wtorek, 4 czerwca 2024

 


Fort Watipi <=> Jamna 483m n.p.m.

24-25.05.2024r.


Czas spotkać się z w starym gronie... ze starymi ludźmi 😆

No dobra, był Piotrek, to ratował trochę sytuację.

A mnie, przyświecał jeszcze jeden cel. Darek prosił mnie o zrobienie zdjęć nowym sanitariatom/kibelkom i parkingowi. Wziąłem tą prośbę do serca, chciałem pomóc. Ale, nie lubię robić zdjęć obiektom. No nic, coś tam przyfocę.

Dlatego też, przyjechałem już w piątek. Aby wstać na wschód i po fotografować przy dobrym świetle.


No ale do rana daleko, a my... śmichy hihy przy świetle lampy naftowej. I tak bardzo daleko do wschodu, to już nie było 😆


Miłosław wypuścił piwko w stylu IPA. Więc, takie przywiozłem. Jest całkiem zjadliwe, ale... brakuje mu jakiegoś pazura.
A na deser... Darek wie co Piżmoki uwielbiają 😍

No dobra, trochę pobalowa... pogadaliśmy w ekstra, koleżeńskiej atmosferze. Tylko niegrzeczny indianinek, pyknął przed moim przyjazdem trzy piwka, z sąsiadem. Na dobre mu to nie wyszło. Ekhmm, my już nie mamy po dwadzieścia parę lat 😉
A ja biedny, co? Zlecenie jest, to pobudka o 4:15 i czekam na słonko.

Wyłazi!

Zdjęć kibli wrzucać nie będę 😛
Z takich z sesji, co fajnie wyszło (moim zdaniem), przy porannym świetle, reprezentując wioskę i parking (te barierki ze sznurów).
Nie chwaląc się 😜, ponoć "pani z Booking solutions była zachwycona zdjęciami"😳
Ale i tak pozostanę przy twierdzeniu, że nie umiem robić zdjęć obiektów i... nie będę robić 😛

Jest i czacha bizona.

I oczywiście tipi.

Daruś śpi.
A ja latam za pszczołami czy tam trzmielami.


Wstał, ogarnął się. Boli główka? Trzeba było przed przyjazdem Radusia pić? No wiem, rozmiem, dobry sąsiad, pomaga... ale jak Raduś przyjeżdża, to się nie pije wcześniej! 😆
Mamy godzinne opóźnienie, jednak ekipa, czekająca pod Jamną, jest nader wyrozumiała. Dobrze mieć takich, nie nerwowych druhów 😂

"Kierowca bombowca, arystokrata szos" 😆- buraczkowóz atakuje, nurkując ze stromego zjazdu!😈
fot. Sebastian

Idziemy.
Zapora bobrów.

Tu też zapewne bobery maczały przy tym swoje łapy. A raczej, zębiska!

I tak idziemy i idziemy.
Jest i Piżmok.
Coraz częściej łapię się na tym, że nie chce mi się pierdasić z bukłakiem. I po prostu izotonik za pas i tak sobie idę. Nie jest to najwygodniejsze, ale jakoś tak się przyzwyczaiłem, z lenistwa 😉
Kije w ręku, bo nie noszę gumowych nakładek na groty, żeby bawić się nordic walking na asfaltach.
Osprey ma fajny patent na szybkie mocowanie kijów “pod pachą”. Między innymi dlatego kupiłem ten plecak, ale aparat na szelce, skutecznie utrudnia korzystanie z tego. Trzeba będzie coś pokombinować.

No ale właśnie, idziemy i idziemy... a rzucę okiem na mapy.cz.
Pryy, aleś my się zapędzili. Seba - przewodniku z koziej d... 😉 jak pilnujesz?!

Wracamy.
Darek, wcześniej zauważył, jak przechodziliśmy koło ostatnich domów, że już tu z nim byłem. Coś mi zaczęło świtać. Ale oczywiście, znów minęliśmy odbicie. Ścieżka może nie jakoś bardzo wydeptana, no ale, na słupie jak byk, oznaczenie.
No dobra, Darkowi i mi, można jakoś wybaczyć, bo troszkę zmęczeni jesteśmy, ale reszta? 

Już z nawigacją w ręku 😄 przejmuję ster.

Uparte drzewko.

Dalsze skałki...


Poszliśmy jakoś, tak inaczej, jak w tedy co byłem z Darkiem. Bo nie dotarliśmy do jaskini.
Ale to nieważne 😜

Coś tam było gadane o pleckach.
Sebastian, niestrudzenie używa wynalazku Polsport(?) (czerwony), chyba starszego niż ja 😆
Darek ma jakiś tam plecaczek. Ramie sięmu wiwinęło, jednak, miał to gdzieś. Jego jedynym, najbliższym celem i pragnieniem, było jakoś dotrzeć na bacówkę i wciągnąć schaboszczaka na kacową gastro fazę hihi.

Trochę dzikich traw, trochę widoczków.
Kurcze, roślinność tak bujna, jak w środku lata! Wszystko o miesiąc przyśpieszyło.

I Tatry widziane niemal pod samego Tarnowa! Noo, noo.

Mini kościołem, tuż pod Jamną.

Jest!


I cała ekipa tego wymarszu.
fot. Sebastian

Mam cię, zjem cię!
Ja wciągnąłem kwaśnicę.
Zacna porcja - 20zł. Dobrze podgrzane, z kawałem miecha i... te ziemniaczki. No super w smaku. Czuć, że własne lub od okolicznych tubylców. TAki fajny, ziemisty smak. Nie to coś bezpłciowe z marketów.
CO za czasy, żeby człowiek podniecał się ziemniakami w zupie!😱
fot. Sebastian

I ta ich charakterystyczne, nietypowa wieża widokowa.

I panoramka z niej.
Ten odległy szczyt (niemal w środku kadru) z wieżą widokową to będzie...Mogielica?

Ów "tajemniczy" szczyt, na zbliżeniu.

I ponownie zoomik na Taterki.

Schodzimy w dół i wracamy samochodami do wioski.

Sebastian bawi się moim aparatem. Chciał pomacać, "nowy" nabytek. A niech ma trochę podniety, stary dziad 😜
Tylko nie zaczaił, że aparat w trybie "M" i... no próbowałem uratować w Lightroomie.

Czas przygotować opał. Co by nie kraść za dużo drewna Darkowi.
Ja tym czasem, focę dalej kibelki i drogę dojazdową.

Robi się zupa trolla 😂

Ja postanowiłem wracać do Krynicy, jeszcze tego wieczoru.

Zmęczyłem się tym posiedzeniem z "wodzem" 😝 dnia poprzedniego + mało snu. A i na drugi dzień, miałem jechać do Zalipia. Aż musiałem strzelić sobie drzemkę, przed drogą powrotną.


Dzięki chłopaki za miły spacer, szkoda, że nie spróbowałem tej zupy, wyglądała ohydnie! Jako naczelny troll, "Lubię to"! 😁



Kącik kulinarny.


Pierś z kurczaka w sosie na piwie.


Składniki:

- Filet z kurczaka

- Piwo (180ml - resztę należy wypić 😉 )

- Miód

- Musztarda (brak na fotce!)

- Sos sojowy

- Z przypraw - standardowo sól, pieprz, tymianek, czosnek granulowany, papryka słodka i ostra

- Cebula czerwona i czosnek ząbki (też, gdzieś wcięło na focie)


Pierś z kuraka głęboko nacinamy (jak na zdjęciu).
Tak przygotowane filety trzeba doprawić. W ruch idzie sól, pieprz kolorowy, tymianek i papryka słodka, oraz ostra (kto jak lubi, to daje więcej ostrej, jak ma "palić dwa razy" 😈), nie zapominajmy o czosnku granulowanym. Polewamy oliwą z oliwek i dobrze nacieramy. Oczywiście, dobrze to zrobić odpowiednio wcześniej, aby mięsko się zamarynowało.
Następnie, na oliwie podsmażamy tak przygotowane piersiaki (z obu stron, wiadomix). Kroimy cebulę na cienkie piórka, ściągamy mięso i podsmażamy na patelni. Do już tak na wpół zeszklonej cebuli, dodajemy 3 ząbki czosnku, przeciśniętego przez praskę. I teraz, robimy z na tym sos. Bardzo ważny składnik tego dania. Dodajemy łyżeczkę musztardy, dwie łyżeczki sosu sojowego, 180ml piwa i łyżeczkę (kopiatą, albo półtorej), miodu. Piersi znów lądują na patelnie do tego wywaru. Gotujemy pod przykryciem, przez jakieś 15 minut. W między czasie, polewając od góry, owym sosem.

Podajemy z szczypiorem, dla wyglądu. 

Powiem wam, palce lizać! Super to wyszło. Zrobię na pewno, jeszcze nie raz!

Smacznego i pozdrawaim.


czwartek, 23 maja 2024

 


Schronisko PTTK

Kudłacze

19.05.2024r.


Cóż za niespodzianka. Troliczek (młodsza siostra, wszak, jam jest troll... górski 😉) dzwoni i bardzo, bardzo, chce w górki.

Hmm, gdzie by tu ją zabrać.

Żeby był wilk (troll) syty i owca (troliczek) cała, to wymyśliłem, że pojedziemy tam, gdzie mnie jeszcze nie było, ale, nie za trudno.


Padło na schronisko na Kudłaczach.

Ale, ale, nie idziemy na łatwiznę. Że podjedziemy niemal pod samo schronisko, na owe wielkie parkowiska i będziemy udawać, ąę turystów. Idziemy na około!

Trasa mapy.cz

Pierwsza atrakcja, to... coś co na mapy.cz zaznaczone jest jako wieża widokowa 😛


Jak na moje oko, to jest "wieża rozpędowa", dla rowerków akrobacyjnych. I potem ląduje się w takim "basenie" z gąbek 😀

Impregnacja zdaje egzamin 😁

Człapu, czałapu dalej i docieramy do miejsca zwanego Wielki Kamień.

"Tomb Raider" 😆

No spory ten kamień... jak na Beskidy.

Docieramy do rozgałęzienia szlaków.
Mogli by dać tu jakąś tabliczkę, z kierunkiem na Kudłacze/schron. Z rozpędu i gapiostwa, poszli byśmy źle 🙈

Wyłazimy z lasu, a tu taka "chacjenda"! 😳

Dobry podjazd dla "golinogów" 😉

To jeszcze taki widoczek na Szczebel i Luboń Wielki.
Dalej...

I kolejna ciekawa posiadłość, a było ich tam więcej. Rodzina Obajtka? 😝

Jesteśmy już blisko schroniska. Jeszcze tylko jedna "zakrzywka".

Jest i ono.
Nie wygląda okazale, ale za tym klimatycznym przodem, jest dalsza część. Gdzie jest ponoć 35 miejsc noclegowych.

Środek, jak to środek, takich starych chatek.
Dużo różności:

Aniołek dla mojego skarbiątka.

Maryjka dla trolliczka.

Proszę podać do stolika na zewnątrz, szybko! 😜
Ceny... schroniskowe.
Wystrój koło okienka, ekhmm... i te paskudne drzwi po lewo. Pasująca jak pięść do oka, lodówa Tymbarka. No tak psuje klimat.

Za to zupa Zupa krem z czosnku niedźwiedziego z grzankami, super!😍

A i piwko lane, bardzo dobry kraft.
"Siostra Bożenka" - miodzio.
Ciekawe ten browar ma piwka browarpodgorz.pl

Jest i siostrzyczka, nie, nie Bożenka 😜
Chyba zadowolonoa.

Ale w zły dzień trafiliśmy.
Trzeba było przyjechać jutro, to załapali byśmy się na jajecznicę z 1000 jaj!
Potańcówka z Zespołem Pcimianie, też brzmi ciekawie 😆

Zasiadamy jeszcze przy ławie na zewnątrz, w słońcu. Z widokiem na górki i takiego Światowida.

- Czy na Kudłaczach są kudłate koty?
* Tak!
Zauważamy takiego jednego futrzaka. Ale nie ufny. Zostaje zwabiony, rzuconym kabanosem.
Skrada się.

Chwilę pozuje z miną: "Przegryzę ci tętnicę, jak nie rzucisz jeszcze kabanosa!" 😆

Zbieramy się. W prawdzie, prognozy się zmieniły i stwierdzili, że jednak nie będzie burzy. Ale, jakoś tak kotłuje się i duchotka się robi.
Ruszamy.

Korzonki.

Szersze ujęcie w kierunku Babiej.

I zoomik na Szczebel i charakterystyczny Luboń Wielki.

Ba, nawet w oddali, za linią lasu, widać Tatry 😊

Próbujemy chwilę pogadać z parkingowym. Że dobrze trafiliśmy, bo mały ruch (dla nas dobrze, bo po ilości parkingów i miejsc, wnioskuję, iż bywa tu po prostu turystyczny armagedon!).
Wtem, on nagle krzyczy.
- Jedzie!
Wszyscy się zrywają. Jedna babka wyskoczyła prawie na środek wąskiej drogi, zagania auto machajac czapką. Inny trzyma transparent i nim wymachuje, "Najtańszy parking 10zł!" (wszyscy mają po 10zł 😆). No normalnie poruszenie i skaczą jak poparzone małpy. Aż mi się przypomniał film "Walka o ogień" 😂 Tylko tu, walczą o klienta.

Schodzimy niżej.
Mijamy między innymi, taką ładną starą chatkę.

Odbijamy leśną drogą poza szlakiem. Aby zejść, niemal prosto do samochodu.

Przechodzimy koło kolejnego starego domu. Ten obity sidingiem 😟
No bieda, starsza pani w dziurawych kapciach, zagaduje. Raczej nie często widzi tu turystów.
Ja jej na to, że my wiemy jak iść, tak tłumacząc starszej osobie, że mamy taką aplikację, no mapę, na telefonie, która pokazuje jak iść.
A ta w śmiech. Że ona zna te "aplikacje". Już jej tu kiedyś dwa busy z wycieczkami, wylądowały na podwórku. Na tym końcu świata 😆

Pani chwilę jeszcze z nami rozmawi. Myślę, iż to jest najciekawsza rzecz, jaka spotkała ją tego dnia. Opowiada o innych wycieczkach, dzików, które codziennie, maszerują koło jej domu, w tym wielki dzik z szablami!
I tak od słowa do słowa, "babuszka" poszła po kota, którego wnuczka przyniosła na dłoni. Karmili mleczkiem ze smoczka i wyrósł, na pięknego kocurka.

Idzie gwiazdor 😁

Więc kolejny kudłaty (już mniej 😉) kot, pozuje.

Taka to była wycieczka z troliczkiem.
Nie za długa, nie za krótka, a w sam raz.
Schronisko i zarówno zupkę jak i piwo polecę, ale, albo w tygodniu, albo w mniej oczywiste, pozasezonowe miesiące. My trafiliśmy na spokój, bo ludzie bali się burzy. Ale nie chcę wiedzieć, jak to tam wygląda w normalny weekend.


Kącik kulinarny.


Naszła mnie ochota na truskawki! Ale te polskie. Tak, już przynajmniej tydzień temu były sprzedawane z samochodów. Truskawki w połowie maja!? 😲


Składniki:

- Ryż

- Śmietana

- Truskawki

No babra, jeszcze cukier. Przyznaję się, lekko dosładzam.


Większość pewnie wrzuca połówki/ćwiartki truskawek na talerz, dodaje ryż i śmietanę i jest.
Ja tam wolę, rozgnieść truskawki widelcem i mieć taki... mus? Żeby była wyczuwalna, ale puściła mocno soki.
Nie wygląd to może za apatycznie, ale tak mi smakuje, a parę połówek dorzucam dla upiększenia 😉

Smacznego i pozdrawiam.