wtorek, 3 stycznia 2017



Sylwester z namiotem.
2016/2017 r.


      Przyszedł pomysł, aby się nieco wyalienować i spędzić sylwestra pod namiotem, w lesie. Jednak im bliżej zrealizowania planów, tym wybór był coraz łagodniejszy.
Z początku nieco przestraszyła mnie poranna temperatura -14C.

Zaczynam pakowanie.
Trochę mi zeszło, leniwca dostałem i z legowiska wypełzłem dopiero po 11 :p
Zabrałem trocheżarełka i wodę, w tym jajka wbite do plastikowej buteleczki na jajecznicę. Są też dwa kartusze 100g (tak na zaś, bo w planach było dużo gotowania) wraz z palnikiem BRS-3000T

którego szczerzę polecam za rewelacyjny stosunek ceny/wagi/wydajności.
Zabrałem też 1,5l czystej wody do gotowania. Topienie śniegu do mnie nie przemawia bo mimo, że góry, to jak smog z nad Krakowa by przywiało, to aż sięwłos na głowie jeży, co można wypić ;)
Jednak plany uległy zmianie podczas podejścia na Jaworzynę. postanowiłem upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. I pokoczować z namiotem, ale też ze znajomymi przywitać sylwestra. Rozbiłem się między starą goprówką a goprowym garażem.

Jest i kolacja.

  Mimo, iż panowała olbrzymia inwersja, rzadko kiedy tak spotykana tak duża (Krynica dół -12/-14C szczyt +2,5C!) to wiało skutecznie utrudniając mi gotowanie. 
Rozwiewało płomień, gasząc palnik. Wkopałem w śnieg i osłoniłem plecakiem. I tak zjadłem na wpół ciepła :p Nie, nie dało się gotować w namiocie, to kilogramowa jedynka i po wepchaniu tam Cumulusa Alaska 1300 nie ma już na nic miejsca. Plecak podczas noclegu był na zewnątrz, tylko buty do środka wcisnąłem. 

Po posiłku uciekłem do schroniska. Przypełzli znajomi, mała zaprawa i idziemy na szczyt Jaworzyny.

Na szczycie "ksiądz" ściąga foki i czekamy na północ.

Na potwierdzenie, +2,5C na szczycie. SZOK!

3...2...1...NOWY ROK!

Ktoś tu się chyba dobrze bawi ;)

Piżmoczka też kochają hehe.

Jeszcze parę fajerwerków:





Hmm, będzie to kiedy mądre? ;)

Och jak sweet_aśnie, aż się rozmazało od tych słodkości :p

Wracam na schronisko na "after party".

Jest i choinka i tańce hulańce w tle.

Jest i rozpalony kominek.

I coś na toast :)

Tropem węża udaję się do namiotu. Śpię w śpiworze w 1/3 rozsuniętym. Nad ranem jest 0/+1!
Ale jakoś z rańca, nie miałem weny do gotowania przed namiotem :p
Zawinąłem się na schronisko z zupką chińską w ręku. Za co dostałem zjebę na kuchni, iż taką trucizną chcę się raczyć w Nowy Rok hehe.

"Schnell arbeiten, machen pierogen!" ;) Zdjęcia z przyczajki są fajne :p

W oczekiwaniu na Hiczkoka, parę fotek z nudów ;)



Idziem na szczyt.

Odwiedzamy goprówkę, w nowym miejscu. Poprzednia dziupla pod kolejką, to była faktycznie dziupla :p Teraz mają ciekawe widoczki.

Tam Coolio są Tatry, "paczaj" i podziwiaj!

Siadamy u Popardów, coś na klinka hihi.

A wszystkie okoliczne wioski zakryte grubą pierzyną chmur. Jak na szczycie piękne słońce i na "plusie", tak dół to ciemnica i znów mroźnie :(

Żal było opuszczać Jaworzynę. Ale w poniedziałek do pracy. Trzeba być zdolnym do pracy na wysokości, co by lęków nie mieć ;)

P.s.
Drżyjcie jodły, świerki i buki u nasady, na "Trzech Króli" atak większej ekipy trolli górskich! :D

niedziela, 6 listopada 2016




Góry Lewockie
Zamcisko 1236m - Kuligura 1250m - Hrca 1239m n.p.m.


Nadarzyła się znów okazja, aby pojechać z kryniskiego PTTK w Góry Lewockie. Czemu nie, autokar, ubezpieczenie + przewodnik 20zł :D
Jedziem!
Trasa o tyle ciekawa, iż w rejonach zupełnie bezszlakowych, a zliczyliśmy trzy szczyty powyżej 1200m. W tym, charakterystyczny szczyt, sąsiadujący z Siminy (1287m), rozpoznawalny z drogi Stara Lubownia <=> Bardejów.
Autobusem wjeżdżamy ile się da za Jakubany.
Pełzniemy do góry. 
Czyściutki strumyczek po drodze.

Tempo takie wycieczkowe, nie wiem jak się ubrać, a to mi za ciepło i ściągam polara, a to za zimno jak zadymka przyszła i ubieram kurtkę. Kombinuję, co najmniej jak koń pod górę ;) nie mogę zaznać swojego tempa/termiki. Po części ratuję się tym, iż zatrzymując się na fotkę, potem gonię ludzi i ich wyprzedzam. Jednak nie ma co świrować. Idzie z nami Bartek, dziki dzik, biegacz górski (czwarty na Rzeźniku - ukłony). Chyba też troszkę znudzony ;)

Owa zadymka. Tu dostaję nieco załamania, bo jak by tak miało być dalej, to uj nie wycieczka jak nic nie będzie widać :(

Po drodze dochodzimy do pozostałości poligonowych (?)/

Pierwsze, jako takie widoczki.

Docieramy na przełączkę, po prawej mamy Zamcisko. Postanawiamy tam podejść i go zdobyć, mimo iż trzeba potem tym samym wrócić, no ale przecie to rzut beretem :)

Widok z Zamciska, po lewej Siminy, nieco po prawej/centranie "przed szczyt" Kuligury.

Jeszcze ujęcie "artystyczne" w stronę Ciernej hory i Ihla

Schodzimy, idziemy na Kuligurę.

Pogoda niezbyt sprzyjająca. Dobrze, że przynajmniej już nie pada/sypie. Ale na grani dmucha mocno. Jednak, coś słonko się pokazuje, dając lepsze światło dla fotek :)



Widok w tył i na ledwo wyłaniające się Tatry. Szkoda, że tak marna pogoda była. Z lewockich Tatry prezentują się świetnie.


Na Kuligurę trzeba krzaczorować. Część mniej ambitnych obchodzi górę. Ja prowadzę krzaczorowanie przecierając szlak mymi pancernymi buciorami :p

Widok z Kuligury na Kopę i Hrca.

Dołączamy do czekającej grupy i idziemy na Hrca.
Tam, włazimy w zagajnik, aby ochronić się przed wiatrem. Jednocześnie, jesteśmy niemal pewni, iż jest to szczyt. Popas grupy.

Omn nom niom. Maćko szama.

Schodzimy znów krzaczorując :D

Po dojściu do drogi leśnej, staram się nieco podpowiedzieć w nawigacji, bo to już znam ten teren jeżdżąc tu na rowerze. Spokojnym, aczkolwiek dość długim i mozolnym (na rowerze to fajniej mija ;) ) trawersem schodzimy do autobusu.
Ekipa PTTK wysadza nas przed przejściem granicznym w Leluchowie, u Tereski. Odwiedzamy bar. Zamawiamy po Kelcie.

Czekamy na ekipę z Krynicy, która zabiera nas na bulgoczącą siarę do Vrbova :D


Kacik kulinarny.

Składniki:

Co tu dużo pisać, co jest to widać ;)
Ser, to polecam Mozzarellę. Idealny do piersi z kurczaka w ziołach.
Mix sałat mieszam z groszkiem i kukurydzą (po pół puszki na opakowanie sałaty)  i dodaje po pół słoiczków oliwek zielonych i czarnych.
Sos do tego to oliwa z oliwek + bazylia + oregano + ząbek czosnku + pieprz ziołowy i odrobina wody.
Gotowe mięska (paski kurczaka z serem) można jeszcze lekko podgrzać z owym przecierem pomidorowym z ziołami, albo dodać owy potem, już na talerzu. Zaleta dania taka, że smakuje równie dobrze na zimno jak i na ciepło.

Asz ty szkodniku kuchenny!
Daj oliwkę, daj!

I gotowe.

Smacznego i pozdrawiam górołazów.
Hoł!