poniedziałek, 14 września 2020



Brzanka 534m n.p.m
+
Biecz
18.08.2020r


Urlop cz2.

Pogoda mocno niepewna. Tatry trzeba odpuścić. Myślę, myślę i ... no przecie odpuściłem zlot "ekipy od chatek" w wiosce indiańskiej Darka. Odmałpowałem od nich, pojedziemy na Brzankę i do wiski indiańskiej ( https://www.wapiti.pl ), odwiedzić jej wodza, Darka :D

Docieramy na przełączkę za wioską Żurowa.
Dzwonię do wodza. Uuu, rozczarowanie. Wybrał się na kajaki. No cóż, nawiedzę jego wioskę, innym razem.
Zostawiamy samochód i w las.

Śmigał by tu na rowerku :D

Idziem idziem... a cio to?!

"Ciekawa formacja skalna zbudowana jest z piaskowca. Jest to lokalna atrakcja turystyczna, schody jak i siedziska zostały wykonane na zlecenie dworu w Ryglicach. Hrabina Stefania Szczepańska bardzo lubiła oglądać panoramę swoich włości właśnie z tego miejsca. Bez drzew porastających obecnie zbocze widok musiał być zapierający."

Fajowe!

Hopsia na górę!

Nawet siedzonka są ;)

Człapiemy dalej. Po drodze, marzę sobie, co by tu zjeść na bacówce.

Hłe hłe...

A cóż to za "twierdza"?!
Ktoś szykuje się na atak zombi?

Jeszcze tylko fosy i mostu zwodzonego brakuje :p

Już normalna chatka i widoczki.

Jest, docieramy!
No kurwa mać! Jak nie jakiś "dzień wewnętrzny", to bacówka całkiem zamknięta (otwarta tylko weekendowo i to w określonych godzinach!).
Noo nie!

Przynajmniej na wieżę da się wyjść :p

Obok wiaty grillowisko.

Panoramka z wieży.
Tatr niestety nie było widać, pogoda, mocno, taka se ;)

Wracamy do wozidła.
Ludzie (tym bardziej w górach) nigdy nie przestaną mnie zaskakiwać!

Lubię takie jary.

Koło koła skręć w lewo ;)

No tak, wioski indiańskiej nie odwiedziliśmy, bacówka zamknięta, trasa, licha. Co by tu zdziałać jeszcze, tym bardziej, iż pogoda nie zachęca. Może Biecz? Czemu nie :D
Odpalam klekota i jadymy!

Jest i ratusz z wieżą. Trochę pada :(

W brzuszkach burczy. Ponoć tu jest "ciekawie".

Nioo nioo...

I piwka regionalne mają, see see.

Kama zamówiła połowę porcji placka z gulaszem i zestawem sałatek. Dobre to było.
Ja trafiłem gorzej. Uwidziała mi się pierś z kuraka w sosie z suszonymi pomidorami i... czymś tam jeszcze :p Było to średnie, a frytki, tak, miałem ochotę na frytki, wręcz niedobre :p

Pojedzeni, idziemy zwiedzać.
To na początek wieża.


Ładne to miasteczko!

Schodzimy i teraz... tyle się nasłuchałem za gówniaka, o "szkole katów" w Bieczu. Zawsze, jak przejeżdżaliśmy przez Biecz, (a często jeździliśmy do wujka do Jasła), to chciałem zobaczyć te katowskie miejsce. I w końcu spełniłem marzenie z dzieciństwa.

Ekhmm, płacimy wstęp 4zł(?).
Włazimy i... eee, gdzie to się idzie. No, już nigdzie, to koniec. Łot kliktka 4x4m, loszek w podłodze i...

parę "zabawek" kata.
Hę i tyle? Tyle... Zonk :p

Blee, idziemy do większego muzeum.

Łoo, stary dzwon, drugi co do wieku w Polsce. Niestetu popsuli go. Musieli nieźle napier...niczać ;)

To nieczynne, fajna baszta.


Kolegiata Bożego Ciała.

Niestety zamknięta, a szkoda, bo środek jest piękny!
fot. ukradzione z neta :p

I jeszcze ujęcie z wieżą w tle.

To kolejne muzeum, głownie aptekarstwa.
A to ci niespodzianka, ten sam pan, co w poprzednim. Teleportował się? ;)
Robi nam rabat, bo dopiero teraz poinformowano nas, iż można kupić taniej, jeden "karnet" na wszystkie muzea. Aha, super :p


Łot i koniec tego zwiedzania. Zaspokoiłem mą ciekawość z czasów dzieciństwa. Kat... rozczarował :p
Jednak sam wyjazd, jak i reszta zabytków, bardzo na plus. A i parę tych regionalnych piwek kupiłem, ha!



Kącik kulinarny.

Kaszotto Łowicza podkecone sosem z prawdziwków.

Składniki:
- Owo koaszotto (kasza gryczana, warzywa - seler naciowy, cebula, por, marchew + przecier z ogórka kiszonego i podgrzybek suszony 0,6% :D ).
- Prawdziwki - oj jak dobrze mieć dobre duszyczki, co grzybkami poratują. Dzięki, dobra duszyczko :D


Szczerze, średnio to smakuje. Lepszy sosik był by z maślaków czy podgrzybków. Prawdziwki dobre do suszenia, na aromat (choć, może ja nie umiem zrobić dobrego sosiku z prawdziwków :( ). A samo kaszotto, takie se, dupy nie urywa, ale to prawie gotowe danie, takie dla "korposzczurów" ;)


Mimo wszystko, smacznego i pozdrawiam!

wtorek, 8 września 2020

 


Cmentarze z IWŚ
+
schron na Magurze Małastowskiej

17.08.2020r



Zaczynam urlop, wraz z Kamą :D

Będąc wcześniej na Jawo, zgadałem się z pracownicą schronu, która była niedawno na Magurze Małastowskiej. Jako, że darzę to miejsce sporym sentymentem, pomyślałem, czemu by tam nie zajechać. Dawno mnie nie było a i nowi dzierżawcy schronu są.

Co by urozmaicić wyjazd z moją lubą, trzeba było coś jeszcze wymyślić. Tak razem, tak romantycznie, będą cmentarze :D


Zajeżdżamy na parking na Przełęczy Małastowskiej i idziemy na pierwszy cmentarz.



Dalej w drodze na schron.

Mijamy go, aby najpierw pójść na szczyt i kolejny cmentarz.
Koło wyciągu, siakiś plac zabaw dla dzieciaków, spory.

Na szczycie pojawiły się ławeczki.

I kolejny cmentarz.



Wracamy...
Miejsce ogniskowe koło schronu.

Chatka, jak chatka, dużo tu jeszcze do roboty :(

Jest i owe, stanowisko na kawę i herbatę. Fajny pomysł!

Co by tu napisać, hmmm.
Bywałem tu wielokrotnie. I mam sentyment do tego miejsca. Z byłym "chatkowym" też mam, dobre stosunki (jakkolwiek to zabrzmi w dobie tęczowych flag ;) ). I tu własnie, pierwszy zgrzyt. Obecny prowadzący, niemal się obraził jak wspominałem o "chatkowym" (nie tyle o Watim, którego, może nie darzyć sympatią, ale o "funkcji"). Bo obecny dzierżawca jest "kierownikiem schroniska". No ja rozumiem, iż pan po filologii, no ale... hmmm.
Nie będę  wnikał w szczegóły, spytałem jeszcze o menu, które, w tych trudnych czasach pandemii (a tfu!), nie musi być oczywiste i rozbudowane. Skromne, jednakże fuczki kusiły. Nie dane mi było ich spróbować, ponieważ poniedziałek, to "dzień wewnętrzny". Ekhmm. Ok.

Jest i sławna winda do bezkontaktowej obsługi klientów :D

A cóż to, nie ogarniam, główka w formalinie? :p

I jeszcze ta baba jaga. Siakieś gusła tu odprawiają czy ki czort?!

Opuszczamy to miejsce i jedziemy na Regietów.

Mijamy bazę namiotową i w górę.
Aaa, zapomniałem aparatu! Kto nie ma w głowie ten ma w nogach.
Uff, nawet trochę się spociłem ;)
fot. |Kama (obróbka Piżmok)

Człapiemy dalej.


Docieramy.
W każdej pogodzie robią wrażenie.


Obok Obok jest miejsce na ognicho, ławeczka i krzesełko, eee fotel, ba, a może tron!

Jest tron, jest i moja królewna :D

Schodzimy. Palę klekota i co? Już powrót? Ano nie, kierunek Wysowa Zdrój i... ponoć całkiem niezła włoska restauracja, się tam znajduje.

Ja zamówiłem makaron z musem dyniowym. Całość  posypana parmezanem, noo tak, gzie ten parmezan?! Poskąpili strasznie :( i pietruszką. Łee, nie przepadam za liśćmi pietruszki, a tu tak dowalili.
Ogólnie, makaronu było sporo (chyba za dużo, na zatkanie ;) ). Mus dyniowy super, tylko więcej serka i mniej pietruszki i było by dla mnie idealnie.

Po obiadku, przenosimy się na leżaczki :D

Akuku.
W oczekiwaniu na deser.
fot. |Kama (obróbka Piżmok)

A cio to?
fot. |Kama (obróbka Piżmok)

Cmentarze, cmentarzami, jest i romantyczny akcent.
Tiramisu.

Ja się na tym nie znam, jem mało słodkiego, ale to było pyszne, nie, to było arcypyszne! Kama, bardziej obyta w takich rarytasach, twierdziła, że jedno z lepszych jakiekolwiek jadła :)

Opuszczamy ten zacny lokal i wracamy do Krynicy. Na koniec, foteczku na "ciekawe" ostre koło :D


Kącik kulinarny

Mięso mielone z makaronem w sosie meksykańskim.

Składniki:

- Mięso mielone - najlepiej wołowe.

- Makaron, świderki.

- Sos - pomidory, czosnek, papryczki chili, ajvar (niestety nie miałem papryki a sklepy pozamykane :( ).


Aaa, na zdjęciu zabrakło czerwonej fasolki. Jest niżej :P


Ciachamy pomidorki, papryczki, czosnek też i jedziemy z nimi blenderem!
Dodajemy ajvar. I na patelnię, aby woda z pomidorów nieco odparowała.
Tak powstaje nam sos. Do smaku sól (myślę, iż pieprzy już nie trzeba ;) ).

Na osobnej patelni podsmażamy mięsko i potem całość ląduje na talerzu z makaronem.

Smacznego i pozdrawiam!


poniedziałek, 17 sierpnia 2020

 


Trochę tu, trochę tam ;)

Opis zbiorczy.


Tak to bywa, że i Świętą Górę potrafię zaniedbać.

Aż się załoga schronu stęskniła za mną, albo tylko tak udają, żeby mi było miło :p Jakby nie było, postanowiłem ich odwiedzić.

Hmm, chyba mnie jednak troszkę lubią ;)

Dostałem krążek sera pleśniowego i... nie, nic sobie nie złamałem, nic nie odpadło i nie wiozę do szpitala hehe. To noga dzika, w soli i przyprawach.

Dzięki Łukasz!


Szmery bajery, a to jeszcze na szczyt. Zobaczymy co U Grażyny. U niej, też dawno nie byłem. Niestety nie zastałem jej, ale za to pobyczyłem się na leżaczkach :D


Jeszcze trasa na Runek i "nad Słotwinami" i na deptaczek.
Trochę śmiesznie wyglądałem z tą nogą dzika wystającą z plecaka i serem, w plastikowym pudle. Ojj, wytelepałem go po drodze, że trzeba było łyżką wyjadać. Śmierdziuch straszny, ale smak... coś niesamowitego. Dawno nie jadłem tak dobrego "śmierdziucha". Nóżka, to chyba jednak jest niejadalna. Sona strasznie i mocno ziołowa. Na razie "dojrzewa sobie", może nie wyjdzie sama :p Nie mam pomysłu co s tym zrobić (do bigosu/kwaśnicy?). Łukasz stwierdził, że najlepiej będzie, jak "zakopię" buahaha.

Ąę, czasem trzeba się odchamić ;)
Planowanie z Maćkiem.


Tak to z planów wyszło, że nic nie wyszło. Straszyli strasznymi burzami i co... jajco. Ehh. No cóż, góry nie uciekną.

Za to w sobotę z rana bawiłem się w człowieka lasu.
Siekierka, piłka i "trochę" drewienek naszykować na ognicho. A co to, panieńskie jakieś czy co?! Same baby! Żadnego chłopa nie zaprosili, nawet MNIE! ;) Cóż, wolę nie wiedzieć, co się tam wyprawiało :p

Co jak co, jako wielki zwolennik toporków, muszę powiedzieć, iż taka składana piłka, robi niezłą robotę!

Zamiast Tatr, miałem plan awaryjny, na wyjazd rowerkiem z namiotem. Pogoda ciągle niepewna a mnie ogarną leń. Zresztą, zanim bym się spakował i wyjechał eee. Będzie Jawo :p

Stylówa musi być ;)



Jak stylówa, to stylówa po całości! Cóż za piękny górski bucik.


HA! Ja też mam ognisko hehe.
Zostałem oddelegowany do pilnowania tego paleniska. Nie, nie było palone plastikami :p


Ileż można ślęczeć na schronie. Jeszcze się mną przejedzą i znów będę musiał zrobić sobie od nich wolne ;)
A może teraz trafię na Grażynę?
Zajeżdżam, a tu zamknięte. Kukam, stukam, jest gospodyni :) Ląduję w środku, przychodzi jeszcze goprowiec i... szczyt Jaworzyny, Gopr, a tu morskie opowieści, he?
Sam już nie wiem, czy to od tego "sztormu" na filmiku, czy od tego diabelskiego wynalazku co mi gospodyni zmajstrowała, podłoga w gospodzie, zaczęła się chyba lekko uginać ;)
Przecież ja mam być już grzeczny :p

Uciekam na dół.



Niedziela. Będą burze, czy nie będą?
Tak całkiem bez planu, a pogoda za oknem ciekawa. To może, sprawdzę co to wymajstrowali za trasę zjazdową koło wieży widokowej na Słotwinach. Więc Halną, przez Górę Krzyżową na Słotwiny.

Co oni zrobili z tym szlakiem?! Po tym nie da się jechać, no tak, uleży się, to zaś będzie jak asfalt, ehh.


Jest. Eee, nie lubię takich tras, band, hopek. Ani rower do tego, ani technika :p
Ale przejechać musiałem.


Łee, głupie to. Więcej nie pojadę, bardzo głupie :p Na jednej hopce, prawie mnie katapultowało hehe.
Zdjęć nie będzie, bo jest głupie i chciało mnie zabić ;)

Mały postój na dole.
Ooo, nowe Oshee. Jak ktoś narzekał, że chemia, to wprowadzili "nie chemiczne". Myślę, iż bardzo dobry krok.

Wracam na Przełęcz Krzyżową.
Pttk, halo! Coś się wam zepsuło! 

Jadę sobie spokojnie, a któż to? Adam!
Oj ty kusicielu, tii tii ;)
Zjeść coś musiałem, bo mnie ssało.


I mam nowego przyjaciela :D


Adam na dół, a ja jeszcze na szczyt i też w dół.
Przejeżdżam koło Edy i... no tego KTM_a wszędzie poznam. Po hamulcach.
A tu się ptaszki schowały :D


O, jak ładnie przystrojona blokada amora :D


Głupie opony, Vittoria Barzo. Szybko schodzą. Delikatne. Tu coś zjadło :p

Opowieści dziwnej treści.
A ja dalej głodny. No tak, dzień wcześniej w sumie nic nie jadłem, teraz miałem gastro fazę. Trzeba nadrobić :D
Gołąbki, nawet ładnie podane, chyba bym im sypnął trochę pieprzu i maggi, ale to już, wg smaku i uznania. 

Tak to się żyje, na tej wsi ;)


Kącik kulinarny...

 wyżej hehe.