Javorina-Marčulina - nocleg na wieży.
19/20.06.2026r.
Wieża na Javorinie w końcu ukończona. A na dole, powiedzmy w fundamentach, zrobiono utulnię.
Niestety płatną, 5E, no ale... dlaczego nie skorzystać.
Zdradziłem mój plan Maćkowi. Oczy mu się zaświeciły. Poduma, podumał i stwierdził, że jedzie.
Co do noclegu, to podany jest nr telefonu. Trzeba zadzwonić wcześniej, pan podaj nr konta. Wpłaca się i uzyskuje kod do skrytki z kluczem 😀
Wyjeżdżamy w piątek po pracy.
Trochę późno, ale może zdążymy na zachód. Jedziemy Maćkowym Volvo, bo buraczkowóz, już ledwo zipie 😔
Zaparkowaliśmy w wiosce Torysky, za cmentarzem.
Maćko nie miał za bardzo na czym jechać, bo jego rower góralski, w serwisie. To taką brytfankę porwał 😂
Ruszamy.
W sumie błąd strategiczny, mogliśmy podjechać wyżej, pod chatę i stamtąd lepszą drogą.
Tędy - trasa mapy.com , było jednak dłużej, bo i droga gorsza.
Ale za to, doszliśmy do źródeł Torysy! Na wysokości 1096m.
Ciśniemy dalej, aby załapać się na zachód słońca.
Trzeba jeszcze zatankować wody na wieczór i rano.
Wydajne źródło koło Chata Vinna.
Po drodze, zachodzące słońce, zrobiło niezły pomarańcz na niebie. Nie uchwyciłem, bo cisneliśmy, aby zdążyć uchwycić owy spektakl, na wieży.
Końcówkę pchamy, ile sił.
Nooo nie, spóźniliśmy się 10minut 😭
Zmieniam przepoconą koszulkę i czekamy na kolorki.
Kopci z Tatr, niczym z wulkanu 😉
Nic więcej na niebie się nie zadziało.
Schodzimy do środka. Mamy towarzystwo, jednego starszego "włóczykija".
Pytam, czy jest tu miejsce ogniskowe. Odpowiada mi, że nie ma, nie wolno palić.
Eee... że co?! Powinni zrobić murowany z kamienia, krąg i było by i bezpiecznie i miło.
No cóż, nie będziemy przy gościu robić partyzantki. Nabrałem sprzętu, toporek, piłkę, rękawice do prac obozowych... no cóż, trzeba zjeść kiełbę na surowo 😆
Dobrze, że to zjadliwa od Kmaka 😁 A jak się popchało jeszcze piwkiem.
Pan się nieco dziwił, że mamy czeskie (na Słowacji też znane, a jakże) piwo. Ja mu mówię, że mamy takie markety, "Biedronka" i tam są normalnie. A ten szczerzy zęby i mówi, że też mają kilka. Co ciekawe po słowacku biedronka to lienka, ale nazwy sklepów zostały po polsku😃
Nasze rydwany.
Woda też była, choć nie wiem czy świeża (mogli by jakieś daty na baniaku pisać).
W słoneczne dni, to jest full wypas, bo są panele, akumulatory i jest czajnik!
Gorzej, jak nie ma dłużej słonka, wtedy... ogn... palniczek 😜
Przed spaniem, uprzedziłem słowackiego kompana, że mocno chrapię. Zaproponowałem mu nawet stopery. Kama mi dała jeden zestaw, jakby Maciek nie wytrzymywał😆 Pan nie był zainteresowany. Jego problem 😜
Za to Maćko... coś mu chyba niewygodnie było. Wziąłem mu Thermarest_a Xtherm Large i zamiast zająć inne, mniejsze łóżko, ale z materacem, to ułożył się na podwójny, ale na tym materacu. Mogi mu trochę wisiały😂 wszak kawał chłopa. A w nocy, wierzgał jak źrebaczek 😆
Jakoś tam przeżyliśmy tą noc. Czas na wschód słońca.
Śniadanie na szybko 😉
Tuż przed wschodem.
Coraz ciekawsze kolorki.
Najwyższe szczyty w Lewockich: Ihla 1283 m (na lewo) i Čierna hora 1289 m (w centrum), w różu wschodzącego słońca.
Jest, wychodzi.
Taś, taś...
Rzut obiektywem na południowy wschód.
Odległe mgły.
Wierzchołki Tatr Wysokich w promieniach.
Max zoom.
W kierunku drogi powrotnej.
Zoom na najwyższy szczyt tych gór Čierna hora 1289 m.
"Górskie warstwy"
Poniżej ławeczka dla "zakochanych". Więc omijaliśmy szerokim łukiem, żeby nie było 😜
"Tam byłem!" - opowieści Maćkowe.
Cóż więcej mogę dodać. Długo stoimy na szczycie wieży, podziwiając kolejne etapy wschodu.
Cień szczytu i wieży, a w oddali Kráľova hoľa 1946m.
Załapała się i Nasza JAWORZYNA😁
Wieża w całej okazałości.
O której odjeżdża autobus nie wiemy, bo rozkładu nie ma 😜
Jeszcze szybkie śniadanie, czyli zupka chińska z wkrojonym kabanosem.
Tak prezentują się piętrowe łóżka w utulni (są dwa + trzy pojedyncze).
Suszenie puchowego śpiworka.
Dookoła jest trochę ławeczek, ale braku miejsca ogniskowego, to im nie wybaczę!😤
Po śniadańku idziemy jeszcze rzucić okiem na okolicę ze szczytu wieży.
Uchwyciłem balony nad Popradem.
Jak i w dalszej okolicy.
Jeszcze takie promyczki.
Spakowani, gotowi na zjazd do samochodu.
Bziummm.
Droga powrotna - mapy.com
Zwawo jechał, choć nie na maxa, hamulce nie te 😛
Uwaga, nadciąga! Niczym Yeti na rowerze Flinstonów 😆
Och jak romantycznie 😝
Trasa taka, że szok!
Mimo tego małego spóźnienia na zachód, było zajebiście.
Cieszę się, że "księdzu" się wybrał. Było raźniej i weselej, będzie co wspominać😃
A ja już wyczaiłem kolejną w tych górach, jeszcze nowszą, chatkę. Ale to już będę chciał tam jechać z Kamą, bo taka fajniejsza, dla par 😊
fot. KAMKOKK - mapy.com
Kącik kulinarny
Gnocchi z bobem.
Składniki:
- Gnocchi
- Bób
- Boczek
- Pietruszka, cytryna (sok i starta skórka)
- Gorgonzola
- Sól (uważać, bo ser jak i sam boczek, są słone) i chili
Boczek kroimy w kosteczką i podsmażamy. Bób gotujemy, ale nie do dużej miękkości. Obieramy ze skórek i wrzucamy do usmażonego boczku. Dodajemy gnocchi, nie gotujemy ich wcześniej, bo się rozciapią. Mają się ugotować na patelni. Dodajemy śmietanki i trochę wody.
Wyciskamy soku z cytryny i dorzucamy startej skórki z pomarańczy, oraz posiekaną pietruszkę. Na koniec gorgonzola i posypujemy chili.
Dokładnie mieszamy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz