poniedziałek, 13 czerwca 2022



Hale nad Wojkową i Kráľova studňa

12.06.2022r.



Ha!

Udało mi się tanio, upolować drugą parę La sportiva Boulder X. Ktoś nie trafił z rozmiarem (trzeba brać rozmiar większy jak się normalnie nosi), nie mógł już odesłać do sklepu, więc... będą moje.

Wygodnie mi się w nich chodzi. A skały, trzymają jak głupie. Mam nadziej, że barwnik, nie będzie schodził tak jak z tych "ceglastych".


Kama się śmiała, że "stylistka Radziulka", powinna mieć swojego "stajla" 😉 i chodzić tak jak powyżej, w dwóch różnych 😆

Więc wyjście, będzie w nowych butkach.
Tylko gdzie. Mówię do Kamy, żeby ona wymyśliła. Ja zawsze wymyślam, może ona gdzieś chce, coś ma na uwadze. Nie daleko, bo rozrusznik w burakowozie niedomaga 😛
Myśli, myśli i wymyśliła. Że na tą wieżę i chatkę nad Wojkową, co jej kiedyś opowiadałem.

Ok, dobry pomysł. Dawno tam nie byłem, przez tą covidowe szaleństwo.
No ale trasę, to już ja musiałem obmyśleć.

Więc, idziemy dolinką przed Wojkową, potem odbijamy stromo do góry, aby wyjść na hale.
Oj, przypociliśmy tutaj 😡

Po tej stronie, owe hale, zarastają pojedynczymi drzewami.

A po drugiej, więcej otwartej przestrzeni.

Zbliżamy się do bacówki.
Z daleka usłyszałem poszczekiwanie. I od razu pomyślałem, że psy będą mocno nami zainteresowane.

A jak, najpierw banda czworga w postaci owczarków podhalańskich.
Jeden był dość nachalny. Zaczęliśmy się oddalać, od nich, jednakże ich ujadanie, zwołało, jeszcze takie małe czarne diabły!

Cały czas staramy się oddalać, a te nie odpuszczają.

Bo szliśmy niemal na wprost, małego stada, którego z tego miejsca nie było widać. Kamcia była przestraszona. Mi do śmiechu nie było, ale kijami odganiałem owych strażników owiec.

Na szczęście, łowcowy zainteresował się, o co ten jazgot. Wyszedł i uspokoił psy.

Owe Lucyfery!

fot. Kama

Ba! Nawet przy juhasie, jak Kama zbliżyła się i przykucnęła przy owcach, aby zrobić im fotkę, to się jeden zerwał i obszczekał. Jak z nim rozmawialiśmy, to nawet on, jak musi złapać np kulawe jagnię, to pies warknie na niego. No dobrze pilnują, za dobrze 😛 Jak się dowiedziałem jeszcze, z wilkami na razie spokój, ale podchodzą.

Pobajdurzyliśmy jeszcze trochę i juhas wrócił do swoich zajęć.

To jeszcze foteczka, ze Świętą Górą w tle.

Idziemy dalej szczytem tych rozległych łąk.

Jeden czorny diaboł, coś nam nie ufa i eskortuje aż do bacówki.

fot. Kama


Koło bacówki, jakieś czystsze te łowiecki.

Ta, jak wyprana w... Perwolu 😉


Jeszcze ujęcie na od lewej Pustą Wielką, Kotylniczy Wierch, Wielką Bukową i Jaworzynę Krynicką

Docieramy leśną drogą do żółtego szlaku. Ale, żeby nie schodzić do Wojkowej, idziemy kolejną drogą (a myślałem, że będzie dzikcowanie), aby w końcu trafić na pasmo graniczne. 

Kolorowo.

Docieramy i... a gdzie wieża?! 😲
Jak się później dopytałem lokalsów, to rozebrali, bo groziła zawaleniu 😥

Tyle z niej zostało. Przynajmniej jest drewno na ognicho. O ile nie zaimpregnowane czymś.


Panorama spod wiaty.


Rozpalamy małe ogniseczko w kręgu i pieczemy białe kiełbasy.

fot. Kama

Ale smaży do słonka. I jeszcze to ognisko. Uciekam do cienia, gdzie jeszcze bije chłodek od lasu. Uff, ale tu fajnie.

Kama jest bardzo ciepłolubna, więc niech dba o ogień 😁

Jest wyżera!
fot. Kama

Pojedzeni, napojeni idziemy jeszcze do studni.
Kama tankuje wodę do swojej buteleczki z filtrem.

O, w końcu porządne stanowisko do rąbania.

Jaka wygoda😄
Fotele na zimę, pewnie chowają do środka, bo potrafi nawiać i ponad metr śniegu do tego przedsionka.

Warto zasięgnąć jezyków.
Lokalsi twierdzą, że wieżę mają odbudowywać, ale co i jak, to nikt nie wie, bo wszystko do okoła (ponoć grunt na którym stoi chata z utulnią, też!) wykupił jakiś Słowak. 11ha. Ma tu wypasać 600 krów! 😱 Wszystko będzie zasrane. Zresztą już pogrodzone 😕

 Schodzimy do Wojkowej. Na stępnie drogą w dół, niemal do ostatnich domów. I łąkami do góry. Manewr taki, aby ominąć pieseczki 😜 a i też, tak, żeby nie iść asfalten "na około", do samochodu.
Coś tam Kamcia marudziła na te trawy, a jak był kawałek podmokłego terenu, to i mięsem rzuciła! 🙊

Ale doszliśmy do wozidła. Nawet odpalił. Jeszcze do "Wandy" na pyszne lody i dzień można zaliczyć do udanych 😃

Uważajcie na pasterskie psy. Bo to wilk, czy niedźwiedź, prędzej zejdzie wam z drogi, niż one.




Kącik kulinarny.

Młode ziemniaczki zapiekane w szynce dojrzewającej.

Składniki:

- Młode (małe) ziemniaczki
- Szynka dojrzewająca
- Sos pomidorowy
- Ser pikantny


Owijamy ziemniaczki szynką. Ja dla pewności, żeby nie spieprzyła z gruli, przebiłem wykałaczką.

Odrobinę oleju rzepakowego i zapiekam w otwartym naczyniu żaroodpornym, przez 25 minut.
Wyciągam, dodaję sos pomidorowy i pokrojony ser. I ponownie zapiekam 15 minut.

I gotowe!
Smakowite. Te ziemniaczki ekstra! Czy to już polskie?

Smacznego i pozdrawiam.

wtorek, 31 maja 2022

 


Lysá Stráž 697m - Stráž 740m

Šarišský vrch 570 m

28.05.2022r.


Kolejna sobota z ładną pogodą.
Teraz, jest dla mnie optymalnie, bo źle znoszę upały.
Więc, może wydrapać się na takie trzy charakterystyczne górki, koło Veľký Šariš.
Charakterystyczne, bo szpiczaste piramidy górujące nad okolicą. No dobra, jedna jest jakby ścięta nożem, bo stoi tam zamek 😁 Są to powulkaniczne twory!

Plan jest obmyślony. Jedziemy!

Docieramy do wioski Záhradné.
Wjeżdżamy w drogę, najbliższą naszego pierwszego celu, Lysá Stráž 697m.

A druga górka, pod którą jest kamieniołom, to Stráž 740m

Stara ambona.

Po drodze jest i źródełko.
Słoiki zamiast kubeczka, no ale i tak zadbana.

Ojj, interesujący widoczek.

Piękna ta Słowacja. Kamcia foci, przy okazji ujęcie na nowy plecaczek od Gregory (Maya 22). Stylistka Radziulka dobrała pod kolor okularów 😎

Wspindranko.

I widoczek z tej ambony (strasznie dużo ich tutaj).
fot. Kama

Możecie się śmiać, że to tylko niecałe 700m, ale to podejście, naprawdę męczy. Wybitna góra.

Cudowne widoki stąd. Posiedział by tu dłużej i ognicho zrobił (taki był pierwotny plan), jednakże, lokalne towarzystwo z winem, zniechęciło Kamę. A jak jeden "siarczyście" beknął w naszym towarzystwie, to i ja zacząłem mieć pewne wątpliwości 😉 Jednakże, starali się być mili, bowiem winem chcieli poczęstować. Pewnie jak bym był sam, to bym się zintegrował z tymi dzikusami 😆😈

19(!) pionowych ujęć.

I zoomik na Šarišský vrch.

Ooo i gdzieś tam hen w oddali, Tatry widać!

Schodzimy i idziemy w kierunku kolejnego szczytu.
Słowacki busz 😉

Prryy. Nie za bardzo po drodze, jest miejsce na ognicho.
A w brzuszkach już burczy. Robimy postój na ławeczce.
Sponsorem odcinka jest pan Janusz, który uraczył nas taką, wędzoną polędwiczką od lokalnego producenta. Ahhh.

Mamy jeszcze tajna broń, ale to do pieczonej kiełby.

Palmy bukowe 😂

Ta mordercza "góreczka", na której byliśmy "przed chwilą".

O!
A cio tam w środku. Nie, nie zeszyt do wpisów, tylko dziennik meteorologiczny 😁
Dobra ta metoda meteorologiczna "na kamienia"😄

Tu fajowe miejsce na ognicho. Ale idziemy jeszcze na szczyt.

Jest i betonowy przekaźnik.

Kama wpisuje nas do pamiątkowego zeszytu.

Powracamy do "stacji meteo".
Taki stąd widok.

I biwakujemy.
Gregory vs Osprey, a tak się przytulają 😉

Zaczyna mocniej wiać, ale miejsce fajnie osłonięte. Kiełba dochodzi.

Przygotowania hehe.

Pikny jaszczur!


Mamy to!
Kiełba burger 😁

Najedzeni, schodzimy. Udajemy się łąkami, na skróty, do samochodu.

Jeszcze tylko przejść koło pszczółek 😲
Takie wozy-ule.

Hłe... blee, hłe, hłe... odpalił. Rozrusznik na wykończeniu? Ach ten buraczkowóz.

To jeszcze pod zamek!
Wyjście, też na skróty (znów stromo!). Co będziemy iść głupią drogą.

Eee, że płatne? I dodatkowo na wieżę jeszcze 1E czyli razem 3E.
W sumie nie dużo, warto... ale... my już po godzinach zwiedzania.

Na szczęście brama otwarta. Nikogo nie ma.


Pozmieniało się od mojej ostatniej wizyty.

Weszliśmy więc za darmoszkę. I z łuku postrzelał.
Ja nie trafiłem w tarczę, przeleciało górą.
Kama w ziemię, ale odbiło się i przykleiło do tarczy, więc, w sumie wygrała! 😂

Zwiedzamy dalej.
Wtem mówi:
"Patrz jaki hipopotam!".
Hmm, bardziej bym to smokiem nazwał, no ale, co to, piec jakiś?

No tak. Zapewne, jak słusznie zauważyła moja mądra główka, dużo dzieciaków tu przyjeżdża na "zamkowe warsztaty". Wypalają więc różności. Super! Może i "jej dzieciaki", kiedyś tu zawitają, bo nie daleko.

Ten zamek można określić tak:
"WOW ale tu fajnie!"
fot. Kama

Widoczek na Stráž.

I obie Stráže.

Mapo-makieta z zamkami, tylko w okręgu (okres) Sarysz.

Ciekawa "rynna".

Niestety wieża zamknięta 😢 No zapłacił bym za to zwiedzanie, aż taki Janusz nie jestem 😜

Schodzimy.
Jeszcze jedno ujęcie...
Rzepaki o zachodzie słońca.

Wisienką na torcie, była by jeszcze wieża widokowa nad Sabinovem. Skąd można zrobić ładne ujęcie, na wszystkie trzy górki, zdobyte tego dnia. Jednak już późni się robiło, trzeba uciekać do domciu.


Kącik kulinarny.


Zapiekane mini papryczki z farszem mięsno-serowym.


Składniki:

- Małe papryczki (słodkie)

- Mięso mielone

- Cebula szalotka, czosnek

- Oliwki

- Ser gorgonzola

- Przyprawy (soli nie dodaję, bo ser jest słony) i olej smakowy


Mięsko mieszamy z poszatkowaną drobno cebulą, przeciśniętym przez praskę czosnkiem i z przyprawami.
Trochę sera, do środka papryczki  na spód, mięsny farsz, oliweczki i serek z wierzchu.

Zapiekamy w nasycaniu żaroodpornym. 
Takie bardziej przypieczone wyszły, bo się zasiedziałem nad opisem hehe.
Ale i tak, palce lizać!

Smacznego i pozdrawiam.