niedziela, 5 maja 2019



Długi weekend majowy
2019r.



W końcu jakaś pogoda.
Zadzwoniłem do Zbora i Sandry, z niecnym planem. Wymyśliłem ciekawe, wręcz zacne, kółeczko w Górach Lewockich. Wszystko wykalkulowałem, mapkę offline załadowałem, zrobiłem zakupy.
I... klops! Sandra zbyt późno wróciła z Warszawy. Chciała odpocząć i pospać. A ja chciałem startować o 7 :p
Nie powiem, żebym się ucieszył, bo się napaliłem jak szczerbaty na suchary, no ale nic na siłę.
Zrobię sobie spacerek sam! :p 
To najpierw przez działki na Źródlanej i potem do Krynickiej Baryłki... tfu, tzn do Justyny ;)   

Posiadają tu zacne piwo, które nie dość, ze dobre, to jeszcze darzę sentymentem po chatkowaniu w Beskidzie Wyspowym, z "ekipą krakowską". Pozdrawiam was chłopaki!

Nie ma co tu zbyt długo siedzieć, tym bardziej, że ludzi coraz więcej. Uciekam na Huzary.
Załoga z forum, zapewne poznaje to miejsce i litry potu wylewane przy wypychu rowerów hehe.

Rowerowo miejscami było by ciężko. Od czasu do czasu powalone drzewa.

O, śmietniczek na rozgałęzieniu postawili. Super!

Odchodzę nieco wyżej w bok, aby zrobić piknik przy właściwym szczycie.

No tak, nie chcieli ze mną jechać w Lewockie, to niech cierpią. Takie dobroci miałem!

Pojadło, popiło niebożątko ;) to w drogę. Czerwono-zielonym na Krynicę.
Ale by tu rowerkiem pomykał!

Tutaj ciekawostka. Pamiętam to drzewo z Góry Parkowej. Jak ojciec kiedyś zabrał wujaszka, "starego leśnika" i założył się z nim, że znajdzie takie drzewo, którego nie zna. Z tego co pamiętam, to wygrał :) Podesłałem zagadkę znajomej, ciekawe czy zgadnie.

Ot rozwiązanie zagadki.

Schodzę na Krynicę i idę obczaić co się dzieje na plantach, gdzie rozstawili stragany.

Nioo, nioo, mimo, że jem mało chleba, a białego to już w sumie w ogóle, to pajdę takiego, bym spróbował :D
Jest jeszcze fajne stanowisko ze słowackimi specyfikami. Odwiedzę jutro.

Był spacerek, to teraz "interwał". Zielonym, na Przełęcz Krzyżową i Jawo.
Zagaduję z obsługą, degustując moje smakołyki.
Dostali fajne koszulki oraz wlepki.
Podoba mi się to motto!

Dzień dobry, w czym mogę pomóc! Hehehe.

Piękny zachód.

Rodzinka - jak słodko :)
Szkoda, że nie zabrałem od nich @, mieli by pamiątkę. Fajni ludzie, nie mieli nic przeciwko fotce.

To zaglądnę jeszcze na kuchnię.
Ooo, pieką własny chleb. Nieźle!

"Smartfonowo". Sam się łapię na tym, że czasem za długo lipię w to szkiełko :p
Zdjęcie miało nazywać się "Matka z córką".
Jednak, okazało się, że to nie córka tylko syn. Upsss. Co za wpadka, już chyba trzeba uciekać do domu, jak tak mi się kiełbasi ;)
Również prze mili ludzie.

Trochę się zasiedziałem. Dobrze, że miałem czołówkę.

Kolejny dzień, miał być dniem lenia (przecież miało być brzydko). No niby wieje, ale szkoda pogody. Trzeba zrobić jakąś trasę na szosie.
Ale bez szaleństw, na spokojnie. Zresztą pizgało tak (podmuchy), że normalnie było "miota nim jak szatan" ;)

Trasa - nie za dużo, nie za mało, a w sam raz.
Strava

Dawno mnie nie było w Kamiannej.

Co za "chujowy" miś :p

Ha! Spotykam Serusia. Akurat był z wycieczką. Drepta koło autobusu, bo już są spóźnieni, a wycieczka się ślimaczy ;)
Zdradzam mu fakt, iż otworzyli zapiekanki z grybowskim. Ahh te jego kurwiki w oczach hehe.
Sam też postanawiam odwiedzić. Moim zdaniem, najlepsze zapiekanki w Krynicy!

I kolejny dzień.
Niestety pogoda w kratkę. Robimy szybki wyskok na Górę Parkową. Po "Generała". Maciek musi uciekać, bo ma ważną sprawę odnośnie towaru. A co mi tam, pomogę im. Spod źródełka miłości, zabiera nas samochód i jedziemy na hurtownie.
Po ciężkim ;) zadaniu odpoczynek.

Znajomi dorabiają, rzucamy parę groszy.

Niech gra muzyka!
Uuu, Coolio boi się któregoś z instrumentów :(



Idziemy na słowackie stanowisko "Farma Busov", nakupić specjałów.
Ludzi jak mruFków.

Jest i one.

Bierzemy różnorakie serki i kiełbaski.
Coolio udaje, że go to nie interesuje, taa, na pewno czuje dobrą, dojrzewającą kiełbasę.

A to jeszcze do Walusia.

Też mają zapiekankę, ale średnio mi smakowała. Takie zapychające ciacho, jak od pizzy.

Wracamy na deptak.
Jeszcze tylko ujęcie na wagonik kolejki na Górę Parkową.
Ahh ta soczysta, majowa zieleń. A jeszcze po deszczu...

Zawsze chciałem mieć hełm wikinga!
To mam. Idziemy na podbój deptaku ;)

Zasiadamy w zaprzyjaźnionej kawiarence i robimy małą degustację.

Zimno zdeczka na zewnątrz. Przenosimy się do Węgierskiej Korony, gdzie siedzi reszta znajomych.

Ojj, "wesoło" było. Pozdrawiam wszystkich, miło było poznać.

Ostatniego dnia, przed całkowitym załamaniem pogody, zdążyliśmy jeszcze zainaugurować sezon grillowo-ogniskowy na Kráľova studňa.
My nie rozpalimy, rozpalimy! W ruch idzie palnik gazowy hehe.

Jest kiełbaska i karczek. Jest też świetny krem "z konikiem" z gorczycy i miodu.
Nie ma piwa... detoks :p Somoothie - ananas, kokos i banan - z Biedrona, rewelacyjny! Polecam!

Szkoda, że ekipa Vanessy przyjechała tak późno, bo minął ich cudny spektakl.

Smażenie...

Zaproś paczkę wegetarian na grilla. Co przyniosą?!

Banany :D

Taki "żarcik z internetów" ;)

Nie bójcie się, rozróżniam wegetarian od wegan :p A pieczony banan, jest całkiem dobrą przekąską.



Kącik kulinarny.

Słowackie kiełbaski w użyciu.

Jako dodatek:
-Makaron pełnoziarnisty
-Pestki dyni
-Orzechy włoskie
-Miód gryczany


Taki mix na słodko, aby złamać pikantną kiełbaskę, którą poprawiłem jeszcze słodkim sosem z chili i czosnkiem.
Całkiem ciekawie to wyszło.

Smacznego i pozdrawiam.

sobota, 27 kwietnia 2019



Objazd tras muszyńskich
+
kolejny dzień, dzień regeneracji.
25-26.04.2019r.


Ot tak, pomagam przy pewnym tajnym projekcie ;)
Obiecałem objechać "trasy muszyńskie", a, że z czasem średnio jak i pogoda różna, zrobiłem to za jednym zamachem. Nie był to zbyt dobry pomysł :p

Na początek na Bacówkę nad Wierchomlą.
Po drodze, kaskady dopływu Szczawnika. 

Ląduję na bacówce. Jestem ja, dzidzio pieszo i potem dołącza kolejny rowerzysta. Spokój, cisza :)

Dalej przez Runek, pod Jawo i odbicie niebieskim rowerowym przez Jasieńczyk na Muszynę.
Błotko jest, a i miejscami placki śniegu się znajdą.

No to teraz tylko* dojechać, na Leluchów i Dubne i znów w las.
Taa *tylko. Wieje mocno, typowy wmordewind :D
Dobra, jakoś to zmęczyłem, ujechałem się. To nie kolareczka na oponkach 25mm, tylko górski czołg na 2,25 :D
Cerkiew w Leluchowie, w której to mieszkają sobie "gacopyrze".

Jeszcze trochę tego asfaltu i za Dubnym wjazd w las. Noo, nie, to już wolałem asfalt. Tutaj robią zrywkę drzew i wsio rozryte. Ciężko pchać rower!
Docieram do rozgałęzienia szlaków i fruu rowerowym na Wojkową.
Pryyy!
Wyjeżdża się dość wysoko na halach, niedaleko bacówek. Szlak skręca 90st prosto w dół i prowadzi przy ścianie drzew.


I znów asfalt i znów wmordewind :(
Jeszcze odwiedzam punkt rowerowy ze źródełkiem pod basztą (aby dopiąć kółko, tzn trasę ;) ) i powrót do domciu.

A co by było "ciekawiej", wrócę sobie na dobicie, przez Jastrzębik.
Przed Orlenem spotykam kumpla z dzieckiem na rowerach. Zatrzymuję się na chwilę, pobajdurzyć. Patrzę, wodę ma! Jak żebrak... "Daj załyczyć, bo mi się skończyła".
Chyba trochę przegiąłem pałkę, bo wyszło 82km i 1668m przewyższenia. Nie powiem, "nieco" się wypstrykałem, a wiatr mnie dobił.

Trasa


To kolejny dzionek. Na spacer nikt się nie załapał, to co... rowerek. Aż dziw, że mi nie zbrzydł po poprzednim dniu. Ubieram tylko inne ubranko i siadam na górskiego rumaka. Wczoraj nawet nie miałem siły myć. Jadę takim usyfionym z dwoma kilogramami błota :D

Podjeżdżam stokówką, od Izworu.
Na piątce jeszcze pyćkę śniegu jest. Jeden jęzor zachodzi na drogę, da się ominąć krajem, ale trzeba uważać.

"A co tu się stanęło?!"
Przy schronisku, od strony starej goprówki postawili wiatę. Będzie tam serwowane piwko i smakołyki, oraz będzie stanowisko grillowe. Świetny pomysł!
Planowane otwarcie, na "długi weekend majowy".

Chwilę gaworzę i jadę na szczyt.
Zwabia mnie zapach smażonego mięska.
Ahhh, ale bym taki karczek opierdolił. Piękny :D
Zamieniam parę słów z Nutrią i uciekam, bo to jeszcze nie wytrzymam. A do karcza to i piwo by weszło (pewnie nie jedno ;p ).

Jedziem dalej. Zaraz za "starym żółwikiem", na drodze, taki warun. Da się boczkiem, ale mokro i trzeba mocno cisnąć aby nie ugrzęznąć.

Zakrzywka przed Runkiem, ląduję na niebieskim szlaku i dalej nad Słotwinami pod budującą się "Ścieżkę w koronie drzew".
Robi to coraz większe wrażenie.

I wioo dalej przez "Hajdzińskiego".
Stop!
Co tu wymyślili? No tak, zakazać, najlepiej, a nie łaska było zrobić jakiejś alternatywy? Ehh.
Przypominają mi się akcję z panem M., co to na Jaworzynie ścigał ludzi na skuterze. Bareja 2.0 :(

Dzień, regeneracji cz1.
Trochę błotka jest, a i futerko zacne hehe. A może tak pozbyć się sierści?! No ale jak to by wyglądał taki gładki Piżmok? Toż to już by nie Piżmok był ;p

Ubłociłem mój stój szosowy święty, będę przeklęty ;) - zajechało Mickiewiczem :D
Rogelli mi nie wysechł.

A to jeszcze do księdza.
Ten w trakcie obiadu, a synek sępi.

Dzień, regeneracji cz2.
Istny chillout, huśtaweczka, słonko, elektrolity. Ahh...

A to ci odgapiacz :p
Vittoria Barzo rządzi! ;)

A teraz parę dni deszczu ;(



Kącik kulinarny.

Coś by tu zjadł, ale ileż można wpieprzać warzywka :p Jakieś mięso trzeba!
Prześwietliłem zamrażalnik. O... pstrąg. W sumie, też mięso, jak ktoś uważa inaczej, to gUpi ;)

Składniki:
- Pstrąg.
- Ser Mozzarella.
- Oliwki.
- Suszone pomidory w oleju z pestkami dyni.
- Czosnek.

Rybkę nacieramy solą i pieprzem. Z reszty składników robimy farsz i nadziewamy. Najlepiej przygotować dzień wcześniej i wsadzić do lodówki na te kilkanaście godzin.
Do piekarnika w żaroodpornym naczyniu, na ~40min.
Pod koniec pieczenia, na wierzch, położyć resztę sera, oliwek i pomidorów.
Skropić cytryną.

Gotowe!

Smacznego i pozdrawiam!