wtorek, 4 maja 2021

 


Gęsia Szyja + Murowaniec

28.04.2021r.



Rzut okiem na prognozy. W środę ma być "lampa"!
Ha, mam przecież zachomikowanie nieco wolnego z tamtego roku. Trzeba korzystać, tym bardziej, iż "majówka" zapowiada się mizernie :( Tylko gdzie by tu pojechać. W sumie mam już dość zimy i śniegu, ale... no może jednak Tatry. Gdzie indziej to jest jeszcze tak brzydko, ni to zima, ni to wiosna, "brzyć" po prostu ;) Dobra, to jaki plan?
Ostatnio, nie zrobiłem tego co chciałem koło Gęsiej Szyji, to czemu nie, znów gdzieś tam. Porobić boczne szlaki i wyrównać rachunki.
Tym razem wymyśliłem, iż wyląduję na parkinku Brzeziny dalej na Psia Trawka, odbicie na Gęsią szyję i potem szlakiem czarnym, łącznikowym, do szlaku żółtego i może plażing nad Czerwonym Stawie? I przez Murowaniec, zejście czarnym do parkingu. Trochę kilometrów, takie kółeczko ma. A tam jeszcze zima i śniegu sporo. Hmm, dam rady, bebuch trzeba zrzucać :p Niestety w "najbliższej" okolicy, nie znalazłem, żadnej zatoczki, gdzie można by zostawić samochód. Więc cza na parking. Na dzień dobry 20zł + wstęp do parku 7zł gryy.
Dobra, idę. Łoo, ale osuwisko!
I ten dźwięk, powodujący niepokój, spadające kamienie i osuwająca się ziemia.

Wio dalej. Mijam dwójkę skiturowców. Panyy szkoda fok, no ale. Trochę mocno zmrożonego śniegu i lodu jest, ale nie chce mi się zakładać raczków. Boczkiem, boczkiem plus kije i jest ok.

Docieram na Psią Trawkę i... no tak, kto by tam sprawdzał przed wyjazdem, które szlaki pozamykane. Przecież nie taki wytrawny turysta, górski włóczykij jak ja :p Upss, czarny "łącznikowy" zamknięty, żółty też. To plan awaryjny, trzeba będzie dreptać od Gęsiej Szyji zielonym.

Po drodze, mija mnie starszy pan. Zapiernicza zdrowo, zostaję w tyle. Jakoś ciężko mi się idzie. Może te 40km na szosie, co zrobiłem dzień wcześniej nie wyszło mi na dobre? Się nawdychałem zimnego powietrza, aż mi w oskrzelach świszczało.
Chyba jeszcze nie umrę, może to jakieś pocovidowe (chyba miałem - taaa teraz każdy będzie zrzucał wszystko na covida).

Rzut okiem na wyższe szczyty, hmm a gdzież te ślady prowadzą, poza szlakiem.

Docieram na Równień Waksmundzką.



A stąd na Gęsią Szyję nie daleko, zresztą od tej strony nie szedłem, będzie co drapać na mapce. No i nie idę nad staw, to posiedzę na szczycie.

Skałki tuż przed szczytem.

Jam ci jest!
Mam i piweczko (w szkle, a co ja z puszki będę walił jak żul ;) ).
fot. kom
Piękna pogoda. Ani jednej chmurki. Lampa! Ryjek będzie upieczony. Chciałem rano kupić jakiś krem, to w Żabie mieli coś za... 21,99zł! Obudził się we mnie Janusz ;) W Delikatesach nie mieli nic, pani stwierdziła, że zamówią na czerwiec. No pięknie. Będzie pieczony Piżmok :D

Ujęcie na Diablak.

I w kierunku południowym

To biesiada na całego.


Popite, pojedzone, trzeba zbierać zwłoki.
Przede mną ruszyły dwie kobitki. Ubieram raczki, na krótkim odcinku tego zejścia, przydadzą się. Szybko je doganiam i za skrzyżowaniem szlaków na Równień Wkasmundzka ściągam je.

Szlak niezbyt ciekawy jeśli chodzi o widoki, więc łapię, jak tylko coś widać.

Przy kolejnym rozgałęzieniu szlaków, o tu, gdzie jest czarny "łącznik" który miałem iść (zamknięty od 13.03, widać, że nic nie przetarte), łapie mnie kryzys. Idę strasznie ciężko. Zjadam batonika. Im dalej, tym coraz gorzej. Słońce grzeje, jest na tyle ciepło, iż ze śniegu robi się cukier.


W pewnym miejscu, za bardzo nie wiadomo jak iść. Trochę wydeptane na prawo, trochę na lewo.
Te najbardziej oczywiste ślady, na pewno nie prowadzą tak jak idzie szlak. W końcu docierają na niego, ale kluczyło to (widać było, że ktoś/parę osób szukali szlaku). Powinna jakaś grupa (parkowi, ratownicy?) przetrzeć to tak, jak powinno być. Bo widać, iż ludzie dostają tam małpiego rozumu i dziwnie chodzą (własnymi ścieżkami). Ja to dostałem jakiegoś wkurwa. GPS, oczywiście pokazuje, co pokazuje. Jak już byłem na szlaku, to wskazywało, że jestem parę metrów poniżej. A w takiej gęstwinie, w śniegu po kolana i na stromym stoku, te parę metrów, to jest przepaść (w przenośni i dosłownie).

Uff, już na szlaku a i coś pstryknąć można.

A cio to? Ujęcie wody, czy cuś? Tak czy siak, fajnie to wygląda. Jak jakaś chatka tatrzańskich trolli :D

Tuż obok, ujęcie z mostku, z szczytem w tle :)

Dalej, to już walka, znowu mi coś odcina. Śnieg już taka kasza, iż coraz częściej noga wpada po kolano, a nie jednokrotnie do jajec i ciężko się wydostać.
Ciekawe, jak poradzą sobie te kobitki, choć nie ważą tyle co ja, to może nie będą się tak zapadać.


Docieram do schronu. Uff. Jeszcze parę kilometrów/godzina, w takich warunkach i zaczął bym płakać.
Pochłaniam banana. Odpoczywam. Ale, ale, naszedł mnie głód. Muszę coś jeszcze wrzucić do bebucha, co by "powstać".
Zamawiam piweczko i kwaśnicę. I pyk, nie ma 30zł!

Kwaśnica bardzo dobra, piwo... jakoś tak, średnio wchodziło. Może faktycznie coś mi jest ;)

Po uzupełnieniu kalorii i elektrolitów, jeszcze trochę posiedziałem, co by % odparowały a i mordkę bez okularów wystawić do słońca. Co bym w paski nie był opalony :p


Jeszcze 1h 30min do parkingu. Szlak, a raczej droga, monotonna. Tu (już pod koniec) zakładam raczki. Było jeszcze parę takich miejsc, ale dużo też ciapy i "kaszy".

Dotarłem. Szybki telefon do siostry/szwagra. Zapowiadam się w odwiedziny. Wuja nie jest chu... chuncwot (nie aż taki wielki ;) ) i siostrzeńców odwiedzi... raz na jakiś czas :p

Nakarmili mnie, napoili też, choć może nie do końca, bo Jaśko najpierw moczył ręce w mojej wodzie mineralnej (chyba mu się bąbelki spodobały), następnie resztę wylał mi na spodnie hehe.

Potem, to już cisnę klekota, bo nie lubię jeździć w nocy, a i zmęczenie mnie dopada, więc im szybciej w domciu, tym szybciej odsapnę/pójdę spać. I... tylko widzę jak wskazówka od poziomu paliwa spada. Dzień wcześniej zatankowałem za 100zł i nie wiele mi z tego zostało :( (wprawdzie 250km zrobione). Chyba robię się za biedny na takie samotne wyskoki, ehhh. Ok ponarzekałem sobie, to teraz poprawa humorku...




Kącik kulinarny


Jako, iż w lokalnym warzywniaku wyczaiłem bardzo dobre pomidorki (tak zwane gargamele), postanowiłem zrobić z nich sos i coś do tego. Więc... makaron z sosem pomidorowym i dodatkami.


Składniki:

- Makaron świderki (tu ekspres Lubelli - gotuje się tylko dwie minutki!)
- "Gargamele"
- Ser pleśniowy Fourme Ambert
- Szynka Prosciutto
- Czosnek ( nasz, młodziutki, pachnący) i świeża bazylia
- Sól i pieprz 



Pomidory kroimy, do wysokiego naczynia, wrzucamy obrany i wstępnie pokrojony czosnek i bazylię. Wszystko blendujemy. Gotujmy makaron, na niego sosik i serek (chwilę trzeba odczekać, roztopi się ładnie). Na przegrychę, szyneczka.



Smacznego i pozdraiwam.

P.s
Pieczony Piżmok


niedziela, 11 kwietnia 2021

 


Kaplica Matki Bożej Jaworzyńskiej :D

+

Gęsia Szyja 1489 m n.p.m

11.04.2021r



Ojj zaniedbało się włócznie :p

Naszła mnie ochota na Taterki. No ale trójka lawinowa, jakieś "huragany" zapowiadają. To bez fisiowania ;)


A tak sobie wymyśliłem, że skoczę na Gęsią Szyję przez Wiktorówki.

Byłem już na tym szczycie, ale nie od tej strony, a po głowie chodziło mi jeszcze małe kółeczko.


Jako iż z piątku na sobotę, trochę się "po baciarzyło" ;) to musiałem odespać. Mimo, że wstałem o 7, to mi zeszło z pakowaniem, robieniem pićka i jeszcze jakiegoś bananka i batoniki zakupić. Tak mi zeszło do 9:20. Nikt normalny nie wyjeżdża w Tatry o tej porze, ale kto powiedział, że ja jestem normalny ;)

Aaa, jeszcze musiałem ogarnąć buciory z mega błocka, bo się z nich skorupy zrobiły :D To wstawiłem do miski z ciepłą wodą.

Spakowany, jadę.

Na miejscu ląduję 11:35. Jednak zatrzymuję się 1.3km przed parkingiem (płatnym), na zatoczce. See see, taki ze mnie Janusz Cebularz :D

Wyciągam buciory z samochodu, a tam mokro! Dawno ich nie impregnowałem, a i na szwy (tzw podwójny szew) mazidła nie dawałem i wypiły tą ciepłą wodę. Cóż mam począć...

Człapię.

Dochodzę do owego, właściwego parkingu i... nikt nie ma bilecików, nie ma parkingowego. Eee? Jak się dowiedziałem w budce TPN (bilet wstępu do TPN już 7zł!), w Niedzielę i święta, parking bezpłatny. Noo to się wyjanuszowałem ;)

Mnogo pojazdów, niektóre, "ciekawie" zaparkowane. W "normalne" dni, opłata za parking, 20zł :p


Z początku idę w cienkiej koszulce termo (długi rękaw) i hardshelu. Miało wiać straszliwie, a tu, no tak sobie. Nieźle zagotowałem w tej ceracie. Ściągam kurtałkę i śmigam w samej koszulinie.

"Matka Boska Jaworzyńska" hahah!


Nieco wyżej, drewniana rynienka na potoczku.

Staram się iść żwawo i wypocić truciznę :p
Rusinowa Polana.

Hawrań. Robi wrażenie!

Słonko już się schowało :(
No tak to bywa, jak się startuje koło południa na szlak :D
Ale chmury też robią robote ;)

Są i skałki na szczycie.

Zmieniam tu przepoconą koszulinę, ubieram na chwilę puchówkę.

Jeszcze tylko panoramka ze szczytu.

Zaczyna srogo wiać.
Uciekam i zbiegam z powrotem na Rusinową Polanę. Kółeczka nie robię, bo w buciorach mocno niekomfortowo :( Ja tu jeszcze wrócę!

Rachu ciachu, taki szybki wyskok. 10km, na odtruwanie ciała i duszy ;)




Kącik kulinarny

Cukinia zapiekana z bryndzą.

Składniki:

- Cukinia
- Bryndza (ta wersja sklepowa, jest bardzo ok, ma 50% mleka owczego)
- Ser z czosnkiem niedźwiedzim (już niedługo, świeżutki będzie na Jawo :D )
- Masło
- Jajo, czosnek i śmietana (do sosu - doprawiony solą, pieprzem i bazylią)


Naczynie smarujemy masłem. Układamy warstwę pokrojonej cukinii, na to bryndzę i znów warstwa cukinii.

Całość zalewamy przygotowanym sosem.

Pieczemy do zarumienienia, potem dodajemy starty/pokrojony ser. I ponownie zapiekamy.


Gotowe. Pychotka!

A cóż to za piweczko w tle?


No jak były Tatry, to "lokalne", "TATRZAŃSKIE"!


Smacznego i pozdrawiam!

wtorek, 23 marca 2021

 


Beskid Niski

Grzywacka Góra 567m n.p.m.

21.03.2021r.


Szybki rzut okiem na pogodę i... no tak wychodziło, że lepiej jechać na wschód. Tam ma być dłużej ładna pogoda.

Jako, iż dnia poprzedniego, byłem dętka, to postanowiłem wstać o 5 (mimo, że na wschód słońca się nie wybierałem), wyczaić miejsce i spakować się.

Chodziły mi po głowie lodospady w Zawadce Rymanowskiej, ale po telefonicznym zwiadzie "u lokalsa", odpuściłem.


Wstaję o tej piąte i co ja widzę. Ładny mi to pierwszy dzień wiosny, jak jest -11C

Szybki rzut okiem na mapę i padło na Grzywacką Górę. Tam jeszcze nie byłem, a ciekawa wieża widokowa.

Szybkie pakowanie. Hmm, "trochę" przymroziło, odpali klekot?
Zostawiam plecak i resztę ładunku w klatce, bo jak nie przepali to szybki przepak i na Jawo :p

Kręcę, rozruszniikiem, raz, drugi, trzeci... przestałem liczyć ;) Hmm... jest, zaskoczył!

Ha! Jednak pojadę. Idę po plecak i... na ja pier... ale ze mnie debil :p Klucze od domu, w tym od klatki/domofonu są przecież w plecaku. Jest 7 rano w niedzielę, kto mi otworzy?!

Ufff. Dziękuję dobra sąsiadko :D

Ruszam.
Docieram i parkuję koło kościoła.

Idziem.


Do słonka, wygrzewa się sierść. Były dwa, ale drugi nie chciał pozować ;)

Przechodzę przy ostatnich zabudowaniach i w górę. Wieżę widać z dołu dość dobrze.

O jak miło, w końcu rowerzyści uprzywilejowani :)

Fotka w tył.

Hop siup i na szczycie. Łee małą ta góraczka i podejście krótkie.
Ale za to, jaka fajna wieża :)

Tuż obok jest...Nazwijmy to "kaplica polowa".
W oddali, Cergowa, również z bardzo ciekawą wieżą (drewniana, ale nieco za niska i już widoki są, takie se :( ).

I panoramka z wieży.
Z niej jestem o tyle zadowolony, że udało zrobić się tak, iż nie widać anten, które powinny być dokładnie w centrum zdjęcia :D

Pizga wiatrem. Plus taki, że fajnie buja wieżą.
Łot schodki na nią. Uciekam na dół, bo na górze, chce łeb urwać.

Jest i skromne palenisko.

Chyba się nie obrażą, jak parę szczypek sobie użyczę :p 

Mam rozpałkę, super czaderskazapalnniczkęBIC z motywem wilka :D
Jest i kasza z płatkami fasoli i kabanos od lokalnego producenta. DO tego herbata z imbirem, miodem i cytryną.

Jest i toporek.
Ciężko było rozpalić.

Ale ja nie dam rady!?

Wywar z kabanosów hehe, a potem siup do tego "mix".

Bulka sobie.

Stanowisko obozowe.
Jak, chlewik ;) Błotko niezłe. Jeszcze mi zwiało materacyk, który nie napompowany służył jako poddupnik i wypaplał się w błocku, ehh.

Artystycznie ;)

Pojadłem.
Trzeba się zbierać, bo mimo słońca, wcale za przyjemnie nie jest :p

Człapię w dół.

Ło kruca, ale się asfalt rozpuścił ;)

To jeszcze nic. Za chwilę grzęznę w glino-błocie po kostki. Ale zassało buta hehe.

I gdzie ta wiosna?
Lepiej nie pisać jak wygląda "wiosna" powyżej 1000m n.p.m. :p

W drodze zejściowej, ciekawe zadaszenie na biwak/ognicho. Tu już tak nie piździ jak na szczycie.

Chciałem lodospady i kto mi powie, że się nie udało ;)

Schodzę do wioski.
Ooo, jaka kultura, nawet bibliotekę mają :)

Docieram do samochodu. W tych warunkach, to już pali od sztycha ;)
I wracam do mej piżmoczej jamy.




Kącik kulinarny

Wietrzenie lodówy ;) Co ja tu mam.
A mam takie ciekawe śledziki. To zapiekę je z ziemniaczkami i korniszonami z chilli z naczyniu żaroodpornym :D

Składniki:
- Śledzie
- Ziemniaki
- Ogóreczki konserwowe z chilli
- Czosnek i przyprawa "bazylia, czosnek i suszone pomidory"

Do piekarnika na 40min.
I gotowe.

Uwaga. Proponuję nie dosalać ziemniaków. Same śledzie, olej z nich i cebulka, są na tyle słone i intensywne, iż ziemniaki tym przejdą.

Smacznego i pozdrawiam.