środa, 25 lutego 2026

 


Z serii, szybkie wypady 😀


Zámocký kopec

20.12.2025r.


W poszukiwaniu miejsca na focenie zachodu, wpadł mi w oko, owy punkt widokowy. I jest ładna ławeczka a'la serduszko😁


No to jadę.

Kierujemy się na Kežmarok. I tam, za osiedlem, parkujemy na parkingu koło opuszczonego hotelu.

Trasa mapy.com

Tylko nie wiem co ja chciałem zrobić, jakoś stanąć z boku, pod górkę.
Tak manewrowałem, że do tyłu już cofnąć nie mogłem, bo miałem murek, a do przodu... no nie ruszę. Śnieg, lód, za stromo! 😱

Wtem wyszedł człoweik z lasu, z ciupagą. Serio, taka, najprawdziwsza góralska ciupaga. Jakaś dziwna, dzika tu kraina 😉 Zagadałem do niego. Próbował mi pomóc, ale nic to, nie da rady wypchać, nawet jak łopatą do śniegu, wrzuciłem pod koła ziemię z kretowisk😆(na taki plan wpadłem).
Pożegnałem go i co... trzeba iść do miasta, szukać terenówki, co by mnie wyciągneła.


Schodzę na osiedle. I widzę, takiego typowego, słowackiego Janusz. 60+ brzuszek, wąs, okulary. Myślę sobie, kto jak kto, ale starszy gość, to mi raczej najchętniej pomoże, niż jakieś młode cwaniaczki.
Więc podchodzę i zagaduje:

- Dobry den.

I dalej nawijam po polsku, że szukam kogoś z autem terenewym, bo się tu niedaleko zakopałem, czy nie zna kogoś.

A facio mi na to, krótkko i na temat

* Znam

I gestem każe iść za sobą. Idziemy wzdłuż parkingu z 20m i otwiera Kia_nkę z napędę na czety koła i każe wsiadać. No nie wierzę!😳

Jedziemy na miejsce i pytam się, czy ma linę. No ja sierota, nie worzę takich rzeczy 😛

No ma. Podjeżdża pod mojego buraczka, zapina, cyk, pyk wyciągnął.

Uratował mi dzień i sesję foto. Ake byłem szczęśliwy, ogólnie, więcej szczęścia jak rozumu.

No to grzebię w portfelu, wyciągam 20E i mu daję. A ten, chowa ręce i mówi, że nie weźmie, bo on też kiedyś może będzie potrzebował pomocy.
Na co ja mu: "To przyjadę z Polski i pomogę" 😁
Podziękowałem mu pięknie, uściskałem łapę i zaparkowałem po bożemu.

Są jeszcze dobrzy ludzie na tym świecie. Stara szkoło.


Buraczkowóz dostał błockiem z tych kretowisk, ale to nic. Najważniejsze, że uratowany.


Zakłądam plecak, mam już ruszać, a tu kolejny folklor lokalny, z górki na sporych saniach, z tęgim chrustem, siedząc na nim okrakiem, zjeżdża dziadek 😄
Chyba się trochę zmieszał, jak mnie zobaczył i zszedł.
Zdjęcie z przyczajki 😉

No to zaczynam właściwe podejście, wzdłuż starego, opuszczonego wyciągu.
Foteczka w tył.

I zoom.

Im wyżej, tym więcej widać.

Docieram do pierwszej ławeczki, ale to jeszcze nie ta właściwa.

Pełznę dalej, mając po lewej Levočské vrchy - z charakterystycznym szczytem Ihla 1283m


Docieram na ów punkt widokowy 😀

Wsam raz, słońce powoli zaczyna zachodzić.

Kráľova hoľa 1946m.

Zbliżenie na kościół ewangelicki. Gdzie ostatnie promienie, zagladajaprzez okna kopuły.


Kolejka na Lomnický štít - 2633m

I słonko chowa się za górami.


Jeszcze raz Kráľova hoľa.

I samolot wylatujacy zza Bujačí vrch 1947m.

Czas na jedzonko.

Zabrałem termos jedzeniowy, z gęstą, pożywną, domową zupką.

Czas na kolorki!😍

Z Księżycem.



Przed odejściem, jeszcze rzut obiektywem na klimatycznie oświetloną starą część miasta.

Świetna miejscówka, łatwo dostępna, z genialnymi widokami. Polecam każdemu!


Modyń 1029m - podejście żółtym szlakiem

25.01.2026


Jest weekend, a pogoda zgnita.

Siedziałem przed kompem i szukałem po wszelkich prognozach i zdjęciach satelitarnych, gdzie może być lepiej, ale nie za daleko.

Padło na Modyń. A, żeby było inaczej/ciekawiej, to od strony, którą jeszcze nie podchodziłem.

Jadę!

Tylko, no tak, ten teges, zanim się wyzbierałem i dojechałem, to tego słoneczka, niewiele zostało. Cóż zrobić, trzeba iść!


Zostawiam samochód na poboczu.
Foteczka z dużym tele na "pobliskie" górki.
Ciekawa chateczka. Jest sad, są ule. Natura 😇


Zaczynam podejście.
Cała tarasa - mapy.com

Gdzieś tam w oddali, majaczą Tatry.
Id razu morale się podniosło i temp wzrosło.

Stare drzewo.

Surrealistyczna miejscówka.

Tutaj, zapewne, nie jedna impreza się dobyła.

Docieram. Jest wieża.

Wychodzę i... eee, gdzie te Tatry?!
Zaniosło się, zero słonka, przejrzystość kiepska. Ojj, ojj 😭

Mogielica 1171m - najwyższy szczyt Beskidu Wyspowego.

Jeszcze parę ujęć z wieży. 


Ale kicha!
No cóż, nie zawsze się udaje😛
W dodatku strasznie wieje. Chowam się na pół pięterku i posilam się.

Słyszę, iż ktoś podchodzi. A to z powrotem, jeden z młodzieży. Wysłali najodważniejszego, albo... najgłupszego 😜
- Przepraszam pana, czy ma pan jakiś okień?
No jak ja, górski włóczykij, nie miał by ognia. Zastanawiałe się tylko, czy dać im zapalniczkę, czy trochę się poznęcać 😁 i wręczyć krzesiwo.
A niech mają, dostali zapalniczkę.
Patrzę za parę minut, na efekty ich działań, a tak hajcuje się srogo. Hmm, pewnie mieli coś "turbo". Benzynę zapewne.
Schodzę i idę do nich.
A tu taka niespodzianka. Stały dopływ wspomagacza, w postaci gazu i palnika😆
Efekt osiągnięty? Osiągnięty!
Ognisko udane.

Chłopaki ugościły mnie, poczęstowali kiełbaską i chlebem w domu wypiekanym😍

Nieco dalej, rozbiła się kolejna, większ ekipa z dzieciakami.
Rośnie nowe pokolenie survivalowców. Mam nadzieję, że wrócili z wszystkimi palcami 😉

Podziękowałem, odzyskałem zapalarę i w dół!
Szybkie zejście tą samą drogą.
I już przy buraczkowozie.

Że też ludzie budowali się na takich zbyrach!

Miało być pięknie a wyszło... i tak było fajnie.
Uratowałem chłopakom ognisko, zostałem ugoszczony i kolejny szlak/podejście zrobione.
A warun na fotki, jeszcze będzie.



Kącik kulinarny


Pstrąg w migdałach.

Składniki:
- Pstrąg
- Migdały
- Czosnek
- Sól i pieprz
- Cytryna - sok z cytryny + plastry
- Oliwa z oliwek - do smażenia


Ryby nacieramy solą i pieprzem. Oczywiście z wierzchu i od środka.
Pozostawiamy na co najmniej kilkadziesiąt minut. 

Przyrządzamy i smażymy, jak zwykłego pstrąga. Z tym, że płatki migdałowe wcześniej, podsmażamy na suchej patelni.


I gotowe. Podawać, a czym się lubi 😁

Smacznego i pozdrawiam.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz