.
Przy okazji polecę fajna aplikację: Relive.
Tworzy ona filmik z przebiegu trasy na mapce 3D. Fajny bajer.


Na początek pojechałem do Muszyny pod Basztę. Obadać jak idą prace ze ścieżką rowerową. 
Po drodze, "słynny" płotek z nart i kijów hokejowych :)

Następnie na Jastrzębik.
Jakie fajne jagniątka :D 

W oddali Jaworzyna.

Tutaj odbijamy tą drogą leśną.

By następnie trochę płytami, trochę bitą drogą, jechać sobie na wysokości wzdłuż Jastrzębika. 


Upss... pryy, nie tędy, przed tym szlabanem, a nawet przed łukiem prowadzącym do niego, trzeba odbić ostro w prawo.

Stromo się zrobiło. W dodatku lało całą noc. Błotko i mokre liście nie ułatwiają jazdy. Trzeba pchać :p 

Moje pikne "carbonium".
Wypycham pod tą góreczkę aby się zorientować.

A tu cie mam robaczku. Bystry Wierch 821m n.p.m. to ta kolejna górka. 

Mały trawersik.

Teraz jużtylko w górę, tą autostradą. Ojj końcówka mega stroma. Faktycznie od tej strony jest bystry :p Lepiej było chyba nieść niż pchać. 

Jest, zdobyty!
Pierwszy raz od tej strony.

To teraz w dół. Gdzieś tam jest stara droga leśna.

Liście, zdradziecko wszystko przysypały. Nie widać kamieni, korzeni czy dołów.

Wpadam jeszcze do Maleńkiej na coś ciepłego.
Dołącza do mnie Hiczkok, a później spotykamy Jurka. Dopiero co wrócił z Monachium. Raczy nas swoimi opowieściami z krainy Helmuta ;)




Kącik kulinarny.

Zgłodniałem, a wieczorem robi się już zimnawo.
Coś ciepłego, z piekarnika.

Karczek w świetnej przyprawie grillowej (w sezonie do kupienia w Intermarche). Zapiekany z ziemniakami, kaspustą kiszona, cebulą i buraczkami.

I gotowe.

Smacznego i pozdrawiam.