sobota, 30 maja 2026

 


Slanské vrchy

Oblik 934m.

11.05.2026r.



Po długich buszowaniach, przy mapy.cz (ehh, no wiem, to już mapy.com, ale dla mnie, one już do końca życia będą "maopy.cz" 😛), obczaiłem kapitalną górę. Wybitna, bardzo charakterystyczna, mimo iż nie najwyższa w okolicy. Oblik - zbudowany z bazaltu i zawdzięcza swoje pochodzenie aktywności wulkanicznej.

To chyba, wypadało by jechać gdzieś tam.


Wstaję wcześnie rano.

Patrzę przez okno a tam głos z tego światła, przemówił do mnie!

"Jedź w Slanské vrchy!".

Dobra, ściemniam 😉 Już wcześniej miałem na uwadze te góry i trasę.

Chciałem zrobić większe kółko, ze szczytem Šimonka 1092 m.

Jakieś 25km i 1100m UP.
No nic, zobaczymy 😉 Dawno nie chodziłem "więcej".


Zajeżdżam do wioski Hermanovce nad Topľou. Parkuję przy kościele.
Ruszam.


Ooo, spore działo. Więc, działo się tutaj 😉

Ciekawa "mapka".

Idę na pierwszy, charakterystyczny punkt widokowy, czyli Sokolie skaly.
Już blisko i... łańcuchy w lesie 😄
Trochę w duchu, sobie śmieszkowałem.

Ale tutaj i wyżej, już mniej śmieszkowania było 😜

Ciekawe, ciekawe... idę dalej.

Aż trafiam na fotografa.
Chyba nie był zbyt zadowolony, że mu przeszkadzam.

Pytam, co fotografuje.
Pokazał mi zdjęcia z młodymi w gnieździe. No bo przecie to Sokolie skaly, więc jak nietrudno się domyślić, gniazdują tam sokoły!

Ale świntuchy, skały osrane 😛

Max zoom (+APS-C Crop), no za mało. Ale coś tam widać. Nieźle się maskują na tych skałach.
To są młode.


Pan fotograf, pokazał jeszcze parę fotek na swoim profilu (w tym, tych młodych, nie opierzonych sokołów😍), oraz miśków.
Jednak, trochę taki dziwny był i zbyt dociekliwy? Pytał gdzie idę, a jak zczaił, że spora trasa i dość duży plecak, to pytał, gdzie będę spał. Noo taki podejrzany mi się wydawał, parkowy jakiś?

Jeszcze fota z ujęciem na Šimonka. Życzyłem udanych zdjęć i idę dalej. 

"Drevny Kocur" 😉

Źródełko przy szlaku.

Wychodzę na odsłonięty teren.
Teraz trzeba odbić i atak na szczyt.

Dziko tak, szlak w sumie albo nie widoczny, albo... na czuja 😆

Gdzieś tam oznakowania są. Jednak bardzo dużo powalanych buków.
Niektóre tak wielkie, że nie da się ani okrakiem, ani pod spodem, trzeba mocno na około.


Ten, lewituje.

Jest i szczyt. Wiem, wiem, tam nie ma szlaku 🙊

A tam co, palenisko!
Tym razem, miałem inny plan na jedzenie. Więc nie skorzystałem.

Ciekawe te formacje skalne na szczycie.

Chwilę się powłóczyłem tam i... czas w dół.
Ojj, jednak złe buty. Słaba stabilizacja w terenie "nieznanym", czyli liście + kamienie, kostki obtłuczone. Do środka się sypało. Trzeba było zabrać wyższe buty.

Ciągle w dół, ciągle powalone drzewa.

W końcu wychodzę na polankę.

Hmm, daleko ta Simonka, jeszcze tyle w górę? Kostka mnie boli, nogi obdarte🙈 

Nachodzą mnie wątpliwości.
Ok, pójdę inaczej, mijając główną grań.
Choć jak się później okazało, to wcale jakoś bardzo nie skróciłem trasy, a i metrów przewyższenia, też sporo wyszło.
Trasa tego dnia.

Świeżutka, soczysta górska zieleń.

Człapię w dół. Po drodze ślimak:
"A rzucę sobie okiem, co przedemną"😆

Docieram do "głównego asfaltu" i odbijam w górę na Ivanov Vrch 828 m (kruca, 400m up).
Po drodze Zajacova chata, ale zajęcy to tam nie widziałem 😉

Blisko drogi, na "agrafce" jest całkiem wydajne źródełko. Biorę wodę na obiad, który mam zamiar zjeść na szczycie.

Będąc już całkiem blisko, patrzę idzie... ten koleś od sokołów 😁 Pytałem, czy udało się coś przyfocić, jakoś markotnie odpowiedział kiwając głową, że nie. Coś nie w sosie był 😜

Docieram na szczyt.

Ładny stąd widok.

Oblik😈

W głąb Gór Slańskich.

Ajj ta Simonka. Jeszcze tam wrócę!

Posilam się na szczycie i ruszam dalej.

Schodzę niebieskim szlakiem, który w początkowej fazie jest... w sumie niewidoczny. Jeszcze do wychodni skalnych jest ścieżka, potem, brak oznaczeń i jakichkolwiek śladów szlaku.


Uff, udało mi się przejść tym "zaginionym" niebieskim szlakiem. Później odbijam na szerokie łąki i udaję się pod okoliczną, wieżę widokową.

Już powoli zza drzew, widać ją.

Jest i ona.

Panoramka. Stąd, kapitalnie prezentuje się piramidalny Oblik.

Jeszcze fotka w drugą stronę.

I jakieś zoomiki.


Hura!
Jest mój pojazd! Jestem uratowany.
Trochę już zmęczony zacząłem się robić. Za wieżą, skończyło mi się picie🙈
Kostka coś zaczęła pobolewać.


Bardzo fajne tereny, jeszcze tam na pewno wrócę, tym bardziej, że wyczaiłem fajna chatę z bali, w takim stylu "traperskim" 😀 Więc i o jakimś noclegu, trzeba pomyśleć.




Kącik kulinarny


Jedzenie terenowe. Filet z kurczaka z puszki.

Kama wyczaiła takie "konserwy" w biedronie.
Może nie jest to najlżejsza opcja posiłku do noszenia w górach, ale bezpieczna. Nic nie wycieknie i nie zepsuje się od razu przy ciepłej pogodzie.
A białeczko z mięsa + ten "sosik", ogólnie dobre to.

Mieszam z "Natural mix" (wcześniej ugotowane w domu), kasza gryczana, soczewica, pestki dyni i suszone pomidory. Wlewając wszystko, wraz z tym sosikiem.

Nastawiam jeszcze wodę do gotowania na mini palniczku na paliwo płynne.

Aromatyczna herbata.

I obiadek gotowy.

Smacznego i pozdrawiam.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz