wtorek, 14 maja 2024

 


Chata Magóry - Eliaszówka 1023 m

Piwniczna Zdrój.

27.04.2024r.


Mógłbym rzec, iż bardzo dobrze znam Beskid Sądecki. Czy aby na pewno? Oświeciło mnie, że przecież nie byłem w Chacie Magóry. No wstyd!

Trzeba to zmienić. Wymyśliłem więc małe kółeczko, z pozaszlakowym zejściem.


Jedziemy na Piwniczna Zdrój, odbijamy i przez Kosarzyska, na oficjalny parking chaty, przy czerwonym szlaku.


Łoj, stromo tu. Jedyneczka i pomału w górę. Jak by coś jechało z naprzeciwka, to był by zonk 😉

Skromny ten parking. Raptem na parę samochodów.


Zaczynamy podejście.

Troszkę drapki.

Zaczyna kapać.
Docieramy pod chatę. Mają tam konie, na których organizują "górskie jazdy" 😀


Klopik, jak klopik 😉

Jest i chata.


Bez dwóch zdań, bardzo klimatyczne miejsce.
Kuchnia i pan przyrządzający potrawy, oddzielony tylko małym płoteczkiem, ladą i piecem.

W środku ciasno, miejsca raptem dla paru osób, ale właśnie, ten klimat 😁
Na szczęście była tylko jedna, trzyosobowa rodzinka, więc bez tłoku, za to, gorąco, bo pan, przyrządzał coś na piecu.
A! I widziałem, że mają pyszne piwka z browaru w Dukli!

Kupujemy takie ciasteczka maślane, pieczone na miejscu 😇

Zaczyna padać 😤 No spodziewany był deszcz, ale po południu, a nie teraz. Jednak, zanim zjedliśmy ciasteczka, to już przestało. Hura!

Strefa chillout_u 😉


To człapiemy dalej.
Z łączki z ujęciem na Radziejową.
fot. Kama

Wieża widokowa na Eliaszówce 1023m.

Ło kruca zyks!
Z początku myślałem, że to jakiś zwierz, misiek, rozwalił śmieci. Ale to gorsze zwierzaki, dzikie człowieki!😡

Wychodzimy na wieżę. Łoj wieje, że hej!
Ujęcie na Radziejową 1266m - najwyższy szczyt Beskidu Sądeckiego (też z wieżą widokową).

Na słowacką stronę...

Pasmo Jaworzyny.
fot. Kama


I jeszcze zoomik na szczyt Radziejowej.

Niestety wieża jest za niska i Tatry przysłonięte przez drzewa 😢

Schodzimy na małe "co nieco".
Zagraniczne, ale całkiem niezłe. Poprosiliśmy ładnie, o te bez żółtaczki 😂
fot. Kama

Kamcia testuje piłkę "sznurkową".

Jak by to powiedzieć. No nie przeszła mojej akceptacji. Może są lepsze (ta, jakaś za parę zł z "Temu"), takie bardziej, łańcuchowe. W tym przypadku, zacinało się to i potrzeba było dużo energii.

Dobra, koniec zabawy w bushcraft 😉
Idziemy dalej i schodzimy "na dzikca" do wioski.

I taka fajowa altana grillowa.

Samotna ławeczka.

A ten opuszczony domek, schowany na polance otoczonej drzewami, urzekł mnie.

Uuu, będzie stromo! "Nuszka" da radę?😏
fot. Kama
Łot i taki fajny strumyczek z rynienką.

Artystycznie 😉

Schodzimy do wioski.
Na bogato, Strach na wróble, wystroił się w "najki" 😄

Jeszcze "tylko" podejść tą stromą betonówką na parking i pędzimy 💨 do Gastro Travel, bo w brzuchach burczy.

Piękny, odnowiony dworzec PKP w Piwnicznej.

Dawać burgera!

Omniom niom 😈
fot. Kama


Idziemy w najnowszą część parkowych atrakcji.
Są różne, śmieszne rzeźby. 
W tym dzik w kierpcach 😄

Czy jeżyk w góralskim kapelusiku.

Znalazłem nawet piżmoczego kuzyna 😁
fot. Kama

Jest i ławeczka "Kingsajz" 😉
fot. kom.

fot. Kama

I mini bobrowisko.

Ku słońcu!

Kaczka skitrana na "wysepce".

Bobrów nie było widać, ale i tak ładnie.

Moc atrakcji, a trasa nie zabójcza. Do chaty, trzeba kiedyś wrócić, spróbować pierogów z rydzami, albo jakiegoś innego specjału.



Kącik kulinarny


Taa znów szparagi 😛

Dużo nakupiliśmy, to trzeba coś z nich zrobić. A młodziutkie i cieniutkie, są super.


Szparagi z piersią z kurczaka i makaronem, w sosie śmietanowym.


Składniki:

- Szparagi

- Pierś z kurczaka (jedna grubsza, wyfiletowana/przekrojona na pół - starczy)

- Natka pietruszki

- Pomidorki koktajlowe

- Makaron (kto jaki lubi, ale taki nieco szerszy lepszy, łapie więcej sosu)

- Śmietanka 30% (330-400ml)

- Z przypraw, tylko sól, pieprz i ważny składnik, gałka muszkatołowa


Niby prosta sprawa, ale parę wskazówek.
Szparagi - obcinamy końcówki. Wrzucamy do osolonej, gotującej wody, tak na 2-3min! Najlepiej, aby miękkie, górne części, wystawały z wody.
Wyławiamy je, nie wylewając owej wody! Dosalamy i w tej wodzie gotujemy makaron.

Kurczaka pokrojonego w cienkie paski i wcześniej natartego solą i pieprzem, na patelnie z rozgrzaną oliwą z oliwy i odrobiną masła.
Podpiekamy, odławiamy, wlewamy śmietanę, połowę posiekanej pietruszki, szparagi (jak starsze/grubsze, to tniemy w paski. Młode cienkie, nie trzeba). Doprawiamy trzema szczyptami gałki muszkatołowej.
Mieszamy, jak sos nieco zgęstnieje, dorzucamy kurczaka. Chwilkę mieszamy/dusimy, dorzucamy makaron i resztę pietruszki. Na sam koniec pomidorki pocięte w ćwiartki.

Na talerz i gotowe!

Kamie mega smakowało. Bo dość łagodne, mnie brakowało wyrazistości (ostrości), ale... no dobre to!

Smacznego i pozdrawiam!



czwartek, 9 maja 2024

 


Słowackie skałki.

Zestawienie 04.2024r.


Pierwszą miejscówką, jaką od dawna miałem obadać, jest górka Okrúhly kopec 631m.

Stożkowate wzniesienie we wsi Šarišské Jastrabie. Jakoś nigdy tam po drodze nie było i przepruwało się w dalsze rejony, główną drogą. Choć, bardzo blisko, też się buszowało. A w okolicy pełno skałek.


Z tej perspektywy, wygląda niepozornie. Ale uwierzcie mi, podejście, mimo, że krótkie, potrafi zagotować 😉

Jest, wyczłapałem!

Na szczycie jest drewniany krzyż.

Ujęcie z góry na pobliskie pola.

Jest i "Spiaci mnich".

Jadę nieco dalej, w kierunku wsi Kyjov.

Fajowe ujęcie (tylko ostrość, gdzieś dziwnie siadła 😤), widać Trzy Korony, zamek w Stará Ľubovňa i Okrúhly kopec na którym byłem przed chwilą.

Okoliczna droga, takie pienińskie klimaty, wzbogacone "ciemnoskórą częścią Słowacji" 😝

Dojeżdzam do wsi Kyjov i parkuję koło kościoła. Zaczynam podejście na Lysá hora 821m.

Co ciekawe, na mapy.cz ten szczyt nie jest oznaczony. Ba, są tam dwa przekaźniki, których też nie ma na mapie. Na szczęście mam papierową mapę VKU tego obszaru. Stąd też znam dokładną wysokość.


Dziadzio wypasa kozy. Koło cmentarza, to ziemie dobrze nawożona 😜

Oczywiście zostałem obszczekany przez kundla, a kozy w formacji bojowej pilnują małych kózek 😃

Dalej, taki widoczek.

Oddalam się od stadka.

A ono, wesoło hasając po łączce, czeka na bidnego dziadka, który kuśtyka za nimi o kuli.

I siup do zagrody.

Kolejny pomnik przyrody.

Nie idę go dokładnie eksplorować, tylko od razu na szczyt!

Oprócz owych nadajników, to tak na szczycie (punktu wysokościowego/geodezyjnego nie znalazłem), słabe widoki. 

Schodząc nieco niżej na polankę, widzę jakiego farta mam. Bo zło z deszczem poszło w Levočské vrchy, uff.

I jeszcze takie ciekawe ujęcie z zejścia.

Bardzo klimatyczny zakątek. Można tam i dłużej połazić. A i blisko, żeby skoczyć na Minčol, najwyższy szczyt gór Čergov.


Drugie miejsce to Puknutá skala 744m. Znajdująca się zaraz poniżej sedlo Vabec. I mimo, iż byłem tam wielokrotnie rowerem, czy przejazdem rowerem, jakoś mnie minęła ta atrakcja. Na stronie kukaj.se 😆 wyczaiłem kamerkę, dość blisko umieszczoną owego miejsca, z widokiem na Tatry.

Kamerka

Podgląd z niej, dawał mi duże nadzieje, że będzie ładny zachód. Po jednym z nie udanych zachodów, uparłem się poprawić sesje, właśnie w tym miejscu

Zebrałem się więc, dosłownie w 5 minut i gnam wozidło, żeby się nie spóźnić.

Parkuję na przełęczy, przy niedokończonym, nowym budynku.


Jest i ona.



Jest i takie zaciszne, otoczone niemal dookoła skałkami, miejsce na ognicho.

Silne drzewko!

Na szczycie owej skałki, punkt asekuracyjny. Może jakieś wspindranko? 😉

I ujęcie, na piękne 😍 zachodzące słońce.

Szersze ujęcie...

I jeszcze jedno zbliżenie, na chowające się za linią lasu słonko.

I na koniec zoomik na Tatry.

W końcu zachód dopisał. Miejsce też ciekawe, wyjść na skałkę jest dość prosto, zejść też hehe. 


Trzeci miejscem ze skałkami, jak i jaskinią, jest krótki, okrężny szlak blisko Vyšné Ružbachy.

Trasa mapy.cz 

Mieliśmy i tam zawitać, podczas wizyty na Veterný Vrch, jednak przegonił nas deszcz.

Więc trzeba obadać cóż ten szlak skrywa.


Na początku taka fajna polanka z miejscem grillowym.


Człapu, człapu...

Jest tam vyhladka z ławeczkami.

Eee, taki jakiś widoczek...

Ale wystarczy wychylić się nieco za takowy "tron"...

aby naszym oczom, ukazał się taki widok 😁

Chwilę upajam się owym widokiem i pędzę dalej.
Dobre oznaczenia.

I jeszcze jedno miejsce, z genialnym widokiem.

Kolejną atrakcją jest Sovia skala.

Przy niej, minąłem się z samotnym turystą z Czech. Wysłali ich z huty/odlewni(?) na tygodniowy wypoczynek do Vyšné Ružbachy. Stwierdził, iż idzie pochodzić, bo ileż można pić 😆 

Wiosna to czy zima?

Sovia poľana z altanką, ale widoczków zero.

Dalej widoczek, na pięknie prezentującą się Kráľova hoľa.

Za to z polany Košiare, gdzie odbija żółty na Rużbachy, kapitalny widok na Tatry. Można coś przyzoomować 😁



I dalej, ścieżka wzdłuż skałek.

Łojj, żeby komuś na łeb nie zleciało 😱



Się trochę ukruszyło 😜

Jest i jaskinia.

Nie za wielka, nie za głęboka. Przed burzą by się schował w parę osób.

Jest i górski włóczykij.


Czas dalej...

Jakiś piec tu był? Czy tylko taka nazwa skałki, kiedyś podobnej do pieca? 😏

Szerszy widoczek z zejścia na Levočské vrchy.

Artystycznie 😋


Bardzo fajne kółeczko, z pięknymi widokami. Polecam.



Kącik kulinarny.


Szparagi zapiekane w boczku, z jajkiem sadzonym (opcja dla pasibrzuchów 😉).

Składniki:

- Szparagi

- Boczek wędzony, plastry!

- Opcjonalnie jajo i odrobinę szczypioru


Szparagi opłukać, odciąć łykowate końcówki. Młode szparagi nie trzeba gotować. Owijamy plastrami boczku, miziamy pędzelkiem z oliwą i układamy w blaszce/naczyniu żaroodpornym.

Na 20min w 180C do piekarnika.


I gotowe!

Całkiem niezłe, szybkie danie.
Smacznego i pozdrawiam.