poniedziałek, 13 listopada 2023

 


Mogielica 1170m.

Beskid Wyspowy.


Znów trzeba by gdzieś pojechać.

Ale, tak, no, nie za trudno, nie za duży dystans. Wszak samochodzik wciąż u mechanika, a Subaru... ma opony na klockach (dopompowałem ciśnienia wg zaleceń kumpla). A i z nóżką tak sobie (zobaczymy po rezonansie i konsultacjach).


To jedziemy na Mogielicę 😆 Nieco wbrew temu, co pisałem wyżej.

No ale... tak daleko znów nie ma i wyleziemy najkrótszym podejściem.


Ha! Przecie mamy SUBARU!

To wyjechaliśmy aż pod tą chatkę, see see.


Idziemy.
Ojj, mokro, ślisko, błotko i liście skutecznie utrudniają, co widać, po schodzących pokracznie, z góry, turystach.

Jesień, ach ta jesień!
fot. Kama

Już niedaleko.

Jest i ona, nowa, metalowa(!) wieża.
Drewniane bardziej mi się podobąją (choć ta na Skiełu, fajna).
Ta przynajmniej, wytrzyma... długooo.

Gratulację dla Kamy, za zdobycie najwyższego szczytu Beskidu Wyspowego!
Pieczęć na czoło! 😝

Idziemy jeszcze na miejscówkę nieco poniżej szczytu, z widoczkiem na Tatry.

Po poprzedniej ekipie, jeszcze coś się lekko pali.
Dorzucamy więcej drewna, trochę podmuchać i pieczemy kiełbaski.

Jest i włóczykij w swym żywiole.
fot. Kama

Fajnie, fajnie, aż tu nagle, tylie kiełbas się nakociło.
Jak to mawiają: "W kupie cieplej" 😉 i raźniej.

Już coraz bliżej zachodu słońca.
Rzut obiektywem na Tatry.

Idziemy, idziemy na górę.

Śpara na zachodzące słonko.

I tuż po zachodzie.

Wielki, czerwony księżyc nad Limanową i pasmem łososińskim.

Rzut obiektywem w głąb Beskidu Wyspowego po zachodzie.

Schodzę z wieży. Kama uciekła szybciej, bo pizgało złem.

Schodzimy do samochodu.
Już wiem, dlaczego ludzie tak kaleczyli w dół. No zdradliwie jest.
Po drodze, takie ujęcie.

Jesteśmy uratowani, jest i wóz terenowy 😁

Teraz tylko dotłuc się na tych terenowych oponach do domu.

Wypadało odwiedzić Mogielicę i obczaić nową wieżę. Jednak, liczyłem na ciekawszy zachód słońca, a było, bardzo słabo. Noc cóż, nie zawsze się trafi. Może innym razem 😁



Javorina 1250m - wieża

Levočské vrchy


Tak jakoś średnio siadło z tym zachodem na Mogielicy, to może na kolejny zachód i kolejną wieżę?

Tym razem padło na Levočské vrchy czyli po naszemu Góry Lewockie.
Nawet chodziło mi po głowie, aby wybrać się tam z rowerem i namiotem (idealne górki na rower! Sporo powojskowych dróg), ale pogoda miała się popsuć.
Więc szybki, popołudniowo/wieczorowy wypad!
Tu też jest wież, nowa, ale jeszcze nie skończona. Mimo tego, można na nią wejść!

Już nie ma Subaru, choć stoi ciągle pod blokiem i w sumie... no ale buraczkowóz naprawiony. Nie ma to, jak kupić skrzynię biegów za 350zł i wraz z robotą (jeszcze poprawili parę rzeczy) zamknąć sięw "tysiaku" (no prawie 😜).

I buraczek wyjechał wysoko, bo aż pod tą chatę.

Ruszamy.
Pogoda taka se. Nawet coś kapie. Ogólnie mokro, zimno i... no tak jesiennie.

Jednakże, coś gdzieś słonko przebija.

I zoomik na te niebiańskie spektakle.

I takie...

Nieco dalej.

Mówiłem, że jesiennie 😛
Kama pyta się mnie, gdzie to słońce, bo wspominałem o nim.
A do wieży, jeszcze kawał drogi.

Tatry schowane w chmurach. Nie wygląda to wszystko za fajnie.

Coraz bliżej. I tak jakby, się przejaśniało?!

I odbijamy z drogi. Zaczyna się stromo.

Jest, już ją dobrze widać.

Jest i ona i szczyt!

No ale miała być ławeczka dla zakochanych 😉

Trzeba odbić wydeptaną ścieżką i nieco poniżej szczytu jest i ona.

Statywu nie noszę więc, tylko zakochana, a zakochanego brakło 😔

To jeszcze zbliżenie, na te Tatry w chmurach.

Etapy budowy.
Brakło im kasy. Ma być jeszcze takie pół pięterko i daszek.
Świetny pomysł z dotacjami skanując kod QR 😃

Kolorki!

I full zoom na odległy szczyt, Siminy 1288m (100% pewności nie mam, muszę zweryfikować z mądrzejszymi ode mnie 😊).

I ujęcie w dolinkę.

No i oczywiście Tatry.

I my na wieży.
Aż mi się oczka załzawiły ze szczęścia 😉
fot.Kama

Spora ta wieża i od chodzenia po tych ażurowych schodach poprowadzonych w koło, może się zakręcić w głowie 😉

Ostatni promienień słońca złapany! 😁

Tatry w szerszej perspektywie.

I ta wisząca chmura 😍

Tatry skąpane w chmurach.

Ja czaję na wieży na ujęcia, a Kamcia pichci.

Są i kolorki!

Droga na odległy szczyt.

Mały, kiełbasiany skrytożerca! 😆

Ketchup do Pizzy?! Mistrzowie włoskiej pizzy, przewracają się w grobie! 😛

No ale do tak upieczonej kiełbaski, z serem z czarnuszką, pasuje. Ma dobry smak i skład!

Tatry i podtatrze idzie spać.

Tylko na stokach Łomnicy, jeszcze świecą.

Jeszcze ławeczka po zachodzie.

Trzeba iść na dół.

Ja pierdzielę, ale ta droga się dłużyła!

W pewnym momencie wypalam do Kamy:

- A jeśli weszliśmy w czarną dziurę i chodzimy w kółko (zapętlenie kwantowe! 😆😁😲 - właśnie wymyśliłem ten termin, powinienem dostać Nobla! Nie mylić ze stanem splątanym!).

* Tak może być.

Nie pocieszyła mnie 😆

Jednak, nie zapętliliśmy się w czarnej dziurze (ale tak sobie to wyobrażam).

Dotarliśmy do samochodu i bezpiecznie wrócili do jamy 😁


Trudy żmudnego zejścia, wynagrodziły zdjęcia. Na tym wyjściu, była magia gór!



Kącik kulinarny


"Placek włoski"? Jak to nazwać, bo nie jest tradycyjną pizzą.


Podstawą, są "placki", tzn spody 😛 z biedry. Pinsa.

Na wierzch, dajemy co chcemy. Sami tworzymy swój... placek.

Podchodziłem sceptycznie. Że to za grube, za pulchne, sklepowe i będzie be.

Myliłem się. Bardzo mi smakował spód (wypieczony w piekarniku gazowym, nie wiem jak będzie w elektrycznym). A plus dodatki, noo pyszne to było!


I po upieczeniu, w romantycznej scenerii, hłe hłe.


Smacznego i pozdrawiam.


niedziela, 12 listopada 2023

 


Bacowanie Parchowatka

14-15.10.2023r.


Buraczkowóz czeka na nową skrzynię.

Zboro użyczył Forestera.

Odpowiednie "kapcie" w góry to podstawa 😉

Trochę wypłukało tą drogę, ale tragedii jeszcze nie ma.

Docieram w końcu na halę.

Cóż za miłe powitanie... nie zakochaj się 😛
fot. Sebastian

Przyniosłem oscypki z czosnkiem niedźwiedzim. Smakowały wszystkim, mi też 😁
Myślałem, że będzie większa wilgoć i błoto, a tu ciepełko. Trzeba uwolnić stopy, niech zaciągną świeżego powietrza 😆
fot. Sebastian

Stara bacóweczka...

Noo, niezły okaz. I zdrowy!

Tradycyjnie, fotka na szczycie. Seba pstrykał.
fot. Sebastian

Jest i boczuś wędzony, serki i... sporo grzybów. A bywały takie lata, że nic nie było! 😤

No dobra, dobra, pociacham już, niech wam wędzie 😜
fot. Sebastian

Silky Gomboy - Święty Grall w śród piłek? Trochę ciężki, ale tnie jak marzenie i bynajmniej nie chodzi o grzyby hehe.

Nerka trochę mała, trzeba było piec na raty.

Za tatusia, za Radusia...

Kolejna porcja. A dzięki inwencji twórczej nowego biesiadnika, mamy pikne widelczyki 😁

Odwiedzili nas jacyś lokalsi. No ale my też prawie jak lokalsi, no i Zbyszka znamy 😎

Ku zachodowi...

Upss. Gorzała się skończyła, a posiedział by jeszcze przy ogniu.
"Nowy" (sorry, imienia nie pamiętam 😛), zdeklarował się, że pójdzie, ale nie sam.
A przejdę się.
Wyprawa do wioskowego sklepu.
fot. Sebastian

Słonko zachodzi. A my, jeszcze nie we wsi.

Trunek zakupiony, popita też, to teraz w górę. Idziemy już po ćmoku, z czołówkami. Dłużyło się, no ale watra uratowana!

Siedzimy przy ogniu, aż nas deszcz przegonił.

Baraciszkowie w hamaki.

W drugiej izbie, śpiworowcy na matach. Darek to nawet zimową puchówkę zapodał.

A ja, no cóż, wyrzutek 😉 Pozostał mi namiot.
MSR Hubba Hubba NX w czasie nocnych deszczy, spisał się na medal!

Poranne mgły.

Kruca zyks! Zapomniałem kupić zupki chińskiej, aby szybko z rana rozgrzać brzuszek.
Na szczęście, Darek miał dwa słoiczki z kapuśniakiem!😍

Uratował mi nim poranek!
Wcinałem, aż mi się broda trzęsła hehe.

Po śniadańku, jeszcze rytualne "karmienie Piżmoka" 🙈

Trzeba opuścić halę i wracać do domu. Następuje wymarsz. "Lewa, lewa, lewa..."


Do następnego, na hali u Zbyszka!



Kącik kulinarny

Tatar - wersja "ozdobna" 😆

Czasem najdzie ochota na tatarka z... wódeczką 😈
Mięso z biedry - uważam, że jest bardzo dobre.

Do tego oczywiście żółtko, ogórek kiszony, pieczarki marynowane i cebula szalotka (ważne, aby wszystko drobno posiekać).

I taki "lwi" tatar 😺

Smacznego i pozdrawiam!