poniedziałek, 11 maja 2020



Bacówka nad Wierchomlą 
z Aliną
+
szosowo Wysowa-Zdrój 
z "retro Józkiem" :D
9-10.05.2020r.


Sobota 10.05.
Chłopaki umawiają się na szosę. Pętelka Doliną Popradu + wieża widokowa na Woli Kroguleckiej.
Rok temu, o tym czasie, to bym był pierwszy na takie wyjazdy, ale teraz, opętał mnie leń. I...
dałem się namówić na spacerek. Ze znajomymi z Tajnej Nielegalnej Grupy Górskiej ;)
No chyba już całkiem zdziadziałem, jak umawiam się na wyjścia z babciami :p Upss... chyba zrobią mi za te "babcie" kręcenie wora. Taa, chciały by hehe.

Dobra, koniec podśmiechujków.

Czas startować i co, Ela wystawił nas do wiatru. Oj nieładnie, nieładnie. Zapamiętamy to sobie.
Temat już ugadany, samochód się grzeje, trzeba jechać.

Zajeżdżamy na Szczawnik. Atak nartostradą. Hmmm, nigdy nie lazłem nartostradą, zawsze szlakiem albo drogą.
Nioo, niezła wyrypa będzie.

Uff, zagotowałem.
Ale, mam tajną broń! Zrobiłem zakupy w Decathlonie, w tym, takowe gaciory z odpinanymi nogawkami. Fajne, bo zamek po całości do kolan i można bez problemy zrobić sobie sporą wentylację lub odpiąć całkiem bez ściągania butów.
fot. Alina

Ooo, takie coś znalazłem. Trzeba tylko umyć i na wypady w las, może byćto całkiem niezła alternatywa dla toporka. Lubię toporki, ale to nie głupie i lżejsze. Składane ostrze z blokadą.

Dalej Alina znajduje futerałek na siekierkę/toporek. Będzie jako zapas, jakbym oryginał od Fiskarsa X5 zgubił.

Noo, noo, ładne widoczki, ładne.


Nieco wyżej, podmokły teren i kaczeńce.

Robimy popas. Eee już?!
Ja mam chlebki grahamki, suche, kiwi i... super miodzik. Zmieszany ze skórką pomarańczy(?). Świetny smak!

A ta nabrała żarcia, jak dla całej wycieczki!
Jest "kanapka dla psa" ;) i różnorakie smakołyki. Truskawki, ponoć polskie (spod folii). Hmm, może, nawet czuć było tą truskawką.

Omm niomm niom!
fot. Alina

Człapiemy dalej.
Coo?! Znów popas? W takim tempie, nie dojdziemy na bacówkę przez zachodem słońca :p
Jednak, nie da się ukryć, iż pięknie tu.

fot. Alina 

Skoro już się wylegujemy, to... no bimberek mi się zagotuje w piersiówce.
Wasze zdrowie!
Alina kierowca, nie dostanie nic. Będzie więcej dla mnie :D
fot. Alina 

Człapiemy dalej.

Biedne drzewo owocowe. Toczy walkę jakimś grzybem/porostem? Pąki są, a nie ma liści :(

Łoo kruca, ile luda. Jaka kolejka!
Nie będzie piwka?

Całą łąka okupowana.

Hi hi
fot. Alina

Tak nieskromnie ;) się pytam, czy będzie bardzo zła, jak ją zostawię :P i pójdę sobie przez Runek na Jawo. Nie była zachwycona, no ale cóż. Taki ze mnie zimny drań.
Dzięki Alina za jedzonko. Jak następnym razem weźmiesz tyle, to będziesz musiała sama zjeść! A nie tuczyć biednego Piżmoka. No!

Spotykam jeszcze Marcina - pana na włościach.
Chwilę gaworzymy i idę na wierchomlańskie Stonehenge ;)
Kolejka się zluźniła i w końcu można było zamówić piwerko.

Jak prehistoryczne miejsce to i prehistoryczny jaszczur :D

Żegnam się z Marcinem i ogień na Jawo.
Żwawo mi się szło.

Docieram, trzeba zrobić odbiór nowej recepcji.
Hmm... nie no, tragedii nie ma. A tak mnie Kozin straszył, że zrobię raban, jak przy "jaworzyńskich schodach". Nawet całkiem nieźle to wyszło.

Kradę ostatniego porterka.

Ha! Mam cie, nie zdążyłeś się schować (nie mam na myśli psa :p ).

A ja poznałem nowego kolegę.
fot. Łukasz

Namawiałem go, aby mnie odprowadził, ale nie chciał. Za dobrze mu na Jawo. Może to i dobrze, że się nie zgodził. Chyba by mnie odwieźli w wiadome miejsce ;) jakbym chwiejnym krokiem schodził z Jawo z krokodylem na smyczy, tudzież w plecaku. Zresztą, nie miał maseczki! hehe.

Niedziela 10.05

Wrażliwe osoby, proszone są o nie patrzenie na to zdjęcie ;)


Cóż za piękny, świński róż. Ale mi zjarało syry. I to jeszcze w długich skarpetach trekkingowych. I jak tu wyjść teraz na rower ;)

Dzwoni Maćko, ja "eee".
Po jakimś czasie, dzwonie ja do niego, a ci już jadą, "ejj, czekajcie na mnie!"

Poczekali, dobre kamraty!
Jedziemy spacerkowo. Na Wysową-Zdrój.

Tak to jedziemy i jedziemy, a tu, jebudu.
- No ten znak mnie znienacka zaatakował. 
Rzecze Józef.

Bidny stłukł nadgarstek i się poobdzierał :(
Niemrawa minka.

Pokaż łokieć. No obdarte, "parę" dni będzie bolał.

W kolejce na coś na regenerację (dania na wynos).
Józek bierze barszcz z uszkami.

A ja zamawiam pierożki po beskidzku.
Czyli ruskie ale do farszu dodany czosnek niedźwiedzi.
Bardzo smaczne i mocno okraszone masłem. Mniam!

I na co komu carbonium za 10k?!
Biedny Józek, trochę się męczył. Napęd 39/23 :p
Banicę objechaliśmy, ale z Piorunem musiał się zmierzyć. Motywowałem go, że jak wyjedzie, to stawiam piwo! Chyba pomogło, bo skubany zmęczył! Jechał część drogi trawersem hehe, ale dał rady!

Dołączył do nas jeszcze Wojtek i na spokojnie, zjechaliśmy do Krynicy, przez Krzyżówkę, co by nie męczyć już Józka, wywrotowca ;) ani Romą, ani tym bardziej Jakubikiem.
Dzięki chłopaki, za fajną przejażdżkę.



Kącik kulinarny.

Makrela wędzona z kaszą i pieczarkami.

Składniki:
- Makrela wędzona (bardzo lubię)
- Pieczarki brunatne
- Kasza pęczak z dodatkami (fajna, aromatyczna)
- Pesto z czosnku niedźwiedziego (jak sezon, na niego, to sezon!)

Kasz do gara. Potrzebuje około 30min aby doszła.
Pieczarki w plastry i na masełku, podsmażamy na patelni. Potem dorzucamy makrelę.
Ugotowaną kaszę, dodajemy na patelnię do pieczarek i ryby i mieszamy. Można skropić oliwą, ale ja daję nieco więcej masła, do gotującej się kaszy.

Na górę troszkę pesto. Smaczny i aromatyczny posiłek gotowy!

Smacznego i pozdrawiam!

piątek, 8 maja 2020



Jaworzyńskie włóczenie
+
adopcja psiaka z krynickiego schroniska
07.05.2020



Hoł!
Tak jakoś wyszło, iż w czwartek miałem wolne.
Pogoda nie rozpieszcza, ale coś by zdziałał.

Zacznę mało optymistycznie. Ponarzekać sobie, dobra sprawa, od razu człowiekowi lepiej ;)
Wybrałem się, do schowka w serwerowni, po "małe co nieco" :p
Po drodze, zahaczyłem o warzywniak.
Kalafior, rzodkiewka 2x, pomidory i koszyk kiwi... 25zł!
He? Wszystko drożeje :(

Dobra, ponarzekałem sobie. A na poprawę humoru ;) "tylicki bimber". Czasem coś ciekawego wpadnie od lokalnych "Panoramiksów" :D przy instalacji internetów.

Przelane do piersióweczki. O tak, goszczą w niej trunki, idealnie pasujące do grafiki hehe.

W drogę...

O i wiewiór na drzewie się chowa.

Podejście nartostradą, a tam sarny. Niestety, dość szybko skapnęły się, że Piżmok nadciąga i uciekły.
Szkoda, że jakiegoś teleobiektywu nie mam. Bo przez ładne kilkanaście sekund stały i gapiły się na mnie (szedłem pod wiatr, więc tyle co mogły mnie usłyszeć, czy wypatrzeć).

Przed Diabelskim Kamieniem - bajzlowisko. Dwa buki leżą powalone.

Pyk cyk, na miejsce z czosnkiem niedźwiedzim.


Zerwałem odrobinę do gotowania w terenie i trochę na handel na schronisku ;)

Stanowisko gotowe.
Wiejskie jajca 3x, pieczarki brunatne, trochę masła i owego czosnku.
Do tego napar z imbirem, cytryną i miodem.

Pieczarki nieco podpiekam z czosnkiem.

Dorzucam jajca i obiad gotowy :D

Szybkie jedzonko i trzeba uciekać. Mimo, że przebrałem się w suchą koszulkę, to jakoś się wychłodziłem podczas tego zbierania i gotowania.

Dalej przez szczyt (zero widoków na Taterki) i na schron.

A tak tutaj trochę na dzikca, ileż można chodzić szlakami :p

To jest nader ciekawe. Czy te chabazie rosły i przebiły hubę, czy huba je obrosła?
Tak czy inaczej, ciekawie to wyglądało, ot taki domek/karmnik dla ptaszków ;)

- Panie Piżmok, proszę mnie tu polać! ;)
Niezawodny Hektor.

Ale kruca zimno. I "piździ jak w kieleckim" ;)
Dobrze, że miałem termos i coś na rozgrzanie. Piwa odmówiłem.

W drodze na dół, Lackowa i Busov.

A mówią, że w Warszawie jest tłoczno ;)

Cóż to za ptasiory?! Jakieś "jaszczomby" czy co?!
Nie, to tylko wrony, ale jakieś, takie wypasione.
Od razu przypomniał mi się film, co za gówniaka się oglądało, klasyk, "Ptaki" Hitchcocka. Aż mnie ciarki przeleciały ;)

Ojj, będzie tu trochę poziomek :D

Kiciusie w polu.

Idę na działkę, do staruszka.
Uwidziało się mu, kupić pieska. A po co ma kupować, przecież można przytulić schroniskowego.
Za mą namową, pojechał i upatrzył sobie jednego.

Po drodze spotykam Jurka.
Ha, witaj brachu, to, po jednym! :D

I owy piesek, tzn suczka.

Z nowym panciem :)


Ma jedzonko, dużo pije na razie. Jest i leże, ale upodobała sobie fotel (trzeba będzie jakiś pokrowiec kupić, bo ojciec nie ma zamiaru gonić ją z tego miejsca).

Fajny psiak, na razie, grzeczny i mało szczeka :)

A wisienką na torcie owego dnia, jest ognisko.
Wiele nie trzeba, dwa pustaki, trochę drewna i "krata" (nie, nie krata piwa ;) ).
Jednak wieczorem, zrobiło się mega zimno. Przenikliwy chłód pomieszany z wilgocią, bryy.
Ale fajnie było sobie pogadać przy ogniu.



Kącik kulinarny

Makaron z pesto z czosnku, wiadomo jakiego hehe, z dodatkami.


Składniki:
- Makaron (co kto lubi, ja użyłem świderki)
- Pestki dyni
- Orzechy włoskie
- Ser pleśniowy
- Oliwa z oliwek
- Pesto z czosnku niedźwiedziego (takie na wypasie, z parmezanem i orzeszkami - dzięki Iza!).



Pestki dyni i orzechy prażymy na patelni (bez tłuszczu!).
Cienko pokrojony ser pleśniowy, kładziemy na świeżo ugotowanym makaronie. Posyspujemy pestkami i orzechami, dodajemy pesto. Na koniec skrapiamy oliwą.

I gotowe!
Szybkie, smakowite danie.

Smacznego i pozdrawiam.