wtorek, 10 września 2019



Kôprovský štít 2363m n.p.m.
05.09.2019r.



1... 2... 3... w Tatry jedziesz Ty!
Niezły spontan. W środę dzwoni do mnie Maciek. Ma przymusowe wolne w czwartek. Czy też coś nie wysępię. Czwartek?! Tak z ni z gruchy ni z pietruchy. No ale, z robotą trochę się odrobiliśmy, wszyscy są w firmie (żaden na urlopie), szybkie konsultacje... mam wolne!

Gdzie by tu pojechać. Cały czas chodzi za mną ta Tępa.
Jednak trzeba by się wracać po samochód (elektriczką?), późno wyjeżdżamy, to żeby nas też noc nie zastała... hmm.
A na Koprowym Wierchu nie byłem. Można iść.

To idziemy. Maćko werbuje jeszcze siostrę. Izę.

Przy odbiciu na Popradzkie Pleso...

Ło kruca, ale zapieprzają.
Ten to ma "siedmiomilowe trampki", jeden jego krok to trzy moje. A jego siostrunia, też nieźle pali kapcie ;)

Uff, docieramy. Koniec tego nudnego :p asfaltu. Średnia wyszła nam prawie 6km/h, ogień w piszczelach :p

Budka z towarem do wyniesienia na Chatę pod Rysami, pusta :( W sumie, nie ma co płakać, bo przecie później odbijamy w inną stronę.

Pierwsze widoczki. Pogodę mamy cudną. Nie za gorąco, trochę chmurek. Piękne słonko. Żyć nie umierać!

Po drodze do przekroczenia dwa wodospadziki. Po ulewnych deszczach, nie chciał bym tędy wracać :p

I kolejny.
Coolio chlipie wodę.

Księdzu to i o swym synku pomyślał. Ma dla niego wodę.

I rzut obiektywem na wylot doliny mięguszowieckiej.

Wielki kamyczek i małe kamyczki.

Na prawo, w chmurach, schowana Vysoka. My podchodzimy z lewej strony, aby dojść do...

wypłaszczenia, czyli Hincova dolina.
Pięknie tu!

O tam moi drodzy, musimy się wydrapać.


Ujście z Veľké Hincovo pleso.

To jeszcze Malé Hincovo pleso.

To podejście pod Vyšné Kôprovské sedlo 2180 m - do lekkich nie należy :p
Trawersik ze wzmocnieniami z bali.

I oba Hincove plesa razem. Ahh...

Coś mi zaczyna świtać, jakieś wspomnienia jak przez mgłę, że chyba jednak tu już byłem. Hmm.
Maciek twierdzi, ze on był na pewno. A ja mam zagadkę.

Docieramy. Chwilka przerwy, batonik i atak szczytowy :D

Coolio jeszcze jedna porcja wody.

Pyk, pyk, jak Piżmok Górski i jestem na szczycie :D
Widoczek na Temnosmrečinské plesa i polskie taterki.

Nie no, dobra. Na 100% (jednak, lol) już tu byłem! Ale kiedy, z kim? Ale dziury w mózgu!

Idzie wielki człowiek!

Kapitalne widoki, a chmurki dodatkowo urozmaicają krajobraz, rzucając gratis cienie na szczyty.

Moje stanowisko do panoram ze szczytu. Trochę dużo ludzi jak na czwartek, ale coś się tam przyfociło bez nich :p

Akuku.

Nad tą przepaścią, trochę bojno było kucać ;)

Coolio też podziwia szczyt. Wylazł, zuch pies!

Jest i Iza na szczycie.

Uuu, pies zdechł :p



EDIT
Ahhh te kobity. Iza mi beczała, że brzydko wyszła, ehh. No to jej nie ma :p


"Widziałem orła cień!"
Złaź głupku, chodźmy na dół, bo ciągnie po plerach. Zresztą, odwiedzimy schron i zjemy jakąś polievkę i... piwerko w nagrodę ;)

Fajnie mi się schodzi ale... coś czuję kulasa :(

Jeszcze parę ujęć przy stawach. Przy tej pogodzie wyglądają obłędnie.


Iza pozuje.

Lecimy na dół jak wściekłe kozice. Niestety Coolio idzie nieco wolniej. Chyba go trochę łapki (opuszki) bolą. Nie przyzwyczajony do skały. Toż to beskidzki pies, nie tatrzański ;)
Iza zapiernicza jak kozica na sterydach. Bierzemy wszystkich, w którymś momencie, wyprzedzam ją i ogień. Ona za mną, mijamy dwójkę młodych, co żwawo idą i słyszę tekst "ale dopierdalają".
Poniósł nas zew prędkości.

Idziemy zająć miejsce w schronie i czekamy na Maćka z synkiem.

Należy się!
Staropramen Nefiltrovaný a do tego polievka coś a'la nasza kwaśnica. Bardzo dobra.

Jest braciszek i siostrzyczka.

Jeszcze jedna foteczka i ogień w dół. Oby jak najszybciej minął ten cholerny asfalt.

Iza znów zapiernicza. Skąd ona to bierze?! Zatrzymałem się na chwilkę, tylko ściągnąć kamizelkę i nie mogę dogonić. Musiałem podbiec trochę.

Do wozu i w planie, popas w Stará Ľubovňa. Nie, nie u Franka, na którego coraz więcej osób narzeka. Ba, nawet nie w Panoramie. Jedziemy obadać nowo odkrytą restaurację: "Palma".

A co na parkingu koło osiedla. Czarna Wołga :D
Jak Mercedes ma "gwiazdę", Rolls Royce "aniołka" (czyli Spirit of Ecstasy), tak tutaj mamy... łeb Lenina. Fak!
Kogoś trochę poniosło ;p

Pojedzeni wracamy do Krynicy. Wyskakujemy jeszcze na szybko z samochodu, strzelić zachód słońca.


Docieram do domu. Nadal nie daje mi spokoju, ten Koprowy. Przeglądam archiwalne zdjęcia i co? Wiecie z kim tam byłem, z księdzem. Buahaha. Tośmy się dobrali, głupi i głupszy :p




Kącik kulinarny.

Tym razem, nie może być inaczej, jak prezentacja jedzonka z owej restauracji.
Na początku link:
https://palmagastro.sk


Mają ciekawe, ładnie graficznie przygotowane menu.

Maćko zamawia standardowo - cesnaková polievka - twierdzi, że dobra
Iza, rosół - podsumowała, iż bardzo dobry! Do tego Čierny čaj - dostała jakąś gruzińską herbatę (ciekawie).

Ląduje pizza - biorę tylko kawałeczek na spróbowanie. Naprawdę dobra.

A ja zamawiam takie cuś...
Chili Con Carne:
Polędwiczki wieprzowe,fasola, cebula, kukurydza, ketchup (taki a'la sos bardziej), chili, ser, pieczywo (takowe trzy, malutkie bułeczki).
Podane całkiem zacnie, na patelni :D

Nieco na modłę meksykańską ;) ale nie bardzo ostre. Dla mnie w sam raz. Smakowo - Bomba!

Smacznego i pozdrawiam!


wtorek, 3 września 2019



Koczowanie na Jaworzynie
+
koncert Vis a Vis duet.
31.08/01.09.2019r.



Mamy piątek, to jest 30.08.2019r. 
W pracy, jak to w pracy, ciągnięcie druta ;)
Parę minut przed 16 dostaję telefon, czy jestem w domu i miałbym parę minut. No niestety nie, jestem w pracy do 17. Ale, ale... o co chodzi. Aaa, odebrać tort, na "czarnym", przed 16:50. Dam rady.
Sprawa załatwiona, więc mam obiecane piwko i schabowego na Jawo! :D
No to jak to nie skorzystać. Tylko... dyżur mam :( Hmm, no ale, na noc, z namiotem, czemu nie :D
Szybkie pakowanie i późnym popołudniem ląduję na Jaworzynie.

"Moja" tajna miejscówka. Między starą goprówką, a budynkiem gospodarczym (garażem).
Trochę tu zarosło :P

Łukasz chciał mi pożyczyć kosę. Eee, jeszcze bym sobie krzywdę zrobił ;) A po co mam pancerne buciory. Dobre do ugniatania :D
I gotowe!

Tego dnia, przy schronisku koncertował" Vis a Vis duet.
Miło w promieniach zachodzącego słońca, posłuchać dobrej muzyki.


Miał... jako staremu kociarzowi (nie mylić ze świadkiem Jehowy ;) ), szczególnie ten utwór wpadł mi w ucho hehe

Ok. Idę obadać co na szczycie.
Zachód nie zapowiada się spektakularnie. Tatr nie widać, jest sporo chmur na południowym zachodzie. Wracam na koncert.

Ot takie cuś jeszcze po drodze.

Aaa, noo, jakąś wodę na noc/rano. Co bym nie usechł. Kropla Beskidu aby nie suszyło ;) a w karafce, woda do gotowania.
Nawet udało mi się jej nie wylać, a musiałem skitrać w przedsionku namiotu, co by się jakieś robale nie potopiły ;)
Aaa, dzięki Łukasz za liofiza. Na pewno spożyję na jakimś wyjeździe w dzikie góry :D

Ooo, ksiądz przyjechał na swym rowerze "góralskim".

Z widokiem na wieżę widokową na Słotwiny Arena.

Zachód... przed starą goprówką rozpalają ognicho, dla grupy śpiącej w schronisku.

A to ci żarłoczna ta grupa ;) Jedzonko z grilla sobie jeszcze zamówiła.

Tee, Maciuś, co Ci się tak oczka śmieją ;)
Pizdusiowu musiałem czołówkę pożyczyć. Bo by jeszcze skończył gorzej jak ja, wracając z nim z Wierchomli :p
A Łukaszowi dziękujemy, za domowej roboty, poczęstunek w kubeczkach :D

Takie rzeczy dla grupy.
Ja też muszę coś zjeść. Bo mi odetnie zaraz. Kasia ratuje mnie kiełbą. Dzięki!

Ekhmm, takie "rarytasy" szefo kitra w swej tajnej szafie ;)
Ale, ale, zaraz, tylko 38%, to dla dzieci :p Mało, nie mało, dobrze, że nie poszło w ruch. A w dodatku, dowiedziałem się, iż ten torcik to był dla niego. A ja nie mam prezentu :( Aaa, zaraz, mam. Przecież mam pigwówkę hehehe. Nie chciał przyjąć (rozumiem, też tak mam, czasami ;) że już na alkohol nie mogę patrzeć), ale dobrze, iż zabrał. Bo bym jeszcze wypił całą :p

Ognicho jest. Dosiadam się.

Z lampą, przynajmniej wszystkich widać :p

I bez lampy, ale ciężko, aby nikt się nie ruszał w tak licznym gronie.

Lubię focić ogień i żar. Jakieś takie, pierwotne instynkty wtedy się we mnie budzą.

Opuszczam towarzystwo. Wybieram się na wschód słońca. Choć trochę trzeba pospać ;)

Wstaję o 5.

Pierwszy września 2019r ... 80_ta rocznica wybuchu drugiej wojny światowej. Chwila refleksji. Nie każdy, miał tyle szczęścia, żyć w takich czasach, aby pierwszego września, siedzieć sobie w spokoju na szczycie góry i podziwiać wschód słońca.

Ahh te mgły, otulające Krynicę.

I przelewające się przez lokalne pagórki.

Ojj, trzeba chyba kupić jakiegoś zooma, bo to max  mojego aparatu + spory croop.

Wyłazi :D

Ot i taką parkę gołąbeczków ustrzeliłem.
Pozdrawiam i oby do zobaczenia na szlaku, panie Oscar.

Im słonko wyżej, tym kolory inne, a i "kiszonka" na dole się zmienia.


Wracam, troszkę sobie dzikcując.
Paprotny las :)

I schron od dupy strony :P Gdzie kiedyś był szlak.

Trzeba coś zjeść.
Jestem głodny jak... Piżmok!
Saszetka z suszonymi pomidorami, bazylią i czosnkiem. Cała ląduje w Natural Mix, Ryż, fasolka, papryka, cebula i curry.

Się gotuje.
Wpieprzałem jak małpa kit! Z tą przyprawą, jest mega!

Zdjęcie pod tytułem:
"Ciężko jest lekko żyć" ;)

Ha! Poznałem gościa, co robi GSB na rowerze. Pozdrawiam!
Ciekawy patent na "chlapacze". Twierdzi, że przetestował w długotrwałych deszczach i w ciężkim terenie. Nic nie pęka, nic nie strzela, a koszt "żaden". Zrobione z kawałków starej karimaty na trytytkach :D

Panzer buten!

Ojj, już 8 lat ze mną. Powoli dogorywają :(
Łukasz się śmiał, że jego buty skiturowe (siakieś carbą laczki) to 700g, a ja mam buciora 1200g! :p

- Dzień dobry, co możemy podać.
*A czyż to już jest dobra pora, na odbiór obiecanego schaboszczaka?

Tak, to dobra pora :D
Om niom niom!

Dzięki ekipo z Jawo, za gościnę. Do zobaczenia... wkrótce ;)



Kącik kulinarny


Kotleciki kalafiorowe + chipsy ziemniaczane z pesto rzodkiewokowym.

Składniki:
-Kalafior (takiego skurwisyna upolowałem za 3zł :p ).
-Masło (do kotlecików).
-Ser pleśniowy Turkusowy, na wierzch gorących kotlecików.
-Jajca (do kotlecików).
-Ziemniaki na chipsy.
-Pesto z liści rzodkiewki, orzechów włoskich... (no to co niedawno, nic nie może się zmarnować :p ). 
-Bułka tarta (do zagęszczenia masy kotlecikowej ;) ).
-Przyprawy (papryka ostra + przyprawa do pizzy, czosnek, sól, pieprz, oliwa z oliwek z ziołami i chilli - zabrakło na focie :p ).

Jak tak cienko pokroić ziemniaki na chipsy. No nie jestem masochistą ;)
Idealnie do tego sprawdza się obieraczka (ale dobra, ostra) do warzyw.

Roztapiamy masło z przyprawami i maczamy w nich "płatki ziemniaczane".

KAlafiora gotujemy, potem dodajemy jajca, przyprawy, bułkę tartą i blendujemy. Uformowane kotleciki smażymy na patelni. Na wierzch ser pleśniowy.

Chipsy do piekarnika i... noo, coś mi czarne wyszły. Buahaha. Tak to jest, jak się robi parę rzeczy na raz. No ale zjadłem (naprawdę). Węgielek dobry jest na brzuszek ;)
Ser nie zdążył się rozpuścić. Byłem tak głodny, że nie czekałem, tylko wchłonąłem tą porcję w takim stanie, od razu.

P.s.
Chipsy postaram się zrobić prawidłowo (tzn nie spalić), niedługo jeszcze raz, bo zostało mi trochę tych cienko pokrojonych ziemniaków.


Smacznego i pozdrawiam.