piątek, 5 sierpnia 2022

 


Beskid Wyspowy

Pasmo Ciecienia i Wierzbanowska... chatka ;)

23.10.2021r.


Zbliża się termin chatkowania na Wierzbanowskiej Górze.

Wypada się pojawić, kamraty tęsknią 😉

Coś by wypadało przy okazji zwiedzić. A może by tak przejść całe pasmo Ciecienia? Tylko, tak nie za bardzo jest to kółeczko. Wymyśliłem, że zostawię samochód w Poznachowice Górne, a na drugi dzień, po chatkowaniu, Darek podwiezie mnie po buraczkowóz.


Tak też uczyniłem.
Wozidło zaparkowane... trochę w bajorku, ale za bardzo innego miejsca nie było (ledwo z tego później wyjechałem 😛).

Ruszam na Grodzisko, gdzie faktycznie kiedyś było grodzisko :D

Mały pro tip.
Na mapach geoportalu (https://www.geoportal.gov.pl) klikamy Geoportal krajowy (po prawej) i w warstwach "Rzeźba terenu" zaznaczamy "Cieniowanie WMS". Żeby nam granice działek nie przeszkadzały, to "odptaszkujemy" - "Ewidencja gruntów i budynków". Teraz fajnie można wyśledzić takie ciekawostki jak różen deformacje terenu. Stare okopy, grodziska i inne takie różnorakie 😁

Docieram na miejsce.


Jest i miejsce na ognicho, ale widoczków żadnych.

Nieco dalej, odbijając czarnym szlakiem jest jeszcze Grodzisko "Klasztorzysko".

Tu to już ledwo co widać. A i ze szlaku trzeba odbić, aby to miejsce znaleźć.

Wracam na niebieski szlak i pełznę dalej.

"Chrust +" 😆

O, tu fajne miejsce. Oczywiście szlak musi prowadzić przez to powalone drzewo.

Kolejna góreczka zaliczona.

Idziesz sobie lasem, a tu nagle, stara kapliczka. Ciekawe z którego roku. Jakieś lokalsy nie omieszkały się pochwalić, że odrestaurowali 😛 

Jest i Ciecień. W końcu dane jest mi ujrzeć panoramę z niego. Ostatnio, jak byłem, to było mleko.
Jest też miejsce na ognisko. Przy odrobinie szczęścia, możemy podziwiać jak startują stąd paralotniarze.

Schodzę prędko na Wierzbanową.
Trzeba się śpieszyć, bo goni mnie ściana deszczu!

Już coraz bliżej, zaraz będę bezpieczny w chatce.

Jest i załoga.
"Lecę, bo chcę. Lecę, bo życie jest złe"

Noo noo, pikny ten nowy daszek 😍

"Majster bieda" 😆

I obrodziło w drogowskazy.

I tak to sobie siedzimy do późna przy ogniu. Tańce, hulańce, dzikie harce i takie tam 🙊🙈

Dość rześko było w nocy, trzeba było szybko łapki chować do psiwora. A tym razem, nie brałem namiotu. Spałem na pięterku i... jak reszta ścierpiała moje chrapanie? Jest tylko na to jedna odpowiedź, byli mocno znieczuleni 😂

Wytrwały ten nasz majster. Co zaczął, skończyć musi. Od rana rżnie... deski.

Dołączyła do nas, parka młodych włóczykijów.
Ja standardzik, jajeczniczka, a potem można było przegryźć jeszcze kiełbasą 😈

Jeszcze tylko podwózka po samochód, dzięki Darek! I powrót do jamy.

Do następnego chatkowania brygado!



Kącik kulinarny.


Kulinarna owieczka, zawitała w kuchni u Kamy 😁


Będzie... zapiekany bakłażan z dodatkami.


Składniki:

- Bakłażan

- Marchew, cebula, czosnek

- Ser feta w oliwie z czosnkiem i oliwkami

- Pomidorki - daktylowe/koktajlowe - co kto kupi

- Ocet balsamiczny

- Passata

- Miód (zabrakło na foci)


Przygotowanie.
Bakłażana kroimy w grubsze plastry i nacinamy w kratkę.
Solimy, polewamy olejem z sera z oliwkami i ładujemy do piekarnika na 40min przy 150C.

W między czasie, ścieramy marchewkę, kroimy drobno cebulę, czosnek (ząbek, dwa) przez praskę.
Cebulę z czosnkiem podsmażamy na oliwie z oliwek, dodajemy marchewkę, chwilę jeszcze podsmażamy. Dodajemy łyżkę/półtorej octu balsamicznego, 3/4 szklanki passaty. Doprawiamy pieprzem i solą. Dodajemy MIÓD! 1 łyżkę.

Po tych 40 min, wyciągamy bakłażanowe spody. Łyżką, zgniatamy środki, aby zrobiły się mini miseczki. Owy sosik/farsz, ładujemy na nie. Dodajemy serek feta, oliwki, pomidorki i trochę świeżej bazylii i jeszcze na jakieś 25min do piekarnika. 

Nie potrzebnie włączyłem termo obieg (śpieszyło się, głodny byłem 😄), bo skórka się zjarała i była zbyt twarda. Więc trzeba się uzbroić w cierpliwość i te "przepisowe" 40min w 150C, trzeba ścierpieć 😉

Na talerz, dodajemy jeszcze świeżej bazylii i gotowe!

Smacznego i pozdrawiam!

wtorek, 2 sierpnia 2022

 


Pogórze Spiskie

Hołowiec 1035m n.p.m.

25-26.09.2021r


Tak to jakoś mnie naszło w tamtym roku, na spiskie klimaty.


Samochód zostawiam w Łapsze Niżne. Wchodzę na żółty szlak.

Ojj, ładniusio tu.


To dalej, w kierunku Tatr.

I ostatnie ujęcie w tył, zanim wejdę w las.

Nudna leśna droga 😜

A później przeistacza się w takie coś!😖 Świeżo wysypane kamyczki.
Ciężko było po tym iść, rowerem, było by wręcz niemożliwe do przejechania (no może fatem 😉).
 
Szmaciaki gałęziste - zwane też leśnym kalafiorem.
Jeszcze ich nie próbowałem, a ponoć wychodzą z tego pyszne "flaczki grzybowe" 😏

Człapię dalej a tam... ale rydzami obrodziło zaraz przy drodze. Im nie przepuszczę!

Siup do plecaka 😈


Schodzę trochę z szlaku, aby zahaczyć o szczyt.
Łee, gówienko rozrzucone 🙊

Sam szczyt nie jest oznaczony, zalesiony i nie ma z niego widoczków, ale zaliczony. 

Rozbijam namiot.
A tu nagle z krzaków, wyskakuje gość z mapą i kompasem, a za nim zgraja.
Bawią się w łażenie na orientację, a nie jakieś nowoczesne cipiesy, zegareczki za parę tysięcy 😜

Zachód słonka coraz bliżej.
Takie widoczki.

Ciekawy efekt zza chmurek.

He... a co tu jedzie.

Słonko już chowa się za górę i chmury.

Aaa no tak, dostawa świeżego gówienka przyjechała.
Prawdziwie swojskie klimaty mam pod tym namiotem 😆

Rozpalam ognicho, trzeba rydze pociachać i zacząć gotować.

Miałem też kabanosy, całkiem fajne smakowo.


No dobra, przecie i tak nikt nie uwierzy, że żywię się tylko tym co w lesie znajdę.
Liofiza też miałem i oczywiście skorzystałem 😁

Wstaję wcześnie rano.
Jak miło wstawać z takim widokiem.


 Udaję się w poszukiwaniu miejsca na pocenie wschodu słońca.
Niedaleko obozowiska, wilki dorwały jakąś rogaciznę.


Tuż przed wschodem.

Aby było dobrze widać, trzeba było zejść po takim stromym zboczu.
I jakoś się tam usadowić.

Jest, wychodzi...

No piknie 😁

Wracam na obozowisko.
Taterki też fajnie oświetla.

Miejscówka...

Powoli zbieram się.
w oddali widać słowacką wieżę w koronie drzew.

Jakieś takie skromne te drogowskazy 😛

Święto, nie święto, niedziela nie, niedziela, krówki trzeba wyprowadzić w pole.

Po drodze, jeszcze taka rozwalająca się już powoi, "budka". W razie oberwania chmury, choć co by się osłonił.

To jeszcze jeden rzut obiektywem na Tatry. Zanim zejdę dużo niżej do drogi.

I taka leśna, nudna droga.

Pryy, tu trzeba odbić.
Ło kruca, ale rozryli! Ciężko to nawet jakoś obejść. To już wolałem tą "nudną" drogę.

Moje buciczki! 😱
"Adidaski" nie za fajne na takie błocko. Tutaj akurat żałowałem, że nie miałem moich buciorów/skórzaków.

Wychodzę z lasu i taki widok mnie wita.

Dalej wpadam na hale.
Ten klimat... widoczki, dźwięki dzwoneczków i beczenie owiec. Chciało by się tu położyć i leżeć tak cały dzień.

Ciekawy "ołtarzyk".

Wpadam na drogę rowerową...

Przy tym MORze posilam się i lecę dalej.

Ej Darek, indiańcu, ktoś robi ci konkurencję.

Następnie schodzę z owej drogi, aby przez łąki, szlakiem, skrócić kawałek drogi. Nieco zarośnięte, ale tragedii nie ma.

Tu akurat owiec nie ma. Ostał się ino koń.

Jeszcze tylko hopsa przez rzeczkę.

Dawno nie widziałem tyle tych karno-białych, polskich krów.

I ląduję z powrotem w Łapszach Niżnych.



Kącik kulinarny


Rydze podsmażane z liofizem 😆


Najpierw, musimy je znaleźć 😛 a nie są to aż tak popularnie, wszędzie występujące grzyby.

Jak to przyrządzić bez masła? (może czas zacząć nosićmini kosteczki masła 😁). Dolewamy nieco wody i potem na małym ogniu, smażymy aż...

woda/sosik, niemal całkowicie się wygotują i grzybki trochę popieką.


Idealny dodatek do żarełka liofilizowanego..


Smacznego i pozdrawiam!