niedziela, 1 marca 2026

 


Kozí kameň 1256m n.p.m.

13.02.2026



Na Słowacji istnieje takie pasmo górskie jak Kozie Grzbiety (słow. Kozie chrbty). "Pierwotnie zaliczane były do Niżnych Tatr, obecnie geografowie słowaccy wydzielają je w osobną jednostkę geomorfologiczną". Już tam hasałem, ale w niższej, wschodniej części.
Postanowiłem zaliczyć najwyższy szczyt, tego pasma, a raczej, pasemka😉 Czyli tytułowy Kozí kameň, z noclegiem na nim 😁

Akurat tam, pogoda miała być nie najgorsza. I w sumie tak było, aczkolwiek wycyrklowane to było, z dużym prawdopodobieństwem, na słabe warunki. Ponieważ okoliczne wyższe góry, jak Niżne Tatry, czy Tatry Wysokie jak i Zachodnie, skąpane były w chmurach. A tu idealne, wręcz dosłownie, okno pogodowe.

Plecak miałem ciężki. Musiałem zabrać 2L dodatkowej wody na biwak i więcej gotowego picia na marsz dnia następnego. Na mapach nie widziałem w pobliżu szczytu, żadnego źródełka. Wcisnąłem jeszcze jedno piwko😛, ale zrezygnowałem z racy na niedźwiedzie🙊


Zajeżdżam do wioski Kravany. Parkuję na parkingu koło cmentarza.

Wychodzę z samochodu i pierwsze co widzę? Stalowy bunkier na kosze na śmieci, przeciw miśkom!😱

No super, a ja przecież nie zabrałem racy😛 Trochę mi się nieswojo zrobiło, no ale cóż.


"Chodnik" do wejścia na szlak.
Cała trasa -mapy.com

A tak prezentuje się wejście na ów szlak, a raczej, ścieżkę przyrodniczą.
Dość nowa inwestycja.

Mozolna wspinaczka zkosami. Ciąży ten plecak. W dodatku, doszło kilkaset gramów więcej na stałe, ponieważ... sprawiłem sobie "nowy" aparat. Porzuciłem minimalistyczny system m4/3 i od teraz, mierzyć się będę z gabarytami FF (Full Frame - pełna klatka). Nie będę rozwodził się nad technikaliami, zdjęcia to zweryfikują. Na razie... pożyjemy, zobaczymy 😉

Pierwsze widoczki, na wioskę u podnóży.

Dalej szersze ujęcie na Nízke Tatry.

Ooo, jest źródełko. Jakbym wcześniej wiedział (nie jest zaznaczone na mapach! Zgłosiłem do mapy.com), to bym, wody na biwak, nie targał od samego dołu.

I wyłoniła się z chmur Kráľova hoľa.

Docieram do wiatki na grani. Trochę te metalowe znaki, niemal jak drogowe, nie pasują 😕
Wciągam batonika.

Chwila odpoczynku.
Leon Zawodowiec pozdrawia😂

Gerlach, ze swoim charakterystycznym kotłem.
Daję czarno-biały, bo jak się później dowiedziałem, tego dnia, w tym kotle zeszła lawina i zginęła jedna osoba, taternik z Czech 😢

Człapię dalej...

Jest i "kurnik", bo ciężko nazwać to wieżą widokową.
Znajduje się on na szczyciku zwanym Kravianska vyhliadka - mylonym z Kozí kameň. Ten jest tam z tyłu.

Widoczki z kurnika 😜


Jeszcze raz, królowa Niżnych Tatr.

Jakoś mi widok nie pasował z tego miejsca.
Idę na właściwy szczyt.
Po drodze, robię mini skrót i trafiam na trójkę starszych ludzi. 

Jest i Kozí kameň!

Widok w kierunku wschodnim (z którego przyszedłem). Ale Tatr ze szczytu nie widać!

Owa ekipa "staruszków", odeszła w bok, gdzie było wydeptane. Pewnie myśleli, że będzie jakiś punkt widokowy. Poszedłem za nimi. Doszli do końca śladów, stwierdzili, że nic nie widać i nawrotka.
Rzucając do mnie "nothing here".
Ja będąc jeszcze w trybie "pół słowackim", odezwałem się: "Aaa, nie ma vyhladki".
Myślałem, że to Słowacy, a to jacyś zagramaniczni. Ale "vyhladka" zrozumieli i kijami wskazali "kurnik". No przecie byłem tam, ale mogli nie wiedzieć, bo ich wyprzedziłem skrótem 😛

Idę nieco za szczyt, gdzie ma być rozległy widok na Tatry.


Noo z tego miejsca, prezentują się całkiem nieźle. Trzeba będzie o wschodzie, ganiać między tym punktem, a szczytem🙆

Fajne światło, to ujęcie na wieś Štrba.

Wracam na szczyt i nieco za nim, w zaciszu drzew (przyda się, bo wieje), rozbijam biwak.


"Kurnik" w ostatnich promieniach słońca.

W oddali Spišský hrad.

Trzeba zobaczyć, co się dzieje nad Tatrami.



Słońce coraz niżej.

Chmury robią robotę.

Pod niżnymi, śniegu jak na lekarstwo i nie jest za ładnie😜

Trzeba skupić się na odleglejszych, tatrzańskich szczytach.


Wtem, na niebie, jakieś dwa wielkie ptasiory. Na szybko, cyk, foto.
Znajomy fotografujący ptak (i inne zwierzaki), twierdzi, że to Orły Przednie😳


A w oddali, piramidalna chmura, wyglądająca jak szczyt.

Słońce się schowało. Ostatnie kolorki.

Trzeba zmykać do namiotu, na obiadokolacje.

Po jedzonku, wychodzę jeszcze z piżmoczej gawry 😉 rozpalić ognisko i posiedzieć trochę przy nim.
Zawsze to się trochę ogrzeje, a i wieczorny czas, szybciej zleci. A dym z ogniska, dodatkowo powinien odstraszyć miśki.
W oddali światła Popradu.

Wracam do namiotu i idę spać. Jednak, sen nie przychodzi szybko. A to koziołki szczekają, a to pod głową niewygodnie na poduszce (dmuchanej). A to nie wygodnie z kurtką puchową pod głową, więc powrót do poduszki 🙈
W końcu zasypiam gdzieś po 1:00.

Nastawiłem budzik, na 6:00.
Zbudziłem się wcześniej, ale jest zapas czasu, więc powolutku, nie śpiesząc się, przygotowuję się na wschód.
Eee, kiepsko to wygląda 😒

Może jednak, coś przez tą cienką szparę, przyświeci na Tatry.
Biegnę wiec, na punkt z widokiem na Tatry i... 😍

No to szybko wracam na szczyt. Wszak zaraz wschód.

Ciekawie podświetliło chmury.

Jest, wyłazi słoneczko 😁


Nieco szerzej, z porannymi mgłami.

Poprad budzi się do życia. Pierwsze promienie słońca zaglądają do okien bloków.

To z powrotem biegnę na stronę z Tatrami...



jeszcze tak...

Wieś Šuňava na tle Niżnych Tatr.

Po raz wtóry, wracam na szczyt.
Ujęcie ma moje legowisko.

Trzeba zjeść śniadanie i zbierać mandżur. 


Pogoda coraz gorsza. Załamanie miało przyjść koło 10-11. Przyszło wcześniej 😬

Ekhmm, nie wygląda to za dobrze. Tam chyba leje. Trzeba uciekać.

Pozostawiam z tyłu Kozí kameň.

Trzeba szybko zmykać na dół.
Trasa zejściowa - mapy.com

Ostatni punkt widokowy.
Nazwę łatwo odgadnąć:
Tri lavički 😆

Śniego-deszcz, dopadł mnie niżej.
Na szczęście, nie przemokłem, a i aparat przeszedł pierwszy chrzest 😜


Mimo szybkiej, porannej ucieczki ze szczytu, wyjazd uznaję za udany. Udało się zrobić parę ciekawych zdjęć, przetestować aparat. Było ognisko, biwakowanie, trochę wysiłku💪




Kącik kulinarny


Krewetki z smażonym ryżem.

Składniki:
- Krewetki
- Ryż
- Cebula, marchew, szczypior, czosnek
- Groszek mrożony
- Jajka
- Przyprawy - aaa, koniecznie curry, do ryży curry!

Krewety podsmażamy, z czosnkiem, no standard.
Natomiast ryż, aby wyszedł nam fajny podsmażony, dobrze ugotować dzień wcześniej i zostawić na dobę w lodówce.
Mieszamy go z przyprawami, podsmażamy cebulkę, potem dodajemy przyprawiony ryż. Następnie wbijamy jajka i dokładnie mieszamy, na koniec groszek.


I gotowe.
Idealnie smakuje z białym winem.

Smacznego i pozdrawiam.


środa, 25 lutego 2026

 


Z serii, szybkie wypady 😀


Zámocký kopec

20.12.2025r.


W poszukiwaniu miejsca na focenie zachodu, wpadł mi w oko, owy punkt widokowy. I jest ładna ławeczka a'la serduszko😁


No to jadę.

Kierujemy się na Kežmarok. I tam, za osiedlem, parkujemy na parkingu koło opuszczonego hotelu.

Trasa mapy.com

Tylko nie wiem co ja chciałem zrobić, jakoś stanąć z boku, pod górkę.
Tak manewrowałem, że do tyłu już cofnąć nie mogłem, bo miałem murek, a do przodu... no nie ruszę. Śnieg, lód, za stromo! 😱

Wtem wyszedł człoweik z lasu, z ciupagą. Serio, taka, najprawdziwsza góralska ciupaga. Jakaś dziwna, dzika tu kraina 😉 Zagadałem do niego. Próbował mi pomóc, ale nic to, nie da rady wypchać, nawet jak łopatą do śniegu, wrzuciłem pod koła ziemię z kretowisk😆(na taki plan wpadłem).
Pożegnałem go i co... trzeba iść do miasta, szukać terenówki, co by mnie wyciągneła.


Schodzę na osiedle. I widzę, takiego typowego, słowackiego Janusz. 60+ brzuszek, wąs, okulary. Myślę sobie, kto jak kto, ale starszy gość, to mi raczej najchętniej pomoże, niż jakieś młode cwaniaczki.
Więc podchodzę i zagaduje:

- Dobry den.

I dalej nawijam po polsku, że szukam kogoś z autem terenewym, bo się tu niedaleko zakopałem, czy nie zna kogoś.

A facio mi na to, krótkko i na temat

* Znam

I gestem każe iść za sobą. Idziemy wzdłuż parkingu z 20m i otwiera Kia_nkę z napędę na czety koła i każe wsiadać. No nie wierzę!😳

Jedziemy na miejsce i pytam się, czy ma linę. No ja sierota, nie worzę takich rzeczy 😛

No ma. Podjeżdża pod mojego buraczka, zapina, cyk, pyk wyciągnął.

Uratował mi dzień i sesję foto. Ake byłem szczęśliwy, ogólnie, więcej szczęścia jak rozumu.

No to grzebię w portfelu, wyciągam 20E i mu daję. A ten, chowa ręce i mówi, że nie weźmie, bo on też kiedyś może będzie potrzebował pomocy.
Na co ja mu: "To przyjadę z Polski i pomogę" 😁
Podziękowałem mu pięknie, uściskałem łapę i zaparkowałem po bożemu.

Są jeszcze dobrzy ludzie na tym świecie. Stara szkoło.


Buraczkowóz dostał błockiem z tych kretowisk, ale to nic. Najważniejsze, że uratowany.


Zakłądam plecak, mam już ruszać, a tu kolejny folklor lokalny, z górki na sporych saniach, z tęgim chrustem, siedząc na nim okrakiem, zjeżdża dziadek 😄
Chyba się trochę zmieszał, jak mnie zobaczył i zszedł.
Zdjęcie z przyczajki 😉

No to zaczynam właściwe podejście, wzdłuż starego, opuszczonego wyciągu.
Foteczka w tył.

I zoom.

Im wyżej, tym więcej widać.

Docieram do pierwszej ławeczki, ale to jeszcze nie ta właściwa.

Pełznę dalej, mając po lewej Levočské vrchy - z charakterystycznym szczytem Ihla 1283m


Docieram na ów punkt widokowy 😀

Wsam raz, słońce powoli zaczyna zachodzić.

Kráľova hoľa 1946m.

Zbliżenie na kościół ewangelicki. Gdzie ostatnie promienie, zagladajaprzez okna kopuły.


Kolejka na Lomnický štít - 2633m

I słonko chowa się za górami.


Jeszcze raz Kráľova hoľa.

I samolot wylatujacy zza Bujačí vrch 1947m.

Czas na jedzonko.

Zabrałem termos jedzeniowy, z gęstą, pożywną, domową zupką.

Czas na kolorki!😍

Z Księżycem.



Przed odejściem, jeszcze rzut obiektywem na klimatycznie oświetloną starą część miasta.

Świetna miejscówka, łatwo dostępna, z genialnymi widokami. Polecam każdemu!


Modyń 1029m - podejście żółtym szlakiem

25.01.2026


Jest weekend, a pogoda zgnita.

Siedziałem przed kompem i szukałem po wszelkich prognozach i zdjęciach satelitarnych, gdzie może być lepiej, ale nie za daleko.

Padło na Modyń. A, żeby było inaczej/ciekawiej, to od strony, którą jeszcze nie podchodziłem.

Jadę!

Tylko, no tak, ten teges, zanim się wyzbierałem i dojechałem, to tego słoneczka, niewiele zostało. Cóż zrobić, trzeba iść!


Zostawiam samochód na poboczu.
Foteczka z dużym tele na "pobliskie" górki.
Ciekawa chateczka. Jest sad, są ule. Natura 😇


Zaczynam podejście.
Cała tarasa - mapy.com

Gdzieś tam w oddali, majaczą Tatry.
Id razu morale się podniosło i temp wzrosło.

Stare drzewo.

Surrealistyczna miejscówka.

Tutaj, zapewne, nie jedna impreza się dobyła.

Docieram. Jest wieża.

Wychodzę i... eee, gdzie te Tatry?!
Zaniosło się, zero słonka, przejrzystość kiepska. Ojj, ojj 😭

Mogielica 1171m - najwyższy szczyt Beskidu Wyspowego.

Jeszcze parę ujęć z wieży. 


Ale kicha!
No cóż, nie zawsze się udaje😛
W dodatku strasznie wieje. Chowam się na pół pięterku i posilam się.

Słyszę, iż ktoś podchodzi. A to z powrotem, jeden z młodzieży. Wysłali najodważniejszego, albo... najgłupszego 😜
- Przepraszam pana, czy ma pan jakiś okień?
No jak ja, górski włóczykij, nie miał by ognia. Zastanawiałe się tylko, czy dać im zapalniczkę, czy trochę się poznęcać 😁 i wręczyć krzesiwo.
A niech mają, dostali zapalniczkę.
Patrzę za parę minut, na efekty ich działań, a tak hajcuje się srogo. Hmm, pewnie mieli coś "turbo". Benzynę zapewne.
Schodzę i idę do nich.
A tu taka niespodzianka. Stały dopływ wspomagacza, w postaci gazu i palnika😆
Efekt osiągnięty? Osiągnięty!
Ognisko udane.

Chłopaki ugościły mnie, poczęstowali kiełbaską i chlebem w domu wypiekanym😍

Nieco dalej, rozbiła się kolejna, większ ekipa z dzieciakami.
Rośnie nowe pokolenie survivalowców. Mam nadzieję, że wrócili z wszystkimi palcami 😉

Podziękowałem, odzyskałem zapalarę i w dół!
Szybkie zejście tą samą drogą.
I już przy buraczkowozie.

Że też ludzie budowali się na takich zbyrach!

Miało być pięknie a wyszło... i tak było fajnie.
Uratowałem chłopakom ognisko, zostałem ugoszczony i kolejny szlak/podejście zrobione.
A warun na fotki, jeszcze będzie.



Kącik kulinarny


Pstrąg w migdałach.

Składniki:
- Pstrąg
- Migdały
- Czosnek
- Sól i pieprz
- Cytryna - sok z cytryny + plastry
- Oliwa z oliwek - do smażenia


Ryby nacieramy solą i pieprzem. Oczywiście z wierzchu i od środka.
Pozostawiamy na co najmniej kilkadziesiąt minut. 

Przyrządzamy i smażymy, jak zwykłego pstrąga. Z tym, że płatki migdałowe wcześniej, podsmażamy na suchej patelni.


I gotowe. Podawać, a czym się lubi 😁

Smacznego i pozdrawiam.