czwartek, 30 października 2025

 


Pasmo Otrytu

Bieszczadzkie rowerowanie

25-27.09.2025r.


Bieszczady, ach Bieszczady. Tyle legend o nich, tyle wspomnień własnych.

Ale, ale, OTRYT! I słynna Chata Socjologa. No nie byłem, wstyd się przyznać.

Więc, aby wstydu nie było, trzeba tam uderzyć.

Aby wrażeń była moc 😉 wymyśliłem, iż w piątek tam dojadę. Wezmę rower, nim szybko (taa taa) dotrę na chatę. Nocleg, wschód, przemieścić się nad Solinę. Tam kolejny nocleg pod nie znaną mi jeszcze wieżą widokową i w ostatni dzień, rowerowa szwędaczka koło Soliny.


Realizacja planu.


Dojechałem na miejsce.

Miejscówka

Tu zostawiam samochód. I dalej podążam rowerem.

Eee, no stromy ten niebieski szlak. To jeszcze pół biedy, przecie jestem miSzCz wypychu 😂 Ale tam dodatkowo nieco mokrawo i rozryte. A ja w letnich butach SPD (ale grube merino! 😉).

Jakieś 2/3 to był wypych. Potem, nawet dało się jechać, jednak, tak nieco późno się robi.

I tak sobie jadę ciemnym lasem, a tam... 😱

W ciemnościach, można by się posrać 😜

Docieram w końcu do chaty.
Zostałem mile przywitany, szybko poinstruowany, co i jak.
Nie ma bieżącej wody, więc prysznic "na szybko". Woda pitna w wielkim baniaku w kuchni, ciepła w kraniku koło pieca.
Nie ma posiłków na sprzedaż! Jesz, co ugotujesz sam (cała kuchnia dostępna).
Nie ma piwa! 😲
Zakaz używania telefonów (w sumie, z zasięgiem nawet gsm i tak kiepsko, a co dopiero mówić o internecie).
Takie mocno amiszowe miejsce 😉

Coś tam zjadłem i upajam się chatkowym klimatem. Bo przecież nie piwem, choć... miałem swoje dwa!😈

Młoda studentka, słucha starego wyjadacza.

Ugotowali jakąś pulpę. Dla grupy.
Właśnie. Tłoczno było, bo zjechała się cała ekipa, opiekująca się owym przybytkiem.
Jutro ma mieć prelekcję Kazimierz Nóżka 😀 - szkoda, że nie wiedziałem wcześniej.


Nieco drętwo było, bo nie znałem nikogo, ale... jak wjechały mocniejsze napitki, to czymś tam mnie nawet ugościli. Symbolicznie, ale to też uciekłem spać, bo na kolejny dzień, 30km i jeszcze podjazd pod wieżę widokową, na kolejny nocleg.
Ale nauczyli ICH rytuału picia, pewnej formuły, której nie będę zdradzał 😛

Długo nie dało się zasnąć. Grali na zewnątrz, w "coś" (piłkę), do późna.
A pewna osoba, z tych starszych, idąc do namiotu, śpiewała, a potem ryczała, fuczała i twierdziła "Jestem niedźwiedź!!!" 😂 - no dzicz, co zrobić 😉

Ale coś tam pospałem.
Według prognoz, wschód miał być słaby. Jednak i tak wstałem.
I bardzo dobrze.

Trwało to dosłownie 3-5 minut 😍



Moje legowisko.

Rano... no widać, że była imprezka.
No Bieszczady, to i żubr obficie występuje 😆

W rogu, śpi "troll". Taki typ włóczęgi górskiego.

Nie mam kapci, a ogrzewania podłogowego tu nie ma (buty zostają na zewnątrz!).
Więc, grzanie w olbrzymim kominku.

Kruca, z tymi telefonami nie żartowali!🙈

Pozbierałem majdan, spakowałem się.
Jeszcze foteczka z chatą. I dłuższą chwilę, pogaworzyłem z kolesiem, co dowoził jadło i napitek, na owe, wieczorne "wykłady". Aaa, no i rozliczyć się za nocleg. 20zł za pole namiotowe. 

Jadę...
Główna trasa tego dnia (mapy.cz)


Tu mi jakieś sms_y poprzychodziły. Że co?! Wykorzystałem (nawet nie wiem kiedy) 60%, nie już 80% kredytu na roaming danych poza UE 😱 No ja pierdole, złapało Ukrainę i jak się później okazało, naliczyło mi 187zł 😤

Cóż zrobić, człowiek głupi. Aczkolwiek, myślałem, że złapie albo Polski zasięg, albo Słowacki, ale Ukraiński?! Bolesna lekcja.

Poniżej szczytu Hulskie 846 m, kończy się graniowy szlak. Odbijam w prawo, bitą, leśną drogą.
Trochę z górki, trochę pod górkę. Jedzie się nie najgorzej, ale... tak nudno jakoś. Marne widoczki, droga uklepana jak dla s(g)ravela 😜

Chwila przerwy, na schrupanie jakiego batonika.

Jeszcze tylko pokonać 7km asfaltu "głównej drogi" i ląduję przy samochodzie.
Dzień jeszcze długi. Przemieszczam się nad Solinę.

Już nieco po sezonie, to załapałem się na darmowy (bo nie było nikogo pilnującego) prywatny parking.
Na kolejkę szkoda mi kasy, ale na wieżę, skusiłem się.

Widoczek całkiem przyjemny, tylko pogoda, taka sobie 😛



Jest jeszcze taka szklana platforma, na której kamerka robi zdjęcia.

Można sobie za darmoszkę wysłać na @, lub na miejscu wydrukować.
fot. "fotokomera"

Zgłodniałem. Trzeba coś przekąsić.
Ooo, to taki ja w kuchni 😆

A to Kamcia. Dokładnie tak wyglądała na szczycie skalnej iglicy, na ostatnich słowackich via ferratkach 😂

Wchodzę do tej restauracji zaraz przy wieży. Schludnie w środku. 

Śmieszna akcja.
Siadam przy najmniejszym stoliku, za filarem, tuż przy "barze", tzn centrum obsługi.
Wychylam się i sięgam po kartę, co dosłownie jest za tym filarem.
Miła dziewczyna z obsługi, poinformowała mnie, że "kelner podejdzie" 😆
No dobra, siedzę. Grzecznie czekam, 3minuty...5...8... wychylam się zza tego filara, z uśmiechem na twarzy:
- Czy mógłbym prosić kartę.
* Aaa, pan tu jest, przepraszamy!
😂

Zjadam kwaśnicę z żeberkiem. Bardzo dobra, bebucha zatkało, jako tako 😛
Ciekawy, ładny talerz. Taki, jakby oprószony przyprawami 😉
Jest duży, tfu, szeroki, ale płytki. Mało tej kwaśnicy 😒
fot. kom.

Mają fajne piwka, ale ceny... może lepiej tego Żubra pospolicie tu występującego?😆

Robię jeszcze zakupy w lokalnym "markecie". Parę piwek na wieczór 😋 i parę do domu.

Kolejny parking, znów za darmo, po sezonie. Ha!

Upss. Coś mi ten czas uciekł szybko.
Trzeba ciśnąć podjazd.

Jest i ona. Spora ta wieża.

Wychodzę na górę i czekam na zachód słońca.


W skrzyni jest "pamiętnik", pieczątka i... kamyczek.

Powoli zapada zmrok.

Na nic więcej, tego dnia nie liczę. Trzeba zakończyć sesję foto i udać się na miejsce biwakowe, na nocleg. 

Nawet coś się tli, po poprzednikach.
Super, nie muszę rozpalać.

Dorzucam dwa klocki, które rozłupałem toporkiem.

Gorąca herbata i do spania.

Wstaję przed wschodem.
Noc była udana. Spałem więcej, niż dnia poprzedniego. Ot, nikt nie ryczał koło namiotu.
Obawiałem się nieco przymrozku (zabrałem letni śpiwór), bo miał być, ale po cichu liczyłem na inwersję i była. Mój górski nos, mnie nie oszukał.
Wsiadam na rower i jadę pod wieżę, focić wschód słońca.

Zaczynam...


Sztuczna mgła 😉

I ta naturalna!

Odległe, ukraińskie szczyty.

Jest, wychodzi!

Świetne warunki.

I te mgiełki w dole.

A to światło, wpadające na zmrożone doliny 😍




Szeroka panorama.





Cóż tu dużo pisać.
To był piękny wchód, malowniczy.


Pod koniec mej sesji foto, wpadł na wieżę, rowerzysta. Wyjechał z doliny gravelem. Gość z dalekiej północy, Białego Stoku. Miło się nam rozmawiało, głównie, na tematy rowerowe i jego, wycieczki w kraje nadbałtyckie, które bardzo polecał.
Może kiedy? 😉

Jeszcze raz wieża, do dołu.

Wracam na obozowisko.


Gotowanie wody do liofiza.

Mój kochany mammucik, pomógł w nocy.
Spałem w tej kurtce.

Śniadanie.

Nieśpiesznie, zbieram się.
Słońce w pełni, niech ogrzeje doliny, co bym nie zamarzł na tym rowerze.

Tuż obok, takie drewniane dzieła.



Ha!
Tu jest szczyt!
Wieża nie jest na szczycie!

I mój kamper 😉
Jeszcze herbatka i jadę nad Solinę, pojeździć rowerem tu i tam 😁

No bajoro jak bajoro, łódeczki są.


Zjeżdżam niżej. Nad wodę.
Trasa tego dnia

Hmm, jakby jakie pływaki na trytytkach przyczepił i łopatki do tylnej opony, to by popływał 😆

Jadę dalej, na "wyspę".

No kiedyś to była wyspa "Wyspa Duża", z promem, a teraz, półwysep 😛

Ma swój szczycik.

Ale widoki, marne.

Zjeżdżam jeszcze niżej, ku wodzie.
W oddali, gondolki kolejki.

A tu jakiś dziadzio, na całkowitym chillu 😁

I w oddali, w zatoczce, samotna żaglówka.


Piękny, treściwy był to wyjazd. Było i pchanie roweru 😝 i jeżdżenie. Wspaniałe wschody, gorsze zachody 😉 i nader ciekawe miejsca, w szczególności Chata Socjologa.

P.s
Pluskw (pluskiew?) już tam nie ma 😂



Kącik kulinarny

Gotowane pluskwy.

Żartowałem 😆
Sałatka z pstrągiem łososiowym.

Składniki:
- Psrtąg łososiowy
- Ser pleśniowy
- Żurawina
- Mix sałąt/młode liście
- Sos sałatkowy
- Oliwa z oliwek
- Sól, pieprz


Filozofii wielkiej nie ma.
Pstrąga łososiowego szarpiemy widelcem na drobne kawałki.
Ser pleśniowy kroimy na małe kawałki.
Mix sałat do wysokiego naczynia. Sos (tak, sklepowy, ale ten Knorr_a, naprawdę ok, bez chemii/wzmacniaczy smaku) rozrabiamy z oliwą z oliwek.
Wrzucamy żurawinę, ser,  rozdrobnioną rybkę i sos, do mix sałat.
Dokładnie mieszamy.

I gotowe!
Polecam podawać z paluchem fitness(?) z żurawiną, z biedry.
Do tego, zaś do ryb/owoców morza, pasuje białe wino.
Ot takie ciekawe, z okręgu gdzie mieszka ciocia z Francji. Przywiozła, jak byliśmy na weselu kuzyna 😁
Dziękujemy.

Smacznego i pozdrawiam.