sobota, 18 lipca 2026

 


Javorina-Marčulina - nocleg na wieży.

19/20.06.2026r.


Wieża na Javorinie w końcu ukończona. A na dole, powiedzmy w fundamentach, zrobiono utulnię.
Niestety płatną, 5E, no ale... dlaczego nie skorzystać.
Zdradziłem mój plan Maćkowi. Oczy mu się zaświeciły. Poduma, podumał i stwierdził, że jedzie.

Co do noclegu, to podany jest nr telefonu. Trzeba zadzwonić wcześniej, pan podaj nr konta. Wpłaca się i uzyskuje kod do skrytki z kluczem 😀


Wyjeżdżamy w piątek po pracy.
Trochę późno, ale może zdążymy na zachód. Jedziemy Maćkowym Volvo, bo buraczkowóz, już ledwo zipie 😔


Zaparkowaliśmy w wiosce Torysky, za cmentarzem.

Maćko nie miał za bardzo na czym jechać, bo jego rower góralski, w serwisie. To taką brytfankę porwał 😂


Ruszamy.
W sumie błąd strategiczny, mogliśmy podjechać wyżej, pod chatę i stamtąd lepszą drogą.
Tędy - trasa mapy.com , było jednak dłużej, bo i droga gorsza.

Ale za to, doszliśmy do źródeł Torysy! Na wysokości 1096m.

Ciśniemy dalej, aby załapać się na zachód słońca.
Trzeba jeszcze zatankować wody na wieczór i rano.
Wydajne źródło koło Chata Vinna.

Po drodze, zachodzące słońce, zrobiło niezły pomarańcz na niebie. Nie uchwyciłem, bo cisneliśmy, aby zdążyć uchwycić owy spektakl, na wieży.
Końcówkę pchamy, ile sił.
Nooo nie, spóźniliśmy się 10minut 😭

Zmieniam przepoconą koszulkę i czekamy na kolorki.


Kopci z Tatr, niczym z wulkanu 😉

Nic więcej na niebie się nie zadziało.
Schodzimy do środka. Mamy towarzystwo, jednego starszego "włóczykija".
Pytam, czy jest tu miejsce ogniskowe. Odpowiada mi, że nie ma, nie wolno palić.
Eee... że co?! Powinni zrobić murowany z kamienia, krąg i było by i bezpiecznie i miło.
No cóż, nie będziemy przy gościu robić partyzantki. Nabrałem sprzętu, toporek, piłkę, rękawice do prac obozowych... no cóż, trzeba zjeść kiełbę na surowo 😆
Dobrze, że to zjadliwa od Kmaka 😁  A jak się popchało jeszcze piwkiem.

Pan się nieco dziwił, że mamy czeskie (na Słowacji też znane, a jakże) piwo. Ja mu mówię, że mamy takie markety, "Biedronka" i tam są normalnie. A ten szczerzy zęby i mówi, że też mają kilka. Co ciekawe po słowacku biedronka to lienka, ale nazwy sklepów zostały po polsku😃

Nasze rydwany.
Woda też była, choć nie wiem czy świeża (mogli by jakieś daty na baniaku pisać).

W słoneczne dni, to jest full wypas, bo są panele, akumulatory i jest czajnik!
Gorzej, jak nie ma dłużej słonka, wtedy... ogn... palniczek 😜

Przed spaniem, uprzedziłem słowackiego kompana, że mocno chrapię. Zaproponowałem mu nawet stopery. Kama mi dała jeden zestaw, jakby Maciek nie wytrzymywał😆 Pan nie był zainteresowany. Jego problem 😜
Za to Maćko... coś mu chyba niewygodnie było. Wziąłem mu Thermarest_a Xtherm Large i zamiast zająć inne, mniejsze łóżko, ale z materacem, to ułożył się na podwójny, ale na tym materacu. Mogi mu trochę wisiały😂 wszak kawał chłopa. A w nocy, wierzgał jak źrebaczek 😆

Jakoś tam przeżyliśmy tą noc. Czas na wschód słońca.
Śniadanie na szybko 😉

Tuż przed wschodem.

Coraz ciekawsze kolorki.

Najwyższe szczyty w Lewockich: Ihla 1283 m (na lewo) i Čierna hora 1289 m (w centrum), w różu wschodzącego słońca.

Jest, wychodzi.

Taś, taś...

Rzut obiektywem na południowy wschód.

Odległe mgły.

Wierzchołki Tatr Wysokich w promieniach.

Max zoom.

W kierunku drogi powrotnej.


Zoom na najwyższy szczyt tych gór Čierna hora 1289 m.

"Górskie warstwy"

Poniżej ławeczka dla "zakochanych". Więc omijaliśmy szerokim łukiem, żeby nie było 😜

"Tam byłem!" - opowieści Maćkowe.

Cóż więcej mogę dodać. Długo stoimy na szczycie wieży, podziwiając kolejne etapy wschodu.


Cień szczytu i wieży, a w oddali Kráľova hoľa 1946m.

Załapała się i Nasza JAWORZYNA😁

Wieża w całej okazałości.

O której odjeżdża autobus nie wiemy, bo rozkładu nie ma 😜

Jeszcze szybkie śniadanie, czyli zupka chińska z wkrojonym kabanosem.

Tak prezentują się piętrowe łóżka w utulni (są dwa + trzy pojedyncze).

Suszenie puchowego śpiworka.
Dookoła jest trochę ławeczek, ale braku miejsca ogniskowego, to im nie wybaczę!😤

Po śniadańku idziemy jeszcze rzucić okiem na okolicę ze szczytu wieży.
Uchwyciłem balony nad Popradem.

Jak i w dalszej okolicy.

Jeszcze takie promyczki.

Spakowani, gotowi na zjazd do samochodu.

Bziummm.
Droga powrotna - mapy.com

Zwawo jechał, choć nie na maxa, hamulce nie te 😛

Uwaga, nadciąga! Niczym Yeti na rowerze Flinstonów 😆

Och jak romantycznie 😝

Trasa taka, że szok!

Mimo tego małego spóźnienia na zachód, było zajebiście.
Cieszę się, że "księdzu" się wybrał. Było raźniej i weselej, będzie co wspominać😃
A ja już wyczaiłem kolejną w tych górach, jeszcze nowszą, chatkę. Ale to już będę chciał tam jechać z Kamą, bo taka fajniejsza, dla par 😊


fot. KAMKOKK - mapy.com




Kącik kulinarny

Gnocchi z bobem.


Składniki:

- Gnocchi

- Bób

- Boczek

- Pietruszka, cytryna (sok i starta skórka)

- Gorgonzola

- Sól (uważać, bo ser jak i sam boczek, są słone) i chili



Boczek kroimy w kosteczką i podsmażamy. Bób gotujemy, ale nie do dużej miękkości. Obieramy ze skórek i wrzucamy do usmażonego boczku. Dodajemy gnocchi, nie gotujemy ich wcześniej, bo się rozciapią. Mają się ugotować na patelni. Dodajemy śmietanki i trochę wody.
Wyciskamy soku z cytryny i dorzucamy startej skórki z pomarańczy, oraz posiekaną pietruszkę. Na koniec gorgonzola i posypujemy chili.
Dokładnie mieszamy.

I gotowe.

Smacznego i pozdrawiam.



piątek, 3 lipca 2026

 



Baranów Las 915m

06.06.2026

+

Wieża widokowa

Pečovská Nová Ves

14.06.2026




Pierwszym celem tego opisu jest szczyt o nazwie Baranów Las.

Cóż za śmieszny szczycik. Że ten las jest baranów? Zobaczymy, czy tam siedzą.

Wybrałem się na zachód słońca. Wziąłem parę skrzydełek i ogórki małosolne, żeby zjeść kolację w terenie. Ot taki spontaniczny wyskok. Kama pojechała na pracowniczy wyjazd do Rumunii, to ja, po swojemu, w las. Tzn, plany miałem bardziej ambitne, ale pogoda była niepewna.

Podjeżdżam do Żegiestowa, parkuję na poboczu przed szlabanem. Przy żółtym szlaku.

Szeroka, droga leśna, potem trochę płyt dziurawek. Za większym leśnym placem, trzeba odbić w lewo i potem jeszcze raz, w boczną drogę w lewo.

Docieram do chaty koła łowieckiego. W razie załamania pogody, można się schronić na dużej werandzie. Mają też palenisko i wiatkę.

Poniżej, jest źródełko.

Jest i hala, poniżej Lasu Baranów 😜

Baranów nie ma, ale las jest.

Tatry gdzieś tam majaczą. Ojj, słabo je widać 😔

Ale ogólnie, to ładny stąd widoczek 😁

Idę szukać szczytu. Gdzieś tu jest. Może to na tym drzewie, ta "karteczka ofoliowana"? Nic tam już nie widać, no ale uznaję, że szczyt zdobyty.


Wracam na punkt widokowy.

Który jest jednocześnie, miejscem na małe ognisko.
Siedzę sobie, smażę skrzydełka. Słońce coraz niżej.

Konsumuję sobie pierwsze skrzydełko. Ręce ufajdane tłuszczem, a tu... o kruca... gdzie aparat?! Teraz mam Sony o smaku pikantnych skrzydełek 😆
Ale na chwilę, zrobił się ciekawy warun.



Słońce już tak nisko, iż na odległych polanach, tworzą się długie cienie.

Ahh te Levočské vrchy.

Upiekłem jeszcze jedno skrzydło, przegryzłem małosolnym, przepiłem herbatą z termosu. Kolacja udana.
A na koniec, ciekawe chmurki, lekko zaróżowione.

Droga na to miejsce, nie jest trudna, więc i zlazłem w miarę szybko i bez używania czołówki.

Niby taka góreczka nijaka, ale, dała nieco radości i wytchnienia 😇
 



Kolejny cel.

Przeglądając mapy.com zauważyłem, że powstała na Słowacji nowa wieża.

mapy.com
A to wyskoczymy tam na szybki wypad. Tym bardziej, że jeszcze nikt ze znajomych tam nie był. Ha!

Wsiadamy w buraczkowóz i brym, brym... to tylko 48km z Krynicy.


Szczerze... widoczki, takie se 😛

Idzie zło!😈

W oddali.

Cygańska osada.

Tuż obok, żydowski cmentarz.
Zamknięty, ogrodzony betonowym murem z drutem kolczastym 🙈
Wymowne zdjecie.

Hen daleko, zagroda.

Tak na siłę tą wieżę zrobili. Pewnie zostało "pienionszków unijnych", nie było lepszego pomysłu to zrobili tą wieżę. W sumie, nie specjalnie polecam 😛

Czułem niedosyt. Już wracając, zaproponowałem, aby podskoczyć jeszcze na charakterystyczne wybrzuszenia/skałeczki w polach, widoczne z drogi na Lubotin.
Tak też uczyniliśmy.
Mini traska:
mapy.com

Podchodzimy polną drogą.

Kościółek w dolince.

Rozległe hale.

Artystycznie 😉

Z wierzchołka jednego z "wybrzuszeń".

Docieramy na najwyższy punkt.Skałka, jakieś 620m.

Pięknie tu!😍

Słońce przyświeciło spod tych burzowych chmur, a w oddali widać Tatry 😁

Ooo, widać i Trzy Korony.

Wracamy.

Wyjazd taki na szybko, przed niedzielnym obiadkiem. I gdyby to miała być tylko ta wieża, to był bym niepocieszony 😜
Jednak, to krótkie podejście na Skałkę, to był dobry pomysł i zaspokojenie mojej górskiej ciekawości. Bo nie dawały mi spokoju te formacje w polu, widziane z głównej drogi.



Kącik kulinarny

Pizzowe bułeczki - po tuningu 😉

Składniki:
- Bułeczki pizzowe (z biedry - są dwa rodzaje)
- Salami
- Ser
- Dipp - pomidorowo-ziołowo-czosnkowy (własnej produkcji 😁)


Do rozgrzanego piekarnika na jakieś 8 min.

I gotowe!

Smacznego i pozdrawiam.