piątek, 6 lipca 2018



Tatry Zachodnie
Baranec 2184m n.p.m.
01.07.2018


Miałem nie jechać, bo miejsca w busie już nie było. Smuteczek :(
Baluję sobie u Jurka na urodzinach, wódka leje się kubkami ;) a tu o 22 telefon:
- Jedziesz, bo jest większy bus.
* No jadę!
Tylko przecie nie ucieknę z imprezy urodzinowej. Dotrwałem do końca, a o 5 rano pobudka.
Ojj robię się za stary na takie numery :p
Póki mnie trzymało, to szedłem i puściłem się za czołówką, która to szła szybciej aby wyskoczyć jeszcze na sąsiedni szczyt którego brakowało im do "wszystkich dwutysięczników tatrzańskich".

Początek podejścia i już jest bajkowo!

Focą i focą, a jest co :)

Początkowo lasem, potem trochę korzeni i kamyczków.

W dole Jezioro Liptowskie.
 
Coraz bliżej. Już niedaleko.

W oddali Mladky 1945m.

Jest, już widać szczyt, kurwa... daleko jeszcze. Alkohol się wypalił i łapie mnie kryzys. Rano z domu porwałem tylko jednego snickersa. Ot mój cały prowiant na trasę :p 


 Nadchodzą chmury, zanim wszystko zakryją tuż przed szczytem strzelam fotkę w kierunku Maly Baranec.

Żyję jakoś wyczłapałem.
Wita nas obelisk... eee coś go o lodziło!

Uff... zdążyłem nieco wciągnąć brzuch :p

Robi się naprawdę nieprzyjemnie. Jest koło zera(?). Zaczyna sypać śnieg i wszystko zasłaniają chmury.

Czy to aby na pewno już lipiec?

fot. Paweł Chyc

Aż tu rach ciach i znów słonko.
Wyciągam szybko aparat, Krywań wyłonił się z chmur!

Panorama w kierunku najbliższych słowackich szczytów.

Kolejna panoramka ze szczytu w kierunku Słowacji.

Jeszcze zdjęcie grupowe.
fot. Paweł Chyc

Schodzimy, dość stromo i sporo luźnych kamyczków. Trzeba uważać, co by kolejnego paluszka nie popsuć, tfu tfu.

Eno, miało być w dół!

Jeszcze pożegnalne zdjęcie w tył, na Baranec.

Ooo widać już przełęcz, jednak robi się coraz mniej ciekawie. Brzydkie chmurki, be. Sio!

I nie zrobiły sio, za to przywitały nas śniegiem.
Podejście na Plačlivý Roháč 2125m n.p.m. od tej strony, robi wrażenie.

Coraz bliżej przełęczy, ale czy się cieszyć, przecie idziemy tam w dół, na lewo gdzie widać ścianę śniego-deszczu.
Armagedon!
 
Jeszcze rzut obiektywu na jeziorko

Jest i przełęcz, teraz już tylko w dół.
Trochę paluszek przeszkadza mi w pełnym stylu koziczki ;) Jednak staram się jak najszybciej zleźć, zanim pogoda skiepści się na dobre.

Łoo, kuzyn Piżmoka, Świstak hehe.

Jeszcze rumowisko skalne i wprost na falę z nieba :p

Doganiam kompana z czołówki (świeżo upieczonego przewodnika beskidzkiego - gratuluję!). Częstuje mnie herbatą, bo 1,5l Muszynianki to było mało jak na kacowe wyjście ;)
Resztę pokonujemy razem, gaworząc sobie od czasu do czasu.

Jest i już potoczek zaraz przed schroniskiem.

HA!
Wpadamy do Žiarska chata zanim reszta wparuje i zrobi kolejkę.
Biorę gulasz, trochę płynny ;)  ale smaczny. Mięsko, ziemniaczki i sosik. Na deser zupa chmielowa.
Zastanawiam się, czy jeszcze jedną zupę czy nie, bo są hulajnogi! Ale fajnie by się na dół jechało. Niestety rozlało się (mocząc resztę grupy), zawinęli więc stanowisko.
No to będzie kolejna zupa :D

Przy zejściu, w oddali fajne wodospadziki.

I jeszcze ujęcie na schronisko.

Po drodze mijamy starą kopalnię.

Otwarte do 16... wielka szkoda :(


Jest to najdłuższe i najgłębsze wyrobisko górnicze w słowackich tatrach.


I siup do autobusu i do domu. W Krynicy lądujemy ~21:30.

Świetna trasa, dzięki Paweł za znaka.
Pogoda może nie rozpieszczała, ale za to było ciekawiej jak przy "bez ani jednej chmurki". No i dla mnie lepiej, bo przy upale bym zdechł ;)





Kacik kulinarny.

Ha! Nie tylko "elyta" polityczna wpieprza ośmiorniczki.
Wpieprzam i Ja!

Składniki:
- Mrożona ośmiornica.
- Cebula, czosnek, liść laurowy i papryczki piri-piri do gotowania ośmiornicy.

Do sałatki, pomidorki koktajlowe + mix sałat.

Ośmiornicę wrzucamy do gara, parę łyżek oliwy z oliwek na spód, do tego wrzucamy cebulę i papryczki. Pod koniec gotowania wyciskam czosnek.
Gotujemy aż cebula zrobi się miękka, w sumie zależne od wielkości ośmiornicy, jednak około godziny (minimum) trzeba dusić na małym ogniu.

Kroimy na kawałki i na talerz!
Sałatkę polewam kremem z octem balsamicznym.
Ahh, pyszności.


Smacznego i pozdrawiam!

poniedziałek, 2 lipca 2018



65-te urodziny 
JURKA.
30.06.2018 r.



Zostałem zaszczycony zaproszeniem na urodziny, naszego zacnego kolegi, z paczki rowerowej, Jurka! Niech żyje nam...
Jest to prze gość, nie jednego z was by objechał, a to już mu stuknęło 65 lat!

Jurek zmajstrował nie lada imprezę urodzinową. Ojj, zacnie było.

No to zdrowie solenizanta po raz pierwszy!
Jestem ja, Hiczkok, Adam, Mlekopij, Kargul i syn Jurka 

Hmm... a co tam?

A jedzonko z grilla, szaszłyki, karkówka, kiełbaska.

I oscypki :D

- Panowie, częstować się, czym chata bogata!

Dołącza Wojtek z córa, jest i żona Adama.

Aaa, nie można zapomnieć o księdzowym synku :D

Takie tam pogaduchy...

Mamy dwóch przedstawicieli KRR.

Uśmiech!

- Jurek, my dziadki, musimy trzymać się razem.

Daj pyska!

Jedzonko pierwsza klasa. Mlekopijowi tak smakowało, że zjadł papierowa tackę ;)

Odprowadzam z Mackiem, Kargula.
Trochę go ścięło i zamówiliśmy taksówkę.

Wracamy na dalsze posiedzenie.

Jest i transmisja z meczu ;)

Takie tam :p

Dobra, koniec tego obściskiwania się. Cza zakończyć imprezę.
Sprzątamy i idziemy w kierunku osiedla.
Hmm... "czerwonego kapturka" trochę miota ;)

"Ubu dubu, ubu dunu, niech żyje prezes naszego klubu, niech żyje nam!"

Jurek stwierdza, że tak wcześnie zakończyć jego urodzin nie można. Zaprasza nas do domu.

Mistrz ceremonii czyni honory.

Muzyka z tv leci... ach te szybkie, "kocie ruchy" Jurka. Aż aparat nie nadąża ;)


Wojtek podziwia puchary jubilata.

A cóż to za skarby, siakiś kuń z Babilonu / Mezopotamii czy co?!

Jam jest Jurek. Mam 65 lat i dużo mogę!

Pijemy obszczymurki! ;)

Coolio pilnuje, aby nikt za wczasu nie opuścił posiadłości.


Dzięki Jureczku za zaproszenie.
Było świetnie. Zacne jedzonko! :D Wódeczka, piweczko, drineczki ;) dla każdego coś dobrego.

Trzymaj się i... STO LAT w zdrowi u szczęściu!