niedziela, 13 czerwca 2021

 


SmartWool PHD Ski Racer

+

Spodnie z Decathlonu i nawoskowane Bergell Top_y.


Miałem jechać z namiotem w Wyspowy, do ekpiy remontującej chatkę.

Jednak, jak sprawdziłem prognozy i obczaiłem "radar pogodowy", to... eee, e. Ma mocno napieprzać deszczem w nocy i od rana mocny wiatr. Niby można by dobrze sprawdzić namiot. Ale znów bym się nie wyspał i jechał te ponad 100km, tylko po to (oprócz, spotkania z kipą, za którą tęsknię, a raczej, oni bardziej za mną? ;) ), żeby przespać się w deszczu w namiocie i wrócić zjebanym z rana do jamy? Eee, za stary się robię ;)


Więc bajlando u Kamusi.

A na drugi dzień, plan na testowanie wysokich skarpet w wysokiej, mokrej trawie :D

Ale przed testowaniem, troszkę pasty woskowo-żywicznej.

Maziu, maziu paluchami (dobrze wystawić puszeczkę do słońca, aby złapało temperaturę i lepie się rozprowadzało). Zostawiamy na godzinkę, parę(instrukcja mówi 15 min) i potem szczotkujemy.

Przed i po (po olejowani, natłuszczaniu i woskowaniu, skorka robi się niemal jak lico).


Dobra. Idziem!
Haha, ten relikt zjebania mózgowego na Jawo. Ehhh.

Upss, coś miejscami zarasta ten szlak.

I dalej łąki, na których już trochę mnie nie było.

O, jakieś obładowane włóczykije idą w mym kierunku.
Co oni tam kombinują?!

Łot i takie ujęcie.

Włóczykije mnie mijają. Wyglaają, jakby sporo przeszli i mieli jeszcze sporo do przejścia. Główny Szlak Beskidzki?
I... wszyscy w niskich butach :D

Artystycznie ;)

Łazęgi poszły, a ja wpadam w wysokie trawy/

Łee, słaby warun na mój plan. Mimo, że w nocy srogo napieprzało deszczem, to jest, nie tak mokro jak myślałem.
No właśnie, o co chodzi z tymi skarpetami.
Otóż, warto szeprać tu i tam. Na e-MOKO wyczaiłem SmartWoole PHD za... 36zł! (jakby mieli więcej, to bym brał!).Tylko wersja "Ski Racer". Cienkie, ale wysokie, pod kolano.
Więc, czemu nie sprawdzić, jak będzie w wysokiej, mokrej trawie. Kto chodził po takiej, bez spodni z membraną (tu, ten szary materiał jest DWR i sprawdza się to jakoś. To letni model), ten wie, jak nie fajnie, zimno w piszczele. A takie skarpety, zniwelują ten efekt, a zawsze można zawinąć na 2-3 razy i mieć krótsze.


Lubię te spodnie z Decathloa. Tylko, jak łaziłem w nich po Tatrach Słowackich, to chyba co 4-ta mijana osoba je miała ;)
I ściągacz u dołu (o niebo lepsze od rzepów jak w Milo).

Niektórzy na lato, ale jak się ochłodzi po burzy a trawa mokra, zakładają stuptuty. Hmm, nie uważam to za jakiś genialny pomysł, ale potrafię zrozumieć, wiec wielkim przeciwnikiem, też nie będę ;) Tak dyplomatycznie napiszę.
Ok, koniec tego srutututu.
Niestety, zanim wyruszyłem to była już 12:20 więc wiatr i leniwie pojawiające się słońce, przesuszyły na tyle, iż, nie dało się być mokrym po kolana.

Doganiam włóczykijów, ale oni idą prawilnie czerwonym szlakiem, a ja, idę sobie nartostradą.

No ja pierdole! Co oni robią, z moją kochaną Świętą Górą! Już ja niemal całą wybrukowali!😲

Zahaczam o "Golca" i gaworzę przy grillu.
Wpadam jeszcze na schron, gdzie nakarmiono mnie dobrą zupą ogórkową (Kasiu, naprawdę mi smakowała, ale ja lubię wszystko mocno solić :D ).
Chwila bajery i uczieczka na dół.

Przed Ski Stop_em, taki punkt "rozkoszy" ;)

Co jeszcze można powiedzieć o SmartWool_ach.
"Jak wspominałem, tą wersję "Ski", można zawinąć na parę razy i mamy niską skarpetę i na lato. A dodatkowo, nieco nam zabezpiecza środek buta, przed wpadaniem dziadostwa, łażąc w krótkich/podwiniętych spodenkach.

Bardzo lubię skarpety SmartWoola. Chodzę w nich od lat i przerobiłem sporo par i modeli.
Jednak, nie wierzmy ślepo, w każdy, marketingowy bełkot. Bo wydaje mi się, iż niektórzy zachłysnęli się wełną Merino, do tego stopnia, że uważają to za cud. A tak nie jest.
Wełna, wełnie nie równa. Tańsze skarpety z Merino, jak, szmatki. Zakładając SmartWool_a, stopy dostają orgazmu ;)
Tylko... jakim kosztem... są drogie i nie wieczne.
Już po jednej, krótkiej przechadzce, gubią sporo wełny (mają jej dużo w swym składzie, przynajmniej tyle ;) ).
To co zebrałem, to tylko, z wierzchu skarpety. A gdzie pranie i wielokrotne używanie. Z czasem, już nie są takie super puchate i powoli tracą swoje właściwości.
Mimo wszystko polecam (polujcie na promocje).

Kącika kulinarnego nie będzie, bo nie chce mi się robić :p

Zresztą, to tylko 1852 ;) wyjście na Jawo, nie godne kącika ;)


P.s
Anegdotka na koniec.

Wysiadam pod blokiem z auta. Buciory niosę w ręce, idę w "adidaskach", bo w takim bucie ortopedycznym, trudno prowadzić :p

Patrzę, a tu "Bukowy" (zawodowy Goprowiec) zajeżdża do matki. Widzi mnie i od razu...

- Cześć turysta. Jak tam. Ooo takie buty, w tym się nie da chodzić! A jaki masz numer?

No tak, bo wie, żem krasnolud straszny, zakochany w "obuwiu ortopedycznym". A ma jakieś, zajebiste buciory "skórzaki", co mu leżą. No ale, zdecydowanie nie ten rozmiar :(

Pozdro Andrzej!

sobota, 12 czerwca 2021

 



Mogielica 1170m, Wielki Wierch 1016m i Kiczora Kamienicka 1007m

26-27.05.2012r.



Gdzie by tym razem? A może Beskid Wyspowy z namiotem.

Głównym celem były dwa nie zdobyte dotąd szczyty, Wielki Wierch i Kiczora Kamienicka.

A że by było trochę więcej dreptania i ciekawiej, To przez Mogielicę (najwyższy szczyt Wyspowego), od strony, którą jeszcze nie szedłem.


Zajeżdżam na parking Zalesie-Wyrębiska. Stąd na Mogielicę jest rzut kamieniem :)


Bardzo dobrze oznaczone i opisane trasy. Można rowerem, można w zimie na biegówkach :)


Od tej strony, szlak, to taka leśna droga.
Jednak, przed szczytem robi się ciekawiej.

I słynna polanka z krzyżem.

Zoomik. Są Taterki i jest wieża widokowa

A sama wieża na szczycie, nadal zamknięta :(

Ujęcie w kierunku wschodnim.

Łot takie klimaty dla łowców "sensacji" IIWŚ.

Trzeba dalej, w dół.
Ojj stromo.

Panoramka z Polany Stumorgowej.

I w tył na Mogielicę.

I kolejna z owej polany w serce Beskidu Wyspowego.

I biegi tu organizują.
Szacun dla górskich biegaczy.

Dalej trochę leśnych autostrad ;)
Kierunek Szczawa.

A cóż tu za jamka?

Dalej, już mniej "autostradowo".

Tu już widać pasmo (to na lewo), na które muszę wyjść, po uprzednim straceniu wysokości i zejściu do poziomu rzeki Kamienicy.

Łot i taki opuszczony dom.

Ha!
Jeden z ciekawszych wodospadzików na Kamienicy.

Chwila przerwy, więc wietrzenie butów i skarpet.

Człapię dalej.
Taa, Główny Szlak Beskidu Wyspowego, a później, jakoś znaków nie ma.
Idę po swojemu :P

Według mapy.cz później może być słabo z wodą. Więc idę wzdłuż potoku aby zatankować.


Docieram w sumie do źródeł.

Ciężko złapać
Filtra nie zabrałem, bo mu nie zrobiłem oczyszczania. 

Idę w kolejny jar i szukam bardziej dogodnego miejsca.
Przecie i tak na ogniu przegotuję, więc nie musi być ze źródła.

Butla napełniona.
Oczywiście, dalej były bardziej wartkie strumienie, których mapy.cz nie uwzględniają :( Dziadostwo :p

Woda, wodą, ale jak tu dojść na Wielki Wierch. Dzikcuję.

Jest i on!
Kolejny zaliczony. Nie chwaląc się, większość tych głównych/znanych, jest już w mojej kolekcji, teraz wyszukuję te "poboczne".

Ooo, a może tu się rozbić?
Tyle buczka do palenia hehe.

Ostatnie podejście i będzie finał.

No niby jest, ale to nie jest szczyt!

Wg, mojego nosa i GPS-a to gdzieś tu przy tym drzewie.
Niestety nie odnalazłem "punktu wysokościowego".

Pełznę dalej i... o tak, ta polana jest moja!

Obok przekaźnik.
Więc charakterystyczna góra. I jej mi brakowało (jak i poprzedniej), do kolekcji.

Jest gdzie dupkę posadzić i podziwiać widoczki.

Trzeba zjeść obiad.
Ostatni liofiz od Kamci 😘


Piździ wiatrem. Trzeba kupić osłonę.
A tak to zakrycie polarowe ;) 

Zalane i "ugotowane". Ta porcja bardzo smaczna!
Także polecam www.lyofood.pl

Przegotowanie wody.

Ojj, ta piłka robi robotę!
Jest genialna!
 
I takie mikro widełki na kabanosa.

Auto stanowisko do pieczenia.

Ahhh...

Jest i legowisko trolla górskiego.

Wracam do paleniska. Na deser :)

Tak to schodzi, aż się ściemnia.
A w ten dzień jest "Super Księżyc".

Tu się śpi.

Świeci, łysy, świeci!

W nocy jest słabo. Wieje, telepie namiotem.
Długo nie pospałem, mimo, że poszedłem wcześnie spać.

Tuż przed wschodem słońca.
Fota wykonana 3:47.

I za chwilę.
Mega spektakl. Ten słup światła! To nie jest flara z obiektywu. Tak było naprawdę!

I widoczek przy promieniach wschodzącego słońca.
To nie jesień, a kolorki genialne!

Wieje tak mocno, że rozpalanie ognia (i gotowanie) było by... nie za łatwe.
Odpalam palnik w środku namiotu.
Na rano jajeczniczka.

Pojadło. Trze iść dalej.
Poza szlakami, leśnymi drogami.

Pierwsze zabudowania.


Schodzę już bitą drogą, ale ona tak kręci się i wije. A pójdę na skróty.
Prrry. Pastuch i jakieś dziwne, kudłate krowy.

Obchodzę dookoła, bo tak jakoś "z byka" na mnie patrzą ;) 

I kolejne skróty, a na polance, skitrana taka fajna chatka.

Już bliżej Szczawy, wpadam na żółty szlak.
 Który wychodzi niemal wprost sklepu.

Jestem uratowany!
Dokupuję picia i... nie ma to jak o 7 rano, strzelić browara, nad rzeczką za sklepem. Jak rasowy żul :D

Jeszcze "tylko", dostać się labiryntem leśnych dróg, na parking do samochodu.
Lezę sobie tymi dróżkami, znanymi tylko okolicznym tubylcom i leśnikom.
W lewo? W prawo?
Tu mapy.cz na szczęście nie zawiodły.

I ostatnie zabudowania, hen pod lasem.
Upss, cosik te chmury spadają na dół ;)

Cóż za piękne miejsce na chatkę z bali 😍
Widać Tatry, Gorce (z górującym nad nimi Gorcem z wieżą) i Beskid Wyspowy (widoczny przekaźnik, pod którym spałem).

Jeszcze rzut obiektywem na Mogielicę.

W drodze powrotnej, zahaczam o troliczka.
Wujek, troll, wpadł na prysznic (odświeżyć się, co by nie zasnąć wracając) i coś poskubać ;)
Siostrunia szykuje cosik do skubania, a wujcio...

Nie siedzę długo, bo jestem mega nie wyspany. Mażę o gorącej kąpieli i MOIM łóżeczku.



Kącik kulinarny

Meksykańska potrawka.

Składniki:

- Ryżotto meksykańskie

- Wołowe mięso mielone

- Papryki

- Kukurydza

- Pomidorki

- Sos (opcjonalnie)


Mięso przyprawiamy solą i mieloną ostrą papryką, oraz paroma szczyptami ziół prowansalskich.Mieszam z drobno pokrojoną papryką i kukurydzą.

Owe ryżotto ciekawe.

Jest to ryż ekspandowany (czyli, nazwijmy go, dmuchany, ale tak nie do końca, co by się ciapka nie zrobiła).


Mięso z warzywami, podpiekamy na małym ogniu. Tak, aby papryką puściła nieco soku i zmiękła.

Ryżotto należy podsmażyć na łyżce oleju przez 30sek, a następnie dolać 250ml wody i przyprawy (z zestawu). Gotować 3min pod przykryciem.

Tego gotowego sosu już nie dodawałem. Tak było całkiem smaczne i nie za suche. Zarówno sosik od "zestawu", jak i ten z mięsa z papryką, zrobiły robotę.


Smacznego i pozdrawiam!